Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pozycja obowiązkowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pozycja obowiązkowa. Pokaż wszystkie posty

16 lipca 2014

„Hopeless”- Collen Hoover



Najgorsza prawda, czy najlepsze kłamstwo?

Całe nasze życie składa się z nieustannych wyborów. I choć zawsze chcemy podejmować te właściwe, nie zawsze nam się to udaje. Czasem jeden niewłaściwy wybór, jedna decyzja może całkowicie zmienić czyjeś życie. Zniszczyć je, lub ocalić. Problem w tym, że nigdy do końca nie wiemy, dokąd zaprowadzą nas nasze wybory i czy mimo dobrych intencji okażą się trafne. Zawsze jednak trzeba się liczyć z tym, że nadejdzie moment, kiedy trzeba będzie zmierzyć się z konsekwencjami.

„W tej sytuacji żaden wybór nie jest dobry. Czasem możesz wybierać spośród samych złych opcji. Musisz zdecydować, która z nich jest najmniej zła.”

Życia Sky wcale nie można nazwać zwyczajnym. W wieku pięciu lat została adoptowana przez Karen- wegankę, która nienawidzi zdobyczy techniki. Sky nigdy nie miała więc komórki czy laptopa, a telewizję ogląda jedynie ukradkiem u swojej sąsiadki, a zarazem najlepszej przyjaciółki. Mimo, że dziewczyna wkrótce kończy osiemnaście lat nie chodziła też nigdy do szkoły, ponieważ matka uczyła ją w domu. Uparta dziewczyna chce jednak w końcu urozmaicić nieco swoje poukładane i spokojne życie i zapisuje się do ostatniej klasy liceum. Pomysł wydaje się genialny w swej prostocie, jednak kiedy niespodziewanie okazuje się, że Six- jedyna przyjaciółka Sky wyjeżdża na wymianę zagraniczną, dziewczyna musi sama zmierzyć się z brutalnym światem ogólniaka i dość niewygodną opinią jaką zostawiła w spadku jej przyjaciółka. Jakby tego było mało do spokojnego życia Sky wkracza Holder- przystojny, ale też nieobliczalny i tajemniczy chłopak, który wywróci życie dziewczyny do góry nogami. Wraz z Holderem wracają bowiem dawno wymazane wspomnienia a skryta prawda wypływa na powierzchnię. Nagle misternie budowany świat Sky rozsypuje się jak domek z kart i wszystko, w co wierzyła staje pod znakiem zapytania.

„Wszystkie niepowodzenia to tak naprawdę sprawdziany, które zmuszają nas do wyboru pomiędzy rezygnacją a podniesieniem się z ziemi, otrzepaniem się z kurzu i stawieniem czoła sytuacji. Chce to zrobić. Być może życie poturbuje mnie jeszcze kilka razy, ale na pewno nie mam zamiaru rezygnować.”

Pierwsze, na co muszę zwrócić uwagę to wspaniali bohaterowie, dzięki którym książka stała się niezwykle żywa i realna. Sky to absolutnie jedna z najlepszych narratorek z jakimi miałam okazję się zetknąć. Jej humor i optymizm były bardzo zaraźliwe, a odwaga i wewnętrzna siła- godne pozazdroszczenia. Choć książkę czytałam zaledwie dwa dni, zżyłam się niesamowicie z tą cudowną dziewczyną i razem z nią przeżywałam każdy uśmiech i każdą łzę, a tych było naprawdę wiele.

„Cała jestem jednym wielkim wołaniem o dotyk jego ust.”

Holdera nie pokochałam tak bezwarunkowo od razu. Podobnie jak Sky, miałam spory problem z tym by go rozgryźć, a do tego mam dosyć ograniczone zaufanie w stosunku do bezczelnych przystojniaków. Jednak mimo, iż mnie wkurzał, z czasem coraz mocniej zaczęłam się do niego przywiązywać i podziwiać go, za to jakim jest człowiekiem. Ich wzajemne relacje nie były proste. Połączyła ich tajemnica, przeszłość i cierpienie. Jednak mimo to znalazło się tam też miejsce na miłość, bezwarunkowe wsparcie, a także mimo wszystko nadzieję.

