Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty

18 maja 2021

„Miasto z mgły”- Carlos Ruiz Zafón

Wyd. Muza | Org. La Ciudad de Vapor  | 224 str. | 34,90 zł | Data wydania: 05.05.2021 r.


Dawno temu, w spowitej mgłą Barcelonie…

 

Kiedy Carlos Ruiz Zafón ukończył dzieło swojego życia- serię o Cmentarzu Zapomnianych Książek, postanowił zebrać wszystkie napisane dotychczas opowiadania, nawiązujące mniej lub bardziej do tego cyklu, i stworzyć z nich jeden tom będący ostatecznym pożegnaniem z mglistymi zaułkami Barcelony. Nie spodziewał się jednak, że nie dożyje publikacji swojego ostatniego dzieła, a cieniutki, ale pełen treści zbiór, będzie dla czytelników pożegnaniem... ale z nim.

4 maja 2020

„Żniwiarz u bram”- Sabaa Tahir


Wyd. Akurat | Org. A Reaper at the Gates | Seria Ember in the ashes Tom III | 512 str. | 44,90 zł | Premiera: 25.03.2020 r.
Obowiązek ponad wszystko

Zło ma wiele twarzy. Może być mroczną i przerażającą zjawą, ale może założyć również maskę przyjaciela. Tak łatwo zaufać niewłaściwej osobie. Tak łatwo popełnić błąd, który może mieć śmiertelne konsekwencje. Zwiastun Nocy marzy tylko o jednym- zdobyć wszystkie elementy gwiazdy i uwolnić swoich braci dżinów. By tego dokonać, nie cofnie się przed niczym, a jego zemsta będzie straszliwa. Laia zrobi jednak wszystko, by go powstrzymać. Nie chodzi tylko o ratowanie ludzkości, dziewczyna ma do niego osobisty żal. Choć Elias próbuje jej pomagać, okazuje się, że złożona przez niego przysięga, niesie ze sobą dramatyczne konsekwencje, których nie da się uniknąć. Helena z kolei jest gotowa na wszystko, by zapewnić bezpieczeństwo swojej młodszej siostrze. Jednocześnie stara się utrzymać porządek w Imperium i przejrzeć przebiegłe plany okrutnej komendantki. Wojna wisi w powietrzu i nie da się jej uniknąć. Żaden z bohaterów nie podejrzewa jednak, z jakim wrogiem przyjdzie im się zmierzyć.

21 października 2019

„Chłopak, którego nie było”- Elżbieta Rodzeń

Wydawnictwo Między Słowami | Ilość stron: 432 | Cena: 39,90 zł | Data wydania: 31.07.2019 r. 

Z tysiąca niezwykłych powodów…

Wierzycie w przeznaczenie? W to, że los łączy nas w pary i robi wszystko, żebyśmy odnaleźli siebie nawzajem? W miłość tak silną, że pokona czas, przestrzeń, a nawet śmierć? W Martynie właśnie umiera ostatnia iskierka nadziei na szczęście. Dziewczyna już dawno przestała czekać na księcia na białym koniu. Niczym Kopciuszek pracuje do utraty tchu w nadmorskim pensjonacie rodziców i żyje w poczuciu braku własnej wartości. Kiedy poznaje Jamesa, zmienia się cały jej świat. Życie zaczyna przypominać piękny sen, tak odmienny od koszmarów jakie dotychczas przeżyła. Jednak nawet z najpiękniejszego snu w końcu trzeba się obudzić. Martyna wie o tym doskonale, bo przemilczała sprawy które mogą zniszczyć uczucie rodzące się między nią a Jamesem. Tylko jak ma powiedzieć ukochanemu, że w każdym detalu przypomina jej wymyślonego przyjaciela z dzieciństwa? Chłopaka, którego kochała nad życie, choć nigdy go tu nie było?

4 listopada 2018

„Echo”- E. K. Blair

Wyd. NieZwykłe | Org. Echo | Seria Czarny Lotos Tom II | 336 str. | 38,90 zł | Data wydania: 24.10.2018 r. 

Gdy z serca zostają zgliszcza i kupka popiołu

Wszystko było dokładnie zaplanowane. Przemyślane krok po kroku. Wymierzone z precyzją i konsekwentnie realizowane. Elizabeth sama nie wie kiedy dokładnie jej intryga zaczęła walić się jak domek z kart. Kiedy poczuła, że jej martwe serce zabiło mocniej dla mężczyzny, którego miała zniszczyć? A może znacznie wcześniej, w momencie kiedy zobaczyła go po raz pierwszy? Teraz jednak za późno, by się nad tym zastanawiać. Padł strzał, a po nim zostało już tylko echo. Niemilknące, wdzierające się podstępnie w każdą najmniejszą cząstkę duszy i niszczące resztki życia jakie tliły się w jej martwym sercu. Teraz nie ma już nic. Jest wrakiem.

24 października 2018

„Zabić Sarai”- J. A. Redmerski

Wyd. NieZwykłe | Org. Killing Sarai | Seria W towarzystwie zabójców Tom I | 378 str. | 38,90 zł | Premiera: 11.04.2018 r.

W niebezpiecznym towarzystwie zabójcy…

Jak wiele można poświęcić, by odzyskać utraconą wolność? Odpowiedź brzmi- wszystko. Nawet własne życie. To właśnie je kładzie na szali Sarai chowając się w samochodzie płatnego zabójcy. Dziewczyna doskonale wie co robi. Od wielu lat planowała swoją ucieczkę, a tajemniczy Amerykanin, mimo swojej profesji, wzbudza w niej zaufanie i jest jej ostatnią szansą na wolność. Dziewczyna zbyt długo tkwiła w niewoli barona narkotykowego, dla którego była ulubioną zabawką. Zbyt dużo widziała. Zbyt dużo przeżyła. Dlatego ucieknie, albo zginie próbując. Jednak już od momentu, kiedy Sarai skrywa się w samochodzie płatnego zabójcy Victora, nic nie idzie zgodnie z planem. Uciekając, dziewczyna wydała na siebie wyrok śmierci, a jej życie, o ironio, spoczywa w rękach mężczyzny, który może je zakończyć jednym strzałem. Choć Victor powinien odesłać ją z powrotem do jej dotychczasowego piekła, albo zabić, nie robi ani jednego, ani drugiego. Choć sam nie wie czemu, postanawia pomóc Sarai, narażając przy tym swoją misję, a także życie.

10 października 2018

„Bang”- E.K. Blair

Wyd. NieZwykłe | Org. Bang | Seria Czarny Lotos Tom 1 | 400 str. | 38.90 | Data wydania: 20.06.2018 r. 


O zemście, która nie zawsze ma słodki smak

Brak mi słów. Naprawdę. Nie wiem, co powiedzieć…

Są takie historie, które rozbijają czytelnika na drobne kawałeczki. Niszczą pustoszą i pozostawiają wielki zamęt w głowie. Taką książką jest „Bang”. To historia, która wstrząśnie Wami do głębi, oszołomi i da do myślenia. To opowieść o cierpieniu, zemście, szukaniu zadośćuczynienia za wyrządzone krzywdy. Niesamowita, mocna, brutalna i… tak inna od wszystkiego, co dotychczas czytałam. Ciągle jestem w szoku i nie potrafię skleić składnej rekomendacji, dlatego pozwólcie, że przekażę głos głównej bohaterce i narratorce „Bang”. Mam nadzieję, że przekona Was do sięgnięcia po książkę, w której opowiada swoją wstrząsającą historię.

14 listopada 2017

„Terapia”- Kathryn Perez [przedpremierowo]

Wyd. NieZwykłe | Org. Therapy | 484 str. | 38,90 zł | PREMIERA: 22 października 2017 r.

O ranach na ciele i gojeniu duszy

Czerń albo biel. Nigdy szarość- tak świat postrzega Jessica. Choć życie ma tysiące odcieni, ona tak bardzo wpatrzona jest w  ciemność w swoim wnętrzu, że nie jest w stanie ich dostrzec. Ból, jaki przynosi każdy dzień popycha ją w stan odrętwienia, a dziewczyna zna tylko jeden skuteczny sposób, by cokolwiek poczuć. Emocje wycina na swoim ciele żyletką- tylko to przynosi jej ulgę, tylko ten rodzaj bólu jest w stanie samodzielnie kontrolować. Ukojenie przynosi jej też pisanie poezji, w którą wlewa cały swój smutek i cierpienie. Tylko ze stronami dziennika może podzielić się swoją codziennością, którą wypełnia samotność, niezrozumienie i okrucieństwo jakiego doświadcza ze strony rówieśników. Choć Jessica wydaje się wyobcowana i zamknięta w sobie, całym sercem pragnie uwagi i akceptacji innych. Rozpaczliwa potrzeba bycia kochaną wpycha ją w ramiona kolejnych mężczyzn, dla których nic nie znaczy, a odtrącenie za każdym razem rodzi kolejne krwawe szramy na ciele i duszy. I tak bez końca… aż do dnia kiedy ktoś po raz pierwszy wyciąga do niej pomocną dłoń. Tylko czy Jessica ze swoim destrukcyjnym charakterem będzie potrafiła tę dłoń utrzymać? Czy ta znajomość będzie początkiem czegoś dobrego, czy zniszczy ich oboje?

„Mam wrażenie, że od zawsze gonię za życiem. I nigdy nie będę w stanie go złapać.”

4 sierpnia 2017

„Pochodnia w mroku”- Sabaa Tahir + wyniki konkursu

Wyd. Akurat | org. A Torch Against the Night | Ember in the Ashes tom 2 | 512 str. | 39,90 zł | Premiera: 28.06.2017 r.

Rebeliantka, dezerter i Kruk Krwi w świecie, który staje w płomieniach

Imperium chwieje się w posadach. Elias, Laia i Helena, po raz kolejny muszą stoczyć nierówną walkę z przeznaczeniem. Całe zło, wszystkie cierpienia jakich zaznali bohaterowie na Czarnym Klifie w okrutnej akademii Masek, okażą się niczym wobec tego, co jeszcze ich czeka. Wolność wcale nie smakuje słodko. Jest pełna strachu, bólu i metalicznego posmaku krwi. Elias i Laia desperacko próbują uciec ze stolicy Imperium, pod osłoną szalejących walk rewolucjonistów. Ona nie cofnie się przed niczym, by uwolnić porwanego przez Maski brata Darina. On chce odkupić swoje winy i odpłacić za przelaną krew przyjaciół. Ich celem jest Kauf-najpilniej strzeżone więzienie w Imperium. Choć uwolnienie Darina z tego miejsca jest misją niemal niewykonalną, nie mogą się poddać. „Dopóki trwa życie, jest nadzieja”. A gra jest warta świeczki, bo Darin zna sekrety, które mogą pomóc w obaleniu tyrana. Tylko czy Elias i Laia zdołają go uwolnić zanim będzie za późno?

2 lutego 2016

„Ember in the ashes. Imperium ognia”- Sabaa Tahir

Wyd. Akurat | 510 str. | 39,90 zł | 04.11.2015 r.

Zawsze zwycięscy,
czyli przeznaczenie aż po śmierć

Pięćset lat temu potężny lud wojan podbił serrańczyków, zamieniając ich biblioteki i akademie, w koszary i zbrojownie. Od tego czasu nic nie jest takie jak dawniej. Stworzony przed laty przez serrańczyków ruch oporu, został zdziesiątkowany i pozbawiony najdzielniejszych dowódców, a uciśnionym narodem, żelazną ręką rządzi Imperator, przy pomocy okrutnych żołnierzy, kryjących swe oblicza za srebrnymi maskami, przyrośniętymi do twarzy, wyszkolonych w elitarnej akademii zwanej Czarnym Klifem.

20 stycznia 2016

„Amber”- Gail McHugh [przedpremierowo]

org. "Amber to Ashes"/ Wyd. Akurat/ 590 str./ 39,99 zł
PREMIERA: 3 lutego 2016 r.

Żaden z moich sekretów nigdy cię nie skrzywdzi…

Amber Moretti nigdy nie przypuszczała, że będzie w stanie kogokolwiek pokochać. I że ktoś będzie w stanie pokochać ją. W jej życiu wydarzyło się zbyt wiele złych i okrutnych rzeczy by potrafiła komukolwiek zaufać i otworzyć przed nim swoje serce. Nieoczekiwanie jednak dziewczyna zakochuje się i to nie w jednym, a dwóch mężczyznach jednocześnie. W najlepszych przyjaciołach. Choć różnią się niczym ogień i woda obaj stają się dla Amber powietrzem, bez którego nie może oddychać. Balsamem na poranione serce. Dziewczyna pragnie ich obu, choć doskonale wie, że ta niemoralna i niebezpieczna gra w końcu może zniszczyć ich wszystkich…

8 września 2015

„Kochając pana Danielsa”- Brittainy C. Cherry

Wydawnictwo Filia/ 427 str./ 39,90 zł/ 2015 r.


Kilka słów o tym, jak pokochałam pana Danielsa,
I kilka powodów, dla których i Wy powinniście!

Ludzie różnie przeżywają żałobę. Ja osobiście na wieść o śmierci najbliższej mi osoby, rozpadłabym się chyba na milion drobnych kawałków. Niewiele lepiej radzi sobie ze śmiercią siostry bliźniaczki bohaterka powieści, Ashlyn. W zasadzie nie radzi sobie w ogóle. Jest zdruzgotana, załamana, w pewnym sensie pozbawiona cząstki samej siebie. Nie znajdując wsparcia u matki przenosi się (nie do końca z własnej woli) do dawno niewidzianego ojca i jego nowej rodziny. W trakcie podróży poznaje jednak kogoś wyjątkowego. Kogoś kto doskonale rozumie jej ból i jako jedyny potrafi go zwalczyć samą swoją obecnością. Człowieka, o duszy równie poranionej jak jej własna. Uczucie jakie rodzi się między tą dwójką jest wyjątkowe, jednak jak szybko się okazuje nie może mieć miejsca. Daniel jest bowiem nauczycielem w ogólniaku w którym Ashlyn przyszło kończyć liceum. Jakby tego było mało jej ojciec jest tam wicedyrektorem. Uczucia nie da się jednak od tak wymazać z serca. Czy w tej bolesnej i dramatycznej historii znajdzie się odrobina miejsca na szczęśliwe zakończenie?

19 sierpnia 2015

Na ekranie: „Mały książę” reż. Mark Osborne

"Le Petit Prince"/ reż. Mark Osborne/ 108 min./ 2015 r.

Opis:

Mała Dziewczynka zaprzyjaźnia się z ekscentrycznym staruszkiem z sąsiedztwa, który przedstawia się jako Pilot. Nowy znajomy opowiada jej o niezwykłym świecie, gdzie wszystko jest możliwe. Świecie, do którego dawno temu zaprosił go przyjaciel – Mały Książę. Tak zaczyna się magiczna i pełna przygód podróż Dziewczynki do krainy jej własnej wyobraźni i do bajkowego uniwersum Małego Księcia.

22 stycznia 2015

„Wróć, jeśli pamiętasz”- Gayle Forman

Nasza Księgarnia/ 287 str./ 26.90 zł/ 2015 r


Spójrz, kim staliśmy się bez siebie

Czekanie na kolejny tom serii to prawdziwa udręka, zwłaszcza jeśli autor zdecyduje się rozbić czytelnika na tysiąc kawałków i zostawić go w takim stanie na nie wiadomo jak długo. Na drugi tom „Jeśli zostanę” przyszło nam czekać ładnych kilka lat i w zasadzie dostaliśmy ten niesamowity prezent od wydawnictwa jedynie dzięki (absolutnie cudownej!) ekranizacji. Choć ciekawość o dalsze losy bohaterów dosłownie zżerała moją czytelniczą duszę, trawiły mnie także pewne obawy. Bo czy to w ogóle możliwe, by powtórzyć jeszcze raz tamte uczucia? Przywołać niesamowity klimat ulotnych wspomnień? Wydawało mi się, że nie, ale od bardzo dawna nie byłam w tak wielkim błędzie.

„I nie wiem, czemu dzwonię, słuchawka jest głucha.
I nie wiem, czemu śpiewam, skoro nikt nie słucha”
piosenka str.103

Pierwszy tom był w całości opowieścią Mii. To razem z nią przeżywaliśmy tragedię, która zniszczyła jej życie. Z nią śmialiśmy się i płakaliśmy przeżywając na przemian piękne wspomnienia i bolesną teraźniejszość. Drugi tom uświadomił mi jednak, że skupieni na Mii przegapiliśmy coś bardzo istotnego. Bo nie tylko ona przeżyła tragedię i nie tylko ona musi nosić jej brzemię. Siedząc przy szpitalnym łóżku, obok nieprzytomnej Mii, jej chłopak, Adam, złożył dziewczynie pewną obietnicę. „Pozwolę ci odejść. Jeśli zostaniesz”. Teraz, trzy lata od tragicznego wypadku, wciąż pamięta ją doskonale. Bo musiał dotrzymać słowa.

„Więc to do tego doszło? T y m się stałem? Chodzącą sprzecznością? Jestem otoczony ludźmi a czuję się samotny. Twierdzę, że usycham z tęsknoty za odrobiną normalności, ale teraz kiedy ją mam, jakbym nie wiedział, co z nią począć. Nie potrafię już być normalnym człowiekiem.”
Str. 41

Dziewczyna zostaje. Ale nie z nim. Zupełnie niespodziewanie losy tych dwojga zwyczajnie się rozchodzą. Kariera zespołu Adama, Shooting Star, nabiera bardzo szybkiego tempa, a Mia staje się jedną z najbardziej obiecujących młodych wiolonczelistek. Jednak los postanawia dać im jeszcze jedną szansę. Czy przypadkowe spotkanie, pozwoli im odnaleźć siebie na nowo? A może starych ran nie powinno się rozdrapywać, zwłaszcza, że jeszcze nie zdążyły na dobre się zabliźnić?

„Odpuścić. Wszyscy mówią o tym, jakby to  była najprostsza rzecz na świecie. Odegnij palce jeden po drugim, aż dłoń się otworzy. Ale moja dłoń jest zaciśnięta w pięść od trzech lat; ścierpła w tym uścisku. Cały tak zastygłem. I niedługo stężeję do końca.”
Str. 212

Tym razem to Adam jest narratorem całej historii, co było dla mnie pierwszym, bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Kolejnym była atmosfera książki. Wydawać by się mogło, że to pierwszy tom powinien być bardziej dramatyczny. No wiecie, wypadek, tragedia, dramatyczne decyzje. Ale jednak dzięki wspomnieniom Mii, była to naprawdę pokrzepiająca i pełna ciepła historia. To właśnie drugi tom okazał się tym bardziej mrocznym i przepełnionym smutkiem. I znów pierwsze skrzypce grają tu wspomnienia, bo te należące do Adama nie są ani ciepłe ani pokrzepiające. Wypełnia je ból, krzyk i cierpienie. Płynnie przechodzimy więc do kolejnego, bardzo pozytywnego zaskoczenia. Obawiałam się, że autorce nie uda się po raz kolejny napisać tak przejmującej i wciągającej opowieści bazującej na retrospekcjach. A jednak byłam w błędzie, pojawiają się one w dużej ilości i sprawiają, że forma książki pozostaje niezmienna. Mimo to nie potrafię porównać tych dwóch tomów bo dzieli je prawdziwa przepaść. Są kompletnie inne, a zarazem noszą w sobie wiele podobieństw. Najważniejsze jest jednak to, że autorce się udało. Naprawdę jej się udało, stworzyć coś wyjątkowego, co zapamiętam na bardzo długo.

 „Gapię się w dół na wodę. Minutę temu była spokojna i gładka jak szkło, teraz otwiera się, kotłuje, wiruje wściekle. Wir grozi, że pochłonie mnie całego. Utonę w nim i nikogo,
n i k o g o nie będzie przy mnie w mroku.”
Str. 212

O CZYM?  „Wróć, jeśli pamiętasz”, to przepiękna opowieść o utraconej miłości i drugiej szansie. O życiu, które nas zmienia i o rzeczach, które nie zmieniają się w nas nigdy. Nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, by opisać to, jakie książka wywarła na mnie wrażenie. Myślę, że jest ono porównywalne z tym, co czułam, oglądając ekranizację, a to samo w sobie jest ogromnym komplementem. Moje oczekiwania względem tej pozycji były ogromne, a dostałam nawet więcej. Po cichu liczę, że i ten tom doczeka się wydania filmowego, a nawet troszkę się tego obawiam, bo byłoby to istne apogeum emocji. Jeśli ktoś ma jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, książkę z całego serca POLECAM i straszne zazdroszczę, że wciąż macie jej lekturę przed sobą. Jedynym pocieszeniem dla mnie jest fakt, że w przygotowaniu są już dwie kolejne książki autorki, do których dorwę się z niekłamaną rozkoszą!

Ocena:
10/10

Książki autorki:
„Wróć, jeśli pamiętasz”

(w przygotowaniu)
„Ten jeden dzień”
„Ten jeden rok”

Recenzja filmu



12 listopada 2014

„Interstellar” (film)


Opis:
Gdy okazuje się, że nasz czas na Ziemi dobiega końca, zespół odkrywców wyrusza na najważniejszą misję w dziejach ludzkości. Badacze podróżują poza granice naszej galaktyki, aby przekonać się, czy rasa ludzka ma szansę przetrwać wśród gwiazd.


Zwiastun:


Recenzja:
Melancholia, grawitacja
i pięciowymiarowa rzeczywistość

„Interstellar” od początku przejmował mnie pewnym niepokojem. Bite trzy godziny i niezbyt emocjonujący zwiastun z dramatyczną muzyką. Do tego science fiction, które wciąż nie do końca rozumiem i nie potrafię pokochać. A jednak po raz kolejny bardzo się pomyliłam w ocenie i wiem, że nie powinnam jej wystawiać przed seansem. A teraz sama nie wiem czy będę w stanie oddać niezwykłość tego filmu, tak byście i Wy się do niego przekonali.


Oscar Wilde powiedział, że „wszyscy jesteśmy w rynsztoku, ale niektórzy z nas patrzą w gwiazdy”. I choć wiem, że nie te słowa są mottem filmu, to idealnie odzwierciedlają to, co się w nim dzieje. Świat nieubłaganie zmierza ku zagładzie. Brak deszczu, burze pyłu i choroby niszczące plony. W obliczu potęgi natury technika jest się bezradna i bezużyteczna. Priorytetem staje się wyżywienie głodującej ludności, dlatego wszelkie środki lokowane są w rolnictwo. Powoli cała nasza cywilizacja zaczyna zanikać. Nie ma już nowoczesnych sprzętów medycznych, nieliczne uniwersytety niechętnie rekrutują studentów. Zamknięto nawet NASA, a loty kosmiczne uznano za bzdurę i propagandę.



W tym pogrążonym w chaosie świecie, na pewnej farmie mieszka jednak człowiek, który nie zgadza się z bezmyślnym zatracaniem wszelkich osiągnięć ludzkości. Były pilot i inżynier, pracujący niegdyś dla NASA, dzięki grawitacyjnej anomalii w pokoju córki, odkrywa, że nie wszystko jest jeszcze stracone. Wkrótce pozna ludzi, którzy wciąż wierzą, że gdzieś wśród gwiazd czeka na nas ratunek. Ryzykując wszystko wyruszają na wyprawę do nowej galaktyki, w nadziei na ocalenie ludzkości.

„Patrząc w niebo, rozmyślaliśmy o naszym miejscu wśród gwiazd.
Teraz patrzymy pod stopy i martwimy się o miejsce na ziemi.”

Zatrzymajmy się może na chwilę przy tym, co tak bardzo mnie przerażało zanim weszłam na kinową salę. Czas. Film trwa niespełna trzy godziny, co wydawało mi się istną katastrofą, a stało się wybawieniem dla obrazu. Nie da się ukryć, że to naprawdę długo i jeśli pójdziecie do kina nastawieni na intergalaktyczną przygodę rodem ze „Strażników Galaktyki” z pewnością niemiłosiernie się wynudzicie. „Interstellar” reprezentuje bowiem zupełnie inny poziom i choć przynależy do tego samego gatunku czyli science fiction, ma bardziej psychologiczny wydźwięk i próżno tu szukać ekscytujących i pełnych napięcia scen akcji. Dominuje tu napięcie zupełnie innego rodzaju. Widz skupia się na niezwykłej, przekraczającej horyzonty wyobrażeń tajemnicy wszechświata, wszystko inne zostaje zepchnięte w kąt, a czas okazuje się kluczowy dla zrozumienia całości.



Film nie obfituje w akcję, brakuje też jednoznacznej rozrywki. Seans polega głównie na myśleniu i emocjach. Jest w nim mnóstwo spokoju, ale też napięcia o to, jak dalej potoczy się misja. Sam czas, o którym wcześniej wspomniałam, jest tu pojęciem względnym. Znane nam prawa fizyki przestają obowiązywać, a zastępują je nowe, które często trudno pojąć, ale nie sposób się nimi nie zafascynować. Ciekawostką jest fakt, że „Interstellar” nie opiera się wyłącznie na wyobraźni scenarzysty. Film oparty jest na teorii naukowej opracowanej przez fizyka z Caltech Kipa Thorne'a, co tylko dodaje mu wiarygodności, a co za tym idzie niezwykłości.

Obok niespodzianek, które kryje wszechświat, a także zagrożeń, z którymi boryka się nasza planeta, film ukazuje także inne, bardziej przyziemne problemy. Jest to opowieść o samotnym rodzicielstwie, o trudnych relacjach między pokoleniami i o tym jak ciężko jest wytłumaczyć dziecku swoje decyzje i motywy działania. Jest to także historia o ogromnym poświęceniu i próbie uratowania tych, których kochamy najbardziej. Przede wszystkim ważna jest tu jednak miłość, która wskazuje drogę nawet wśród odległych galaktyk.



Początkowo nie do końca podobało mi się to, jak film został zrealizowany. Brakowało mi tu czegoś bardziej widowiskowego, jakiejś szerszej perspektywy. Dostajemy bowiem masę zbliżeń i długich scen, w których wydawać by się mogło, że nie dzieje się praktycznie nic. Do tego bark tu dbałości o detale, a na ekranie pojawia się często to samo kiepskie ujęcie kadłuba statku. Jednak o to właśnie chodzi w tym filmie. Nie oglądamy bajkowych kosmicznych obrazków, twórcy nie zaspokajają całkowicie naszej ciekawości dotyczącej równoległych galaktyk. Widzimy jednak z bardzo bliska wszystkie emocje bohaterów, bo to oni są tutaj najważniejsi. Nie jest ich wielu, nie wykonują niezwykłych akrobacji, to co się tutaj liczy, to sekret wszechświata i ludzie, którzy go odkrywają. Reszta jest zaledwie tłem, na które szczerze mówiąc nie bardzo zwraca się uwagę.

Kluczem do filmu stają się więc aktorzy, a spotkałam się z bardzo krytycznymi opiniami, które się do nich odnoszą. Matthew McConaughey grający głównego bohatera Coopera, został przez niektórych dosłownie zrównany z ziemią. Uznali bowiem, że aktor występujący w komediach romantycznych z zasady nie nadaje się do tak poważnej roli. Naprawdę nie wiem, jak po obejrzeniu filmu można tak nadal myśleć. Matthew był najjaśniejszym punktem w całym filmie. Podczas gdy wokół niego nie działo się kompletnie nic godnego uwagi i tak potrafił samym sobą wypełnić całą przestrzeń i zapewnić widzowi niesamowite emocje. Wszystkie elementy, dzięki którym w oczach wielu kobiet został jednym z najlepszych aktorów, zostały skrupulatnie ukryte pod kombinezonem kosmonauty. Jedyne czym dysponował to mocno ograniczone gesty mimika i głos, a mimo to nie tylko dał radę, ale też w moich oczach zagrał najlepszą rolę swojego życia.

Anne Hathaway, choć jest niesamowitą aktorką, wypadła więc przy nim nieco blado i już nie tak niezapomnianie. Mimo to jednak też mnie do siebie przekonała i udowodniła, że potrafi zagrać każdą rolę. Nie tylko księżniczki, złej czarownicy czy zakochanej nastolatki, ale też dużo poważniejsze, takie jak doktor Brand.



Twórcy filmu kupili mnie już w pierwszej sekundzie jego trwania pokazując półki wypchane po brzegi książkami. Potem jednak, kiedy okazało się, że owe półki odrywają fundamentalną rolę w całym filmie, kupili mnie już całkowicie. Nie mogę powiedzieć, że polecam ten film wszystkim. Choć jest niesamowicie fascynujący, jest też przede wszystkim dosyć skomplikowany i trudny. Wymaga od widza bezgranicznego skupienia i wyciszenia. Jest to propozycja dla osób wytrwałych i psychicznie dojrzałych, a także dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż bezsensownej ganianiny i ciągłych eksplozji. Mimo że film jest dosyć wymagający, jest też chyba najbardziej przemyślanym, pełnym i kompletnym dziełem z jakim miałam ostatnio do czynienia. Strasznie dziwię się wszystkim, którzy zdecydowali opuścić kino w połowie seansu, bo nawet nie dali sobie szansy odkrycia jego niezwykłości. Fabuła zatacza pełne koło i udowadnia, że nic nie jest przypadkowe, a stwierdzenie, że wszystko dostało zapisane w gwiazdach nabiera zupełnie nowego znaczenia. Pozostawia widza oszołomionego i pełnego sprzecznych myśli, ale też niezaprzeczalnie z poszerzonymi horyzontami. To film, o którym można naprawdę dużo dyskutować i odkrywać go wciąż na nowo. Wiem, że nie na wszystkich zrobi on takie wrażenie jak na mnie, ale naprawdę Wam tego życzę. Tymczasem zabieram się za obejrzenie „Grawitacji”, do której „Interstellar” jest porównywany. Zobaczymy, co z tego wyniknie, tym bardziej, że moje oczekiwania stokrotnie się zwiększyły.

Ocena:

10/10


11 października 2014

„Próby ognia”- James Dashner

Papierowy Księżyc/ 415 str./ 36,90 zł/ 2012 r.

Gra na śmierć i życie

Pierwszy tom serii potrafi naprawdę wysoko postawić poprzeczkę swojemu następcy. Kiedy jesteśmy zachwyceni wstępem do serii, automatycznie nasze wymagania przyjmują stokrotnie większe rozmiary. Niestety w większości przypadków nadzieje okazują się płonne i bezceremonialnie gasną, zduszone nagłym rozczarowaniem. Jednak w przypadku kontynuacji „Więźnia labiryntu”, od początku miałam przeczucie, że będzie to coś wciskającego w fotel. W najmniejszym stopniu się nie pomyliłam. A teraz trawi mnie prawdziwa obawa, czy pan Dashner zdoła mnie jeszcze kiedyś aż tak zachwycić.

Kiedy Thomasowi i jego przyjaciołom udało się znaleźć wyjście z mrocznego i niebezpiecznego Labiryntu, myśleli, że to, co najgorsze już za nimi. Nie mogli się jednak bardziej pomylić. Najgorsze wciąż przed nimi. Nadchodzi nowy i zupełnie nieprzewidywalny etap Prób, w porównaniu z którym Labirynt był zaledwie namiastką. Po dramatycznej ucieczce z siedziby DRESZCZU, Streferzy trafiają w pozornie bezpieczne miejsce, lecz nie jest im dane długo cieszyć się tym uczuciem. Przed nimi kolejne zadanie, tym razem już ostatnie. W ciągu zaledwie dwóch tygodni muszą przemierzyć pustynię w poszukiwaniu Bezpiecznej Przystani. Jednak DRESZCZ już zadba o to, by nie nudzili się pod drodze.

„Po co w ogóle próbujesz zadawać pytania? Nic tu się nigdy nie trzymało kupy i pewnie nigdy nie będzie.”

O ile w poprzedniej części, zarówno bohaterów, jak i czytelnika, ograniczały ciasne ściany Labiryntu i nieprzenikniony mrok wymazanych wspomnień, tak „Próby ognia” znacznie poszerzają horyzonty. Przede wszystkim diametralnie zmienia się otoczenie, w jakim przebywają bohaterowie. Porzucamy klaustrofobiczny, rządzący się swoimi prawami Labirynt, na rzecz spalonych słońcem pustkowi, gdzie bohaterowie będą musieli walczyć nie tylko z okrucieństwem natury, ale też własnymi słabościami. Powracające stopniowo wspomnienia poszerzą też znacznie nasze pole postrzegania pewnych kwestii. Razem z bohaterami zaczniemy odkrywać coraz więcej szczegółów na temat DRESZCZU i sensu Prób, jednak każde wspomnienie zrodzi masę pytań, na które odpowiedź uzyskamy dopiero w finałowym tomie tej opowieści.

 "Jedyne, co wam powiem, to że czasem to, co widzicie nie jest prawdziwe, a czasem prawdziwe jest to czego nie widzicie.”

A skoro już jesteśmy przy rozszerzeniach wszelkiej maści- nie tylko przestrzeń zwiększy swą powierzchnię, ale również grono bohaterów powiększy się o kilka nowych i niezwykle barwnych osobistości. Narobią one naprawdę sporo zamieszania w pełnym i tak już chaosu życiu Streferów. Pojawią się nowe przyjaźnie, nowe wyzwania, ale też nowe zagrożenia i tajemnice. Jednak to, co cieszy mnie najbardziej, to poszerzenie wiadomości czytelników o Pożodze i jej destrukcyjnych skutkach, a także o tajemniczej chorobie trawiącej ludzkość. Jak dla mnie jest to najistotniejsze w dystopijnych opowieściach i serce mi krwawi za każdym razem, kiedy bzdurne i nieistotne wątki przesłaniają to, co najważniejsze, czyli sam wygląd i opis świata, w który zostaliśmy wciągnięci. Na szczęście James Dashner nie zbagatelizował tej istotnej kwestii i nadał swojej powieści więcej wiarygodności i wielowymiarowości.

” - Może umrzeć.
- Gorzej. Może to przeżyć.”

Zarówno pierwszy, jak i drugi tom nastawiony jest na pędzącą akcję, jednak tym razem znalazło się też więcej miejsca dla emocji. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że poznaliśmy już bohaterów i czujemy się do nich bardziej przywiązani, głównym powodem jest znacznie zacieśnienie więzi między samymi bohaterami, którzy wiedzą, że są dla siebie nawzajem jedyną bezpieczną przystanią, i że muszą się o siebie troszczyć, bo nie wiadomo, co przyniesie ze sobą kolejny dzień. Najwięcej w moich oczach zyskał Thomas, który dosłownie skradł moje serce. Nie mogę Wam zdradzić, co w związku z nim zrobiło na mnie aż tak wielkie wrażenie, ale jeśli znacie Patkę możecie być pewni, że ma to związek z pewną kobietą…

O CZYM?  Podsumowując, „Próby ognia” to doskonałe rozwinięcie serii, która nie rozczarowuje nawet na chwilę. Pełna akcji i emocji, wciskająca w fotel lektura, która potrafi nawet momentami nieźle przestraszyć. Choć autor naprawdę sporo namieszał i narobił niezłego bałaganu, udało mu się brawurowo zakończyć wszystkie wątki. Jedyne, czego nie umiem mu wybaczyć to zakończenie, po którym najchętniej od razu rzuciłabym się na finałowy tom, którego jak na złość jeszcze nie zdążyłam kupić. Serdecznie polecam!

Ocena:
10/10

W serii:
>Próby ognia<
Lek na śmierć

Recenzja filmu


15 września 2014

„Zostań, jeśli kochasz” (film)


Opis:
Mia Hall to nieśmiała, niezwykle utalentowana dziewczyna, która stoi przed najtrudniejszym życiowym wyborem. Jeśli zdecyduje się opuścić dom by podążać za muzycznymi marzeniami, straci miłość swojego życia. Wszystko zmienia się w wyniku pewnego wydarzenia, a Mia zawieszona przez jeden dzień między życiem a śmiercią musi zdecydować, po której stronie zostanie.

Zwiastun:


Recenzja:
Najtrudniejszy wybór

„Zostań, jeśli kochasz” jest kolejną ekranizacją, która przenosi na wielki ekran niesamowitą powieść. Ponieważ jak już zapewne wiecie, „Jeśli zostanę”- Gayle Forman, darzę ogromnym sentymentem, dlatego nikogo nie zdziwi fakt, że musiałam, po prostu musiałam jak najszybciej zobaczyć tą historię w filmowej wersji. Zawsze trochę się obawiam ekranizacji moich ulubionych książek, bo mam w stosunku do nich naprawdę duże wymagania. Tym razem, jednak naprawdę nie było czego się bać, bo seans okazał się obłędny.

Podobno przed śmiercią całe życie nagle przewija nam się przed oczami, niczym przyspieszony film. A gdyby ktoś pozwolił nam zdecydować, o tym czy zostać, czy odejść z tego świata? Mia (Chloë Grace Moretz)miała wszystko czego można pragnąć, cudowną rodzinę, kochającego chłopaka Adama (Jamie Blackley) i ogromny muzyczny talent. Lecz niespodziewanie, tragiczny wypadek odebrał jej wszystko. Trwając przez jeden dzień w stanie dziwnego zawieszenia między życiem a śmiercią, wspominając dotychczasowe życie dziewczyna musi odkryć w sobie siłę, by podjąć najtrudniejszą decyzję: zostać i żyć dalej, czy poddać się i odejść.


Zacznijmy może od tego jak film ma się do książki, bo zapewne dla fanów powieści będzie to bardzo istotne. Jeśli obawiacie się luźnej interpretacji, nieścisłości czy przeinaczeń, możecie odetchnąć z ulgą. Film niemal w 100% odwzorowuje książkę, nie odbiega od niej treścią ani przesłaniem. Niektóre elementy zostały (naprawdę nieznacznie) zmienione, ale moim zdaniem wyszło to produkcji na dobre, bo dodaje nieco dramatyzmu a za razem dynamizmu. Książka jest naprawdę cudowna, ale nie miałam pewności, jak odbiorę tak spokojną i melancholijną opowieść w filmowej wersji, bo przyzwyczaiłam się, że do kina chodzę na bardziej… wybuchowe produkcje. Jak widać czasem warto jednak zmienić repertuar, bo wrażenie jakie film na mnie wywarł, przerosło znacznie moje oczekiwania.

W filmie teraźniejszość jest znacznie mniej rozwinięta niż przeszłość i wszyscy, którzy nie znają książki, muszą być na to przygotowani. Film ma charakter wspomnieniowy, roi się w nim od retrospekcji, które niekoniecznie układają się w chronologiczną całość. Mia jest nie tylko główną bohaterką, ale też narratorką i opowiada nam całą swoją historię. Dlatego w jednej chwili jesteśmy w szpitalu i widzimy tragiczne skutki wypadku, by w następnej chwili przenieść się do jakiegoś wspomnienia dziewczyny, potem do kolejnego. Tak właśnie wygląda film i warto o tym wiedzieć, bo nie wszystkim pasuje taki niechronologiczny tok narracji. Znam osoby, które nie mogą się odnaleźć tym, co się dzieje i poskładać faktów w jedną całość. Jednak myślę, że w przypadku tego konkretnie filmu, nie powinno raczej być takich problemów. Może nie wszystko jest jasne od początku, ale w przeciwieństwie do niektórych ekranizacji, ta powinna być w pełni zrozumiała dla wszystkich, niezależnie od znajomości pierwowzoru.



Teraz szepnę może słówko o aktorach, którzy wydali mi się absolutnie nie do zastąpienia. Na pierwszy ogień rzućmy Mię, czyli Chloë Grace Moretz. Ta młodziutka i niezwykle utalentowana dziewczyna miała naprawdę trudną rolę do odegrania. Potrzeba naprawdę wiele zaangażowania, by wiarygodnie zaprezentować wszystkie emocje towarzyszące historii, tym bardziej, że są to emocje bardzo różne. Udało jej się to jednak świetnie. Widząc rozpacz jej bohaterki, widz wprost nie może powstrzymać wzruszenia, jej wspomnienia z przeszłości nadają historii ciepła, a gra na wiolonczeli przyprawia o dreszcze. Widząc jej występy nie mogłam się oprzeć wrażeniu, ze patrzę na profesjonalistkę, tym większe było moje zdziwienie, że Chloë zaledwie przez pięć miesięcy uczyła się grać na tym instrumencie.




Niemniejsze wrażenie zrobił na mnie Adam czyli Jamie Blackley. Szczerze mówiąc kompletnie w niego nie wierzyłam. Po prostu uważałam, że żaden aktor nie będzie tak doskonały jak książkowy Adam. Kompletnie się jednak myliłam. Jamie dokonał czegoś wprost niemożliwego w moich oczach i zagrał swoją postać znacznie lepiej niż została ona przedstawiona w książce. Zagrał słodkiego, czułego i kochającego chłopaka i stworzył z Chloe naprawdę zgrany duet. Do tego spisał się wprost koncertowo, jako muzyk w rockowej kapeli.




Bardzo istotną rolę w filmie odgrywa muzyka, która jest wprost wszechobecna. Z jednej strony mamy muzykę klasyczną, którą reprezentuje Mia, a z drugiej rocka uwielbianego przez wszystkich jej bliskich. Jest to opowieść nie tylko o tragedii i żałobie, ale też właśnie o muzyce, o tym jaki może mieć wpływ na życie i na to jak kształtuje człowieka. Dzięki cudownej ścieżce dźwiękowej, na widza czeka też dodatkowa porcja emocji, których w filmie i tak nie brakuje.


No właśnie. Emocje. Zostawiłam je sobie na koniec, ponieważ jak dla mnie to zdecydowanie najmocniejsza strona filmu. Wszystko mnie tu zachwyciło: historia, aktorzy, muzyka, ale emocje jakie towarzyszą tej historii po prostu powaliły mnie na kolana. O ile książka wywoływała momentami lekkie wzruszenie, tak podczas oglądania filmu łzy są wręcz nieuniknione. Nie cierpię płakać przy innych, dlatego dzielnie wstrzymywałam wybuch niepohamowanego płaczu, ale w pewnym momencie po prostu nie dało się wstrzymać w sobie tak silnych emocji. Co więcej, nawet po wyjściu z kina nie mogłam przestać myśleć o tej historii, utożsamiać się z nią i uwolnić się od wzruszenia. I właśnie dlatego uważam, że pod pewnym względem film przebił książkę. Po prostu rozbił mnie na kawałki.


Pytanie, czy polecam Wam film, jest więc pozbawione sensu. Twierdzę wręcz, że MUSICIE go zobaczyć. To przepiękna opowieść o miłości, godzeniu się ze stratą i trudnych wyborach. Choć historia dostarcza masy wzruszeń, ma też w sobie coś ciepłego, co wywołuje chwilami błogi uśmiech. Mogłabym tak pisać i pisać bez końca, ale myślę, że napisałam już wystarczająco wiele by Was przekonać. Wiem, że nie jest to film, który poruszy wszystkich tak samo, a nawet niektórym może się chwilami wydawać nudnawy, ale jest to produkcja, której trzeba dać szansę.  Jeśli więc czujecie, że to historia dla Was i nie macie serca z kamienia, serdecznie zapraszam do kin. Ja tym czasem czekam na wersję DVD, bo z przyjemnością obejrzę ten film ponownie i z pewnością nie będę już ukrywała wzruszenia.

Ocena:

10/10


12 września 2014

„Więzień Labiryntu”- James Dashner

Papierowy Księżyc/ 421 str./ 34,90 zł/ 2011 r.


 „Nic już nie będzie takie jak kiedyś”

Labirynt, to jedno z najbardziej fascynujących, ale też budzących grozę miejsc, jakie można sobie wyobrazić. Nie od dziś jest inspiracją, wszyscy chyba pamiętamy „Labirynt Fauna”, czy jedno z zadań w czwartej części „Harry’ego Pottera”. Również James Dashner, autor „Więźnia Labiryntu”, dał się zainspirować temu miejscu. Nic dziwnego, w końcu to ogromna zagadka, setki korytarzy pełnych tajemnic i ogromne pole dla wyobraźni. Zasadniczo mimo tych tajemnic, labirynt jest tylko łamigłówką, w której trzeba znaleźć drogę do wyjścia. Jednak czy zawsze to wyjście istnieje?

„Powstał, rozpoczynając nowe życie, otoczony przeszywającą ciemnością i stęchłym zakurzonym powietrzem.”

Tak właśnie rozpoczyna się opowieść nastoletniego Thomasa. Dlaczego „nowe życie”? Cóż, o tym „starym” nie opowie wam zbyt wiele. Tak się bowiem składa, że właśnie obudził się w pędzącej ku górze windzie, nie mając kompletnie pojęcia kim jest, ani co się właściwie dzieje. Jedyne, co mu pozostało to imię i setki pytań kłębiących się w głowie. Niestety od tej pory pytań będzie już jedynie więcej. Gdy winda w końcu się zatrzymuje, oczom Thomasa ukazuje się niezwykły widok. Grupa nastoletnich chłopców wita go w miejscu zwanym Strefą, dookoła której wznosi się mroczny Labirynt. Rozwiązanie wydaje się proste- znaleźć wyjście i uciekać. Jednak w Strefie nic nie jest proste. Każdej nocy Labirynt zamyka się a jego ściany zmieniają położenie. Jakby tego było mało, korytarzy Labiryntu strzegą dziwne i śmiertelnie niebezpieczne istoty. Choć Streferzy każdego dnia szukają wyjścia, nie maję tak naprawdę żadnego punktu zaczepienia. Żaden z nich nie pamięta bowiem niczego ze swojej przeszłości. Czasu jest jednak coraz mniej. Gdy następnego dnia po Thomasie, do Strefy przybywa pierwsza dziewczyna, przynosząc ze sobą niepokojącą wiadomość, wszyscy wiedzą, że nic już nie będzie takie jak kiedyś.

„Ocean emocji zalewał jego umysł i serce. Zdezorientowanie. Ciekawość. Panika. Strach. Jednak przede wszystkim ogarniało go ponure uczucie rozpaczy, jak gdyby świat, który znał, przestał istnieć, został wymazany z jego pamięci i zastąpiony obrzydliwym substytutem. Pragnął uciec jak najdalej od tych ludzi i tego miejsca.”

Co mogę powiedzieć Wam o Strefie? Nie jest to zdecydowanie miejsce, do którego wybralibyście się na wakacje. Pozornie tętni tam życie, panuje ład i spokój. Każdy Strefer ma jasno określone obowiązki, które wykonuje każdego dnia. Są też zasady, których nikt nie może łamać, i kary, których każdy wolałby uniknąć. Streferzy mają własny, unikalny język, którym się posługują (a nawet oryginalne przekleństwa, które w sprytny sposób zastępują te powszechnie znane) i tworzą coś na kształt małego państwa. Na pierwszy rzut oka wszystko jest więc całkiem normalne, oczywiście dopóki nie przekroczysz progu Labiryntu, gdzie zasady przestają obowiązywać.  Każdego dnia chłopcy ryzykując życie szukają wyjścia, którego zdaje się nie być, pragnąc wrócić do domu, którego nie pamiętają. Co okaże się kluczem do zagadki?

Obok miejsca akcji, bardzo ważnym aspektem są ludzie, którzy w tym miejscu żyją. Choć każdemu z nich autor odebrał pamięć i wspomnienia, nie znaczy to, że wymazał ich unikalne charaktery. Choć poznajemy tylko wybranych spośród wielu mieszkańców Strefy, to tyle wystarczy by docenić bogactwo i różnorodność postaci. Można znaleźć masę przymiotników do określenia każdego z nich. Jednych z miejsca można pokochać, a innych błyskawicznie znienawidzić. Są też tacy, których ciężko rozgryźć, ale zdecydowanie każdy przykuwa uwagę. Postaci są więc kolejną bardzo mocną stroną książki, ale co ważne- nie jedyną.

„Powracające do niego wspomnienia były bardzo mgliste. A do świata spowitego mgłą światło nie dociera.”

Najważniejszym aspektem jest bowiem doskonale skonstruowana fabuła, w której skrzy się od akcji, tajemnic i niebezpieczeństw. Choć powieść jest dosyć gruba, autor doskonale rozplanował akcję, tak by nawet przez chwilę nie stała w miejscu, ani nie nużyła czytelnika. Jest to jedna z tych książek, które nie tylko się czyta, ale przeżywa razem z bohaterami, przez co chwilami miałam wrażenie, jakbym dosłownie biegła w maratonie. Autor doskonale opisał uczucia, jednak ponad wszystko przebija się napięcie i adrenalina. Poziom powieści jest naprawdę wysoki i trochę się obawiałam, czy pan Dashner nie wziął odrobinę za dużo na swoje barki i czy da radę skonstruować zadowalające zakończenie. Spisał się jednak doskonale, pozostawiając czytelnika zaniepokojonego i spragnionego kontynuacji, która mam nadzieje, dorówna swojej poprzedniczce.

O CZYM?   Więzień Labiryntu” to niezwykła dystopijna opowieść o poszukiwaniu wyjścia wśród setek ślepych zaułków, oraz o ludzkich słabościach, sile, odwadze, przyjaźni i granicach wytrzymałości. Mimo sporej ilości stron, powieść czyta się szybko, lekko i bez zgrzytów, a wręcz nie da się ukryć rozczarowania, jak błyskawicznie się ona kończy. Jest to kolejny bestseller, który właśnie wkracza do naszych kin i mam nadzieję, że ekranizacja dorówna tak klimatem jak i treścią papierowemu pierwowzorowi, który serdecznie wam polecam i mam nadzieję, że dacie się skusić jeszcze przed wizytą w kinie.

Ocena:
10/10

W serii:
>Więzień Labiryntu<
Próby ognia
Lek na śmierć


Film w kinach już 19 września



16 lipca 2014

„Hopeless”- Collen Hoover



Najgorsza prawda, czy najlepsze kłamstwo?

Całe nasze życie składa się z nieustannych wyborów. I choć zawsze chcemy podejmować te właściwe, nie zawsze nam się to udaje. Czasem jeden niewłaściwy wybór, jedna decyzja może całkowicie zmienić czyjeś życie. Zniszczyć je, lub ocalić. Problem w tym, że nigdy do końca nie wiemy, dokąd zaprowadzą nas nasze wybory i czy mimo dobrych intencji okażą się trafne. Zawsze jednak trzeba się liczyć z tym, że nadejdzie moment, kiedy trzeba będzie zmierzyć się z konsekwencjami.

„W tej sytuacji żaden wybór nie jest dobry. Czasem możesz wybierać spośród samych złych opcji. Musisz zdecydować, która z nich jest najmniej zła.”

Życia Sky wcale nie można nazwać zwyczajnym. W wieku pięciu lat została adoptowana przez Karen- wegankę, która nienawidzi zdobyczy techniki. Sky nigdy nie miała więc komórki czy laptopa, a telewizję ogląda jedynie ukradkiem u swojej sąsiadki, a zarazem najlepszej przyjaciółki. Mimo, że dziewczyna wkrótce kończy osiemnaście lat nie chodziła też nigdy do szkoły, ponieważ matka uczyła ją w domu. Uparta dziewczyna chce jednak w końcu urozmaicić nieco swoje poukładane i spokojne życie i zapisuje się do ostatniej klasy liceum. Pomysł wydaje się genialny w swej prostocie, jednak kiedy niespodziewanie okazuje się, że Six- jedyna przyjaciółka Sky wyjeżdża na wymianę zagraniczną, dziewczyna musi sama zmierzyć się z brutalnym światem ogólniaka i dość niewygodną opinią jaką zostawiła w spadku jej przyjaciółka. Jakby tego było mało do spokojnego życia Sky wkracza Holder- przystojny, ale też nieobliczalny i tajemniczy chłopak, który wywróci życie dziewczyny do góry nogami. Wraz z Holderem wracają bowiem dawno wymazane wspomnienia a skryta prawda wypływa na powierzchnię. Nagle misternie budowany świat Sky rozsypuje się jak domek z kart i wszystko, w co wierzyła staje pod znakiem zapytania.

„Wszystkie niepowodzenia to tak naprawdę sprawdziany, które zmuszają nas do wyboru pomiędzy rezygnacją a podniesieniem się z ziemi, otrzepaniem się z kurzu i stawieniem czoła sytuacji. Chce to zrobić. Być może życie poturbuje mnie jeszcze kilka razy, ale na pewno nie mam zamiaru rezygnować.”

Pierwsze, na co muszę zwrócić uwagę to wspaniali bohaterowie, dzięki którym książka stała się niezwykle żywa i realna. Sky to absolutnie jedna z najlepszych narratorek z jakimi miałam okazję się zetknąć. Jej humor i optymizm były bardzo zaraźliwe, a odwaga i wewnętrzna siła- godne pozazdroszczenia. Choć książkę czytałam zaledwie dwa dni, zżyłam się niesamowicie z tą cudowną dziewczyną i razem z nią przeżywałam każdy uśmiech i każdą łzę, a tych było naprawdę wiele.

„Cała jestem jednym wielkim wołaniem o dotyk jego ust.”

Holdera nie pokochałam tak bezwarunkowo od razu. Podobnie jak Sky, miałam spory problem z tym by go rozgryźć, a do tego mam dosyć ograniczone zaufanie w stosunku do bezczelnych przystojniaków. Jednak mimo, iż mnie wkurzał, z czasem coraz mocniej zaczęłam się do niego przywiązywać i podziwiać go, za to jakim jest człowiekiem. Ich wzajemne relacje nie były proste. Połączyła ich tajemnica, przeszłość i cierpienie. Jednak mimo to znalazło się tam też miejsce na miłość, bezwarunkowe wsparcie, a także mimo wszystko nadzieję.

„Żałuję, że nie umiem go rozgryźć. Większość ludzi nie stanowi dla mnie problemu. Są prości. Holder jest skomplikowany, wręcz pogmatwany.”

W tym miejscu muszę Was poprosić byście od samego początku bacznie obserwowali każdego z bohaterów. Żadne ich działanie, żadne słowo nie jest przypadkowe i ma swoje konsekwencje. Collen Hoover bardzo dokładnie przemyślała powieść zanim zaczęła ją pisać. Podczas lektury niektórych książek można odnieść wrażenie, że autor w trakcie pisania całkowicie zmienia kurs, bo wpadł na genialny pomysł, ale nie chce wyrzucać początku. Ale nie tutaj. Gdyby autorka zaczęła pisać tą opowieść od tyłu wszystko okazało by się prostsze i bardziej jasne. Autorka postawiła jednak na tą trudniejszą opcję i nie daje czytelnikowi gotowych rozwiązań. Każe rozwikłać zagadkę z przeszłości, zmierzyć się z szokiem i niedowierzaniem po odkryciu prawdy. I choć część rzeczy może wydać się Wam zbędna lub dziwna, to wierzcie mi- żaden drobiazg nie jest dziełem przypadku.

„Jedną z rzeczy, za które kocham książki, jest to, że dzieli się w nich ludzkie losy na rozdziały. To niesamowite, ponieważ nie można tego zrobić w prawdziwym życiu. Nie możesz skończyć rozdziału, potem opuścić wydarzenie, którego nie chcesz przeżywać, i otworzyć na rozdziale, który lepiej pasuje do twojego nastroju. Życia nie można podzielić na rozdziały, tylko co najwyżej na minuty. Wydarzenia z twojego życia są zaklęte w kolejnych minutach. Nie ma tu pustych kartek ani końców rozdziałów. Niezależnie od tego co się dzieje, życie toczy się dalej, czy ci się to podoba czy nie, i nigdy nie możesz pozwolić sobie na to, żeby się zatrzymać i po prostu złapać oddech.”

Choć nie da się ukryć, że jest to romans New Adult, nie można go absolutnie nazwać typowym. Opis skrzętnie ukrywa to, co w książce najważniejsze, i bardzo dobrze, jednak musicie wiedzieć, że to coś znacznie więcej niż kolejny romans dla nastolatek. Jest to pełna bólu opowieść o starcie, wybaczaniu i gojeniu ran. O krzywdzie, jaką potrafią wyrządzić najbliżsi nam ludzie, ale też o nadziei, która nigdy nie powinna gasnąć. Powieść przepełniają skrajne emocje, od śmiechu poprzez złość i nienawiść aż do słonych łez bezsilności. Nie zabraknie tam jednak też namiętności, ale i dojrzałej miłości. Książka sponiewierała wszelkie moje myśli i uczucia. Zrobiła ze mną te wszystkie rzeczy, które fenomenalna lektura powinna zrobić z czytelnikiem. Bo taka właśnie jest. Fenomenalna.

„Nie jestem już niczym więcej jak naczyniem na łzy, które nie przestają płynąć.”

O CZYM?   „Hopeless” to niesamowicie poruszająca, pełna emocji opowieść o odzyskiwaniu wymazanych wspomnień i szukaniu wśród nich swojego własnego „ja” i o miłości, która daje siłę, by przejść przez najgorsze chwile. Przed rozpoczęciem lektury zastanawiałam się, czemu tytuł nie został przetłumaczony (pomijając oczywisty fakt, że dosłowne tłumaczenie, czyli „beznadziejny” jest niezbyt zachęcające). Teraz znam już jego znaczenie i nie wyobrażam sobie by mógł być inny. Wbrew pozorom (i tytułowi) historia jest przepełniona nadzieją i rzuca zupełnie nowe światło na pewne trudne i bolesne tematy. Moim zdaniem każdy powinien poznać historię Sky i odkryć, że też ma w sobie cząstkę nadziei.

Ocena:
10/10
Lektura obowiązkowa

W serii:
>"Hopeless"<
"Losing Hope"
"Finding Cinderella" (novella)



Zobacz też:

.