12 listopada 2014

„Interstellar” (film)


Opis:
Gdy okazuje się, że nasz czas na Ziemi dobiega końca, zespół odkrywców wyrusza na najważniejszą misję w dziejach ludzkości. Badacze podróżują poza granice naszej galaktyki, aby przekonać się, czy rasa ludzka ma szansę przetrwać wśród gwiazd.


Zwiastun:


Recenzja:
Melancholia, grawitacja
i pięciowymiarowa rzeczywistość

„Interstellar” od początku przejmował mnie pewnym niepokojem. Bite trzy godziny i niezbyt emocjonujący zwiastun z dramatyczną muzyką. Do tego science fiction, które wciąż nie do końca rozumiem i nie potrafię pokochać. A jednak po raz kolejny bardzo się pomyliłam w ocenie i wiem, że nie powinnam jej wystawiać przed seansem. A teraz sama nie wiem czy będę w stanie oddać niezwykłość tego filmu, tak byście i Wy się do niego przekonali.


Oscar Wilde powiedział, że „wszyscy jesteśmy w rynsztoku, ale niektórzy z nas patrzą w gwiazdy”. I choć wiem, że nie te słowa są mottem filmu, to idealnie odzwierciedlają to, co się w nim dzieje. Świat nieubłaganie zmierza ku zagładzie. Brak deszczu, burze pyłu i choroby niszczące plony. W obliczu potęgi natury technika jest się bezradna i bezużyteczna. Priorytetem staje się wyżywienie głodującej ludności, dlatego wszelkie środki lokowane są w rolnictwo. Powoli cała nasza cywilizacja zaczyna zanikać. Nie ma już nowoczesnych sprzętów medycznych, nieliczne uniwersytety niechętnie rekrutują studentów. Zamknięto nawet NASA, a loty kosmiczne uznano za bzdurę i propagandę.



W tym pogrążonym w chaosie świecie, na pewnej farmie mieszka jednak człowiek, który nie zgadza się z bezmyślnym zatracaniem wszelkich osiągnięć ludzkości. Były pilot i inżynier, pracujący niegdyś dla NASA, dzięki grawitacyjnej anomalii w pokoju córki, odkrywa, że nie wszystko jest jeszcze stracone. Wkrótce pozna ludzi, którzy wciąż wierzą, że gdzieś wśród gwiazd czeka na nas ratunek. Ryzykując wszystko wyruszają na wyprawę do nowej galaktyki, w nadziei na ocalenie ludzkości.

„Patrząc w niebo, rozmyślaliśmy o naszym miejscu wśród gwiazd.
Teraz patrzymy pod stopy i martwimy się o miejsce na ziemi.”

Zatrzymajmy się może na chwilę przy tym, co tak bardzo mnie przerażało zanim weszłam na kinową salę. Czas. Film trwa niespełna trzy godziny, co wydawało mi się istną katastrofą, a stało się wybawieniem dla obrazu. Nie da się ukryć, że to naprawdę długo i jeśli pójdziecie do kina nastawieni na intergalaktyczną przygodę rodem ze „Strażników Galaktyki” z pewnością niemiłosiernie się wynudzicie. „Interstellar” reprezentuje bowiem zupełnie inny poziom i choć przynależy do tego samego gatunku czyli science fiction, ma bardziej psychologiczny wydźwięk i próżno tu szukać ekscytujących i pełnych napięcia scen akcji. Dominuje tu napięcie zupełnie innego rodzaju. Widz skupia się na niezwykłej, przekraczającej horyzonty wyobrażeń tajemnicy wszechświata, wszystko inne zostaje zepchnięte w kąt, a czas okazuje się kluczowy dla zrozumienia całości.



Film nie obfituje w akcję, brakuje też jednoznacznej rozrywki. Seans polega głównie na myśleniu i emocjach. Jest w nim mnóstwo spokoju, ale też napięcia o to, jak dalej potoczy się misja. Sam czas, o którym wcześniej wspomniałam, jest tu pojęciem względnym. Znane nam prawa fizyki przestają obowiązywać, a zastępują je nowe, które często trudno pojąć, ale nie sposób się nimi nie zafascynować. Ciekawostką jest fakt, że „Interstellar” nie opiera się wyłącznie na wyobraźni scenarzysty. Film oparty jest na teorii naukowej opracowanej przez fizyka z Caltech Kipa Thorne'a, co tylko dodaje mu wiarygodności, a co za tym idzie niezwykłości.

Obok niespodzianek, które kryje wszechświat, a także zagrożeń, z którymi boryka się nasza planeta, film ukazuje także inne, bardziej przyziemne problemy. Jest to opowieść o samotnym rodzicielstwie, o trudnych relacjach między pokoleniami i o tym jak ciężko jest wytłumaczyć dziecku swoje decyzje i motywy działania. Jest to także historia o ogromnym poświęceniu i próbie uratowania tych, których kochamy najbardziej. Przede wszystkim ważna jest tu jednak miłość, która wskazuje drogę nawet wśród odległych galaktyk.



Początkowo nie do końca podobało mi się to, jak film został zrealizowany. Brakowało mi tu czegoś bardziej widowiskowego, jakiejś szerszej perspektywy. Dostajemy bowiem masę zbliżeń i długich scen, w których wydawać by się mogło, że nie dzieje się praktycznie nic. Do tego bark tu dbałości o detale, a na ekranie pojawia się często to samo kiepskie ujęcie kadłuba statku. Jednak o to właśnie chodzi w tym filmie. Nie oglądamy bajkowych kosmicznych obrazków, twórcy nie zaspokajają całkowicie naszej ciekawości dotyczącej równoległych galaktyk. Widzimy jednak z bardzo bliska wszystkie emocje bohaterów, bo to oni są tutaj najważniejsi. Nie jest ich wielu, nie wykonują niezwykłych akrobacji, to co się tutaj liczy, to sekret wszechświata i ludzie, którzy go odkrywają. Reszta jest zaledwie tłem, na które szczerze mówiąc nie bardzo zwraca się uwagę.

Kluczem do filmu stają się więc aktorzy, a spotkałam się z bardzo krytycznymi opiniami, które się do nich odnoszą. Matthew McConaughey grający głównego bohatera Coopera, został przez niektórych dosłownie zrównany z ziemią. Uznali bowiem, że aktor występujący w komediach romantycznych z zasady nie nadaje się do tak poważnej roli. Naprawdę nie wiem, jak po obejrzeniu filmu można tak nadal myśleć. Matthew był najjaśniejszym punktem w całym filmie. Podczas gdy wokół niego nie działo się kompletnie nic godnego uwagi i tak potrafił samym sobą wypełnić całą przestrzeń i zapewnić widzowi niesamowite emocje. Wszystkie elementy, dzięki którym w oczach wielu kobiet został jednym z najlepszych aktorów, zostały skrupulatnie ukryte pod kombinezonem kosmonauty. Jedyne czym dysponował to mocno ograniczone gesty mimika i głos, a mimo to nie tylko dał radę, ale też w moich oczach zagrał najlepszą rolę swojego życia.

Anne Hathaway, choć jest niesamowitą aktorką, wypadła więc przy nim nieco blado i już nie tak niezapomnianie. Mimo to jednak też mnie do siebie przekonała i udowodniła, że potrafi zagrać każdą rolę. Nie tylko księżniczki, złej czarownicy czy zakochanej nastolatki, ale też dużo poważniejsze, takie jak doktor Brand.



Twórcy filmu kupili mnie już w pierwszej sekundzie jego trwania pokazując półki wypchane po brzegi książkami. Potem jednak, kiedy okazało się, że owe półki odrywają fundamentalną rolę w całym filmie, kupili mnie już całkowicie. Nie mogę powiedzieć, że polecam ten film wszystkim. Choć jest niesamowicie fascynujący, jest też przede wszystkim dosyć skomplikowany i trudny. Wymaga od widza bezgranicznego skupienia i wyciszenia. Jest to propozycja dla osób wytrwałych i psychicznie dojrzałych, a także dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż bezsensownej ganianiny i ciągłych eksplozji. Mimo że film jest dosyć wymagający, jest też chyba najbardziej przemyślanym, pełnym i kompletnym dziełem z jakim miałam ostatnio do czynienia. Strasznie dziwię się wszystkim, którzy zdecydowali opuścić kino w połowie seansu, bo nawet nie dali sobie szansy odkrycia jego niezwykłości. Fabuła zatacza pełne koło i udowadnia, że nic nie jest przypadkowe, a stwierdzenie, że wszystko dostało zapisane w gwiazdach nabiera zupełnie nowego znaczenia. Pozostawia widza oszołomionego i pełnego sprzecznych myśli, ale też niezaprzeczalnie z poszerzonymi horyzontami. To film, o którym można naprawdę dużo dyskutować i odkrywać go wciąż na nowo. Wiem, że nie na wszystkich zrobi on takie wrażenie jak na mnie, ale naprawdę Wam tego życzę. Tymczasem zabieram się za obejrzenie „Grawitacji”, do której „Interstellar” jest porównywany. Zobaczymy, co z tego wyniknie, tym bardziej, że moje oczekiwania stokrotnie się zwiększyły.

Ocena:

10/10


18 komentarzy:

  1. Anne Hathaway :3 Ona jest wyjątkową aktorką. :)
    W każdym razie, twoja opinia nie jest dla mnie zaskoczeniem. Bo wiesz, w pewnym momencie zaczęłam podejrzewać, że najważniejszym w filmie będzie psychika i oddziaływanie na nią, poprzez emocje bohaterów. Strasznie się cieszę z wrażenia, jakie wywarła na ciebie ta produkcja. :) Dobrze to zwiastuje na przyszłość no i - zachęca mnie ostatecznie do obejrzenia "Interstellar". :)
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzyj, bo naprawdę warto! Chociaż myślę, że na mniejszym ekranie to już nie będzie to. A kiedy film wejdzie do telewizji i zaczną się te wszystkie reklamy ludzie kompletnie nie będą mogli się w niego wczuć :-( To strasznie smutnie, bo ten film jest naprawdę wyjątkowy.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Lubię takie filmy, więc zapisuję sobie tytuł i niedługo na pewno obejrzę ;)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam serdecznie. Robi ogromne wrażenie ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Mam bardzo podobne odczucia, choć moja recenzja będzie o wiele krótsza, bo strasznie trudno mi było napisać o tym filmie cokolwiek. Jest oszałamiający, zmuszający do zastanowienia! Idealny!

    Jeśli będziesz miała ochotę zapoznać się z moją opinią, zapraszam jutro na: http://kulturka-maialis.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie zajrzę ;-) Moja recenzja to tak naprawdę lanie wody, bo o tym filmie naprawdę nie da się napisać nic sensownego, co oddało by choć część jego wspaniałości ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Byłam w weekend na tym filmie w kinie i nawet przez chwilę wahałam się czy nie napisać o nim, ale jednak stwierdziłam, że jest w pewien sposób tak specyficzny. że nie wiem co miałabym o nim powiedzieć. Wywarł na mnie na pewno wrażenie, bo nie jest to takie typowe kino akcji, szalone walki w kosmosie, obcy itp jak początkowo myślałam. Reżyser skupił na bohaterach, ich emocjach, i wyborach jakie muszą dokonać. i podobało mi się jak to pokazał. Ale z drugiej strony tych elementów typowo widowiskowych brakowało mi momentami. Więc wydaje mi się, że osoby które nastawiają się na typowe gwiezdne przygody będą lekko rozczarowane Interstellarem. To film z głębszą treścią i przesłaniem, które nie każdy dostrzeże.
    A co do Grawitacji to dla mnie te dwa filmy są nie do porównania. Przy Grawitacji wynudziłam się strasznie, nie dałabym jej więcej niż 3/10, także będę wyczekiwać Twojej opinii o niej :)
    Pozdrawiam :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja doskonale zdawałam sobie sprawę jaki to rodzaj filmu i może moja reakcja wynika właśnie z odpowiedniego nastawienia. Czasem przez połowę filmu próbuję się wczuć i ostatecznie kompletnie mnie do siebie nie przekonuje, ale ten zawładnął mną od początku. A to co działo się w kosmosie, choć trącało lekko fantastyką zrobiło na mnie przeogromne wrażenie. Grawitację na pewno obejrzę i ocenię. Ciekawa jestem czy i mnie wynudzi ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Nie przepadam z tego typu produkcjami, ale w tym wypadku mogłabym zrobić wyjątek, ponieważ chciałabym sie zmierzyć z podobną tematyka, a dodatkowo zachęca mnie udział Mattew :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na co dzień też wybieram raczej lżejsze tematy, ale wyjątkowo jestem zachwycona. I Matthew jest po prostu rewelacyjny :-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Byłam na nim wczoraj. Wbił mnie w fotel. Te 3 godziny minęły tak szybko, że nawet się nie spostrzegłam. Niesamowity.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też oglądałam film wczoraj ;-) I również zupełnie nie odczułam, że był tak długi, wręcz żałowałam, że już się kończy bo chętnie dowiedziałabym się jak wyglądały dalsze losy Coopera i Amelii ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Nie mogę się doczekać, aż i ja wyruszę na film do kina, skoro wszyscy tak zachwalają, nie mogę się doczekać tych 3 godzin filmu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja zazdroszczę Ci, że te niesamowite emocje ciągle przed Tobą ;-)Życzę udanego seansu ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Filmem jestem od dawna zainteresowany i każda kolejna opinia, recenzja tylko mnie przekonuje, że jest to produkcja dla mnie i że jak najszybciej muszę ruszyć do kina. Tylko czy znajdę czas, w tym tygodniu noc Igrzysk Śmierci w Multikinie ;\

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej polecam, jak dla mnie to jeden z najlepszych filmów w tym roku! :-) Wcale bym się nie zdziwiła gdyby okazał się lepszy od "Kosogłosa", swoją drogą trochę mnie odstrasza to dzielenie na części :-/
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Wczoraj zobaczyłam, jako osoba, która interesuje się hobbystycznie fizyką i astronomią, co jakiś czas trudno mi się skupiało na fabule, widząc takie naukowe byki, ale mimo wszystko film przyzwoity, choć przyznam się szczerze, że dałam 8/10 na filmwebie. Wolę jednak Incepcję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te naukowe byki mogły być całkiem świadomym zagraniem, które miało pomóc przeciętnemu śmiertelnikowi zrozumieć treść. Chociaż w sumie jako właśnie taki przeciętny śmiertelnik, który o fizyce ma dosyć podstawowe pojęcie czułam się bardzo usatysfakcjonowana ;-) Ale skoro mówisz, że wolisz "Incepcję" może i ja powinnam ją w końcu zobaczyć i porównać ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń

Drogi czytelniku!
Bardzo dziękuję za przeczytanie mojego tekstu, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Znasz już mój punkt widzenia, będę bardzo wdzięczna jeśli podzielisz się również swoim. A jeśli zdecydujesz się do mnie wrócić, możesz być pewien, że najdziesz tu odpowiedź ;-)

Zobacz też:

.