„Żałuję, że nie umiem go rozgryźć. Większość ludzi nie stanowi dla mnie problemu. Są prości. Holder jest skomplikowany, wręcz pogmatwany.”

W tym miejscu muszę Was poprosić byście od samego początku bacznie obserwowali każdego z bohaterów. Żadne ich działanie, żadne słowo nie jest przypadkowe i ma swoje konsekwencje. Collen Hoover bardzo dokładnie przemyślała powieść zanim zaczęła ją pisać. Podczas lektury niektórych książek można odnieść wrażenie, że autor w trakcie pisania całkowicie zmienia kurs, bo wpadł na genialny pomysł, ale nie chce wyrzucać początku. Ale nie tutaj. Gdyby autorka zaczęła pisać tą opowieść od tyłu wszystko okazało by się prostsze i bardziej jasne. Autorka postawiła jednak na tą trudniejszą opcję i nie daje czytelnikowi gotowych rozwiązań. Każe rozwikłać zagadkę z przeszłości, zmierzyć się z szokiem i niedowierzaniem po odkryciu prawdy. I choć część rzeczy może wydać się Wam zbędna lub dziwna, to wierzcie mi- żaden drobiazg nie jest dziełem przypadku.

„Jedną z rzeczy, za które kocham książki, jest to, że dzieli się w nich ludzkie losy na rozdziały. To niesamowite, ponieważ nie można tego zrobić w prawdziwym życiu. Nie możesz skończyć rozdziału, potem opuścić wydarzenie, którego nie chcesz przeżywać, i otworzyć na rozdziale, który lepiej pasuje do twojego nastroju. Życia nie można podzielić na rozdziały, tylko co najwyżej na minuty. Wydarzenia z twojego życia są zaklęte w kolejnych minutach. Nie ma tu pustych kartek ani końców rozdziałów. Niezależnie od tego co się dzieje, życie toczy się dalej, czy ci się to podoba czy nie, i nigdy nie możesz pozwolić sobie na to, żeby się zatrzymać i po prostu złapać oddech.”

Choć nie da się ukryć, że jest to romans New Adult, nie można go absolutnie nazwać typowym. Opis skrzętnie ukrywa to, co w książce najważniejsze, i bardzo dobrze, jednak musicie wiedzieć, że to coś znacznie więcej niż kolejny romans dla nastolatek. Jest to pełna bólu opowieść o starcie, wybaczaniu i gojeniu ran. O krzywdzie, jaką potrafią wyrządzić najbliżsi nam ludzie, ale też o nadziei, która nigdy nie powinna gasnąć. Powieść przepełniają skrajne emocje, od śmiechu poprzez złość i nienawiść aż do słonych łez bezsilności. Nie zabraknie tam jednak też namiętności, ale i dojrzałej miłości. Książka sponiewierała wszelkie moje myśli i uczucia. Zrobiła ze mną te wszystkie rzeczy, które fenomenalna lektura powinna zrobić z czytelnikiem. Bo taka właśnie jest. Fenomenalna.

„Nie jestem już niczym więcej jak naczyniem na łzy, które nie przestają płynąć.”

O CZYM?   „Hopeless” to niesamowicie poruszająca, pełna emocji opowieść o odzyskiwaniu wymazanych wspomnień i szukaniu wśród nich swojego własnego „ja” i o miłości, która daje siłę, by przejść przez najgorsze chwile. Przed rozpoczęciem lektury zastanawiałam się, czemu tytuł nie został przetłumaczony (pomijając oczywisty fakt, że dosłowne tłumaczenie, czyli „beznadziejny” jest niezbyt zachęcające). Teraz znam już jego znaczenie i nie wyobrażam sobie by mógł być inny. Wbrew pozorom (i tytułowi) historia jest przepełniona nadzieją i rzuca zupełnie nowe światło na pewne trudne i bolesne tematy. Moim zdaniem każdy powinien poznać historię Sky i odkryć, że też ma w sobie cząstkę nadziei.

Ocena:
10/10
Lektura obowiązkowa

W serii:
>"Hopeless"<
"Losing Hope"
"Finding Cinderella" (novella)



13 maja 2014

„Kosogłos”- Suzanne Colins


„Igrzyska nadal trwają”

Kiedy Katniss Everdeen zgłosiła się do swoich pierwszych Głodowych Igrzysk, by uratować życie siostry, nie podejrzewała, że czeka ją cokolwiek oprócz śmierci. Po części miała rację, część dawnej Katniss umarła razem z innymi zabitymi trybutami na arenie, narodziła się jednak nowa, buntowniczka- dziewczyna, która igra z ogniem. Jej postawa grozi jednak kruchej podstawie, na której opiera się okrutna władza, a jednocześnie okazuje się bardzo cenna dla ruchu oporu. Czy Katniss znajdzie w sobie siłę by po raz ostatni stanąć na arenie?

 ” Ktoś staje obok mnie, wyczuwam jego napięcie. To Finnick, rzecz jasna, bo tylko zwycięsca igrzysk może tak szybko dostrzec to samo co ja- arenę usianą kokonami pos kontrolą organizatorów. Finnick muska palcami jednolitą czerwoną poświatę nad progiem.
 -Panie i panowie... Jego głos brzmi cicho, ale mój donośnie rozbrzmiewa w całym pomieszczenie: 
-Siedemdziesiąte Szóste Głodowe Igrzyska uważam za otwarte!"

Gdy podczas Ćwierćwiecza Poskromienia Katniss zniszczyła arenę i została uwolniona przez rebeliantów, stało się jasne, że właśnie rozpoczyna się wojna. Peeta trafił do niewoli, a jego los pozostaje tajemnicą. Dwunasty dystrykt został zrównany z ziemią i tylko nieliczni zdołali uciec. Dziewczyna z kolei trafia do legendarnej Trzynastki- podziemnego dystryktu, który wbrew zapewnieniom Kapitolu, nadal istnieje, a co więcej intensywnie przygotowuje się do rebelii, która ma wyzwolić obywateli spod jarzma prezydenta Snowa. I to właśnie Katniss ma odegrać kluczową rolę w powstaniu. Ma stać się Kosogłosem- symbolem oporu dodającym ludziom ducha walki. Nie jest to jednak proste. Dwukrotny udział w igrzyskach poorał dziewczynę mapą blizn- nie tylko tych fizycznych, ale głównie psychicznych. Przybita ogromem śmierci zadanej z jej powodu, i niepewnym losem Peety, dziewczyna nie chce po raz kolejny stać się pionkiem w czyichś rękach. Kiedy jednak zgadza się, zaczynają dręczyć ją wątpliwości. Czy ludzie, którym zaufała są naprawdę po jej stronie? Czy oślepiona żądzą zemsty nie popełnia błędu? I najważniejsze- kto tak naprawdę jest wrogiem, a kto przyjacielem?

„Nazywam się Katniss Everdeen. Dlaczego nie zginęłam? Powinnam nie żyć. Byłoby najlepiej dla wszystkich, gdybym odeszła…”. 

Nie da się nie zauważyć jak wielką przemianę psychiczną przeszli bohaterowie za sprawą igrzysk. Trybuci, którzy przeżyli muszą toczyć nieustanną walkę w swoim wnętrzu. Krwawe rany w ich psychice już nigdy się nie zagoją. Podobnie wygląda sprawa z ich rodzinami- musieli stać się twardsi niż kamień by dać radę żyć dalej ze świadomością, że ich bliscy zostali wysłani na pewną śmierć. I wreszcie wojna, ona niszczy najbardziej. Dzieci muszą zbyt wcześnie dorosnąć, śmierć staje się czymś powszechnym i zmienia wszystkich nie do poznania. Bardzo się cieszę, że autorka o tym nie zapomniała. Często zdarza się tak, że po masie tragicznych doświadczeń bohaterowie dochodzą do siebie i żyją dalej jakby nic się nie wydarzyło, wspominając tylko od czasu do czasu tragedię, która ich spotkała. A przecież to nie jest takie proste. Czy można zapomnieć o tym, że twoi znajomi byli mordowani z zimną krwią, że ty sam byłeś katem? Na pewno nie. Z trylogii Collins emanuje więc ogromna autentyczność a emocje są całkowicie prawdziwe i wprost namacalne.

„Pozbierać się jest dziesięć razy trudniej niż rozsypać”.

Autorka skupiła się na wyznaczonym celu i brnęła ku niemu niezwykle konsekwentnie. Celem była rebelia i to właśnie jest głównym tematem książki. Niektórzy mogą być nieco rozgoryczeni, że autorka nie pociągnęła niektórych wątków tak, jak oczekiwaliby tego czytelnicy. Ale moim zdaniem to dobrze, bo dzięki temu historia jest dokładnie taka, jaka powinna być- brutalna, nieprzewidywalna i szczera, a nie pisana na siłę i pod publiczkę. Nie było tu więc zbyt wiele miejsca na ckliwe momenty i zbędne słowa. Autorka postawiła na autentyczność i to był strzał w dziesiątkę.

"To jedyna rzecz, co do której mój lekarz prowadzący może mieć rację. Nie ma powrotu do tego, co było. Więc możemy równie dobrze iść dalej."

Jak zapewne większość z Was, byłam też bardzo ciekawa jak rozwiąże się konflikt uczuciowy w sercu Katniss. Gale czy Peeta? Oto jest pytanie. A na odpowiedź trzeba czekać niemal do ostatniej strony. Wojna pochłania bowiem wszystkie emocje. Uczucia też. Musicie więc liczyć się z tym, że trzeba dać Katniss czas by w ogóle zaczęła się nad nimi zastanawiać. Romantyków może trochę rozczarować więc ten wątek ale ja wyjątkowo nie narzekam. To nawet lepiej, że autorka nie roztrząsała tak kwestii sercowych, a skupiła się na tych ważniejszych a zarazem tak często niesłusznie pomijanych.

Więc kiedy szepce: - Kochasz mnie. Prawda czy fałsz? Odpowiadam: - Prawda”.

O CZYM?  Ostatni akord w śpiewie kosogłosa. Czy jego pieśń będzie na tyle silna by poprowadzić lud ku zwycięstwu? Jedno jest pewne, show wciąż trwa, a kamery są nadal włączone. Z tą różnicą, że teraz areną stało się całe państwo, a trybutami każdy obywatel. Teraz nie chodzi o to, by tylko jeden z nich przetrwał. Teraz jeden musi zginąć, a to Katniss ma wycelować strzałę prosto w jego serce. Stawka też jest o wiele wyższa- wolność, spokój, odkupienie. Fanów trylogii nie muszę namawiać do sięgnięcia po finał, jednak ci, którzy wciąż się wahają powinni natychmiast zmienić zdanie, bo seria jest jedną z tych, które absolutnie trzeba mieć w swojej kolekcji. „Igrzyska śmierci” były niebywałe, „W pierścieniu ognia”- o dziwo jeszcze lepsze, za to „Kosogłos” przerósł wręcz moje oczekiwania. Mam nadzieję, że i Was pochłonie bez reszty ten okrutny świat przyszłości. Polecam!
Ocena:
10/10
Pozycja obowiązkowa

Trylogia:
>„Kosogłos”<


27 lutego 2014

„Baśniarz”- Antonia Michaelis


Czy to jawa jest, czy sen?

Wielkie historie zawsze zaczynają się od małych rzeczy. Ta nie stanowi wyjątku. Wszystko zaczęło się, bowiem od zwykłej szmacianej lalki, którą Anna znalazła w klasie. Lalka jak się okazuje, należy do pewnego tajemniczego outsidera- Abla Tannateka, a konkretniej do jego młodszej siostry Michi. Choć o Ablu krążą dosyć niepokojące plotki i jest nazywany dosyć jednoznacznie „polskim handlarzem pasmanterią”, Anna ulega dziwnej fascynacji jego osobą. Choć wie jedynie, że nie jest to człowiek, którym powinna sobie zaprzątać głowę młoda, poukładana dziewczyna, nie ma zamiaru słuchać głosu rozsądku. Niejako wbrew logice i sobie samej postanawia dowiedzieć się więcej o Tannateku. Śledząc go odkrywa jego drugie oblicze- kochającego i troskliwego brata, ale też tajemniczego baśniarza, który magią słów potrafi przenieść człowieka do opowiadanej historii. Jedno jest pewne- to odkrycie zmieni całe dotychczasowe życie Anny. A opowieść, początkowo niewinna, staje się coraz bardziej niebezpieczna. Podobnie jak samo życie.

Opis, który znajdziecie z tyłu okładki, a raczej fragment powieści, wskazuje całkowicie błędnie na jakiś tani romans paranormalny. Otóż moi drodzy, ani paranormalny, ani romans. „Baśniarz” jest czymś zupełnie innym i o znacznie większym znaczeniu. Dwie historie toczą się tu obok siebie i wzajemnie się przenikają. Okazuje się bowiem, ze baśń wcale nie różni się wielce od realnego życia. Fikcja ma w sobie więcej z prawdy niż można by się spodziewać. Myślisz, że to magia, ale nie. To tylko brutalna rzeczywistość. Prawdziwe wydarzenia kreują tu te fikcyjne, dlatego nie możemy wyprzedzić biegu wydarzeń, choć niekiedy bardzo byśmy chcieli. Czy baśń Anny, Abla i Michi skończy się zdaniem „i żyli długo i szczęśliwie”?

„-To cudowna historia. Skąd ty bierzesz te wszystkie słowa? Te wszystkie obrazy?
-Z prawdziwego życia- odparł.- oprócz niego nic więcej nie ma…”

Choć tytuł jest magiczny, opisana historia jest na wskroś prawdziwa i twarda jak diament. Jedyna baśniowość ukryta jest w opowieściach Abla, które są jedynym jasnym punktem w oceanie cieni. Historia Tannateka i jego siostry jest bowiem bardzo smutna. Opuszczeni przez matkę, prześladowani przez ojca mogą ufać tylko sobie i są zmuszeni by walczyć o prawo do bycia razem. Lecz to dopiero początek tragedii. A Anna? Kim jest Anna w tej opowieści? Zagubioną duszą, czy przystanią, która pilnuje by ta dwójka nie poszła na dno? A może jest kimś znacznie więcej?

„Na świecie jest więcej pytań niż odpowiedzi, a jeśli pytasz, dlaczego tak jest, to muszę wyznać, że na to pytanie nie znam odpowiedzi.”

„Baśniarz” to kawał dobrej, ambitnej literatury. Autorka posługując się pięknym i niebanalnym językiem w odważny i inteligentny sposób opisuje brutalne realia, wplatając w swą opowieść egzotyczną nutę baśniowości. Jest to powieść wprost przepełniona niedopowiedzeniami i ukrytymi znaczeniami. Nic nie jest tu proste i dosłowne, autorka każe nam się zastanowić i przemyśleć wiele spraw. Nie ma tu łatwych rozwiązań, wszystkie relacje i decyzje niosą ze sobą konsekwencje. Ale czy w prawdziwym życiu nie jest tak samo?

„-Ach!- krzyknęła Mała Królowa- czy na świecie nie ma nic, co jest piękne i równocześnie nie jest niebezpieczne?”
-(…)Rozejrzyj się dookoła Mała Królowo. Istnieje też coś, co jest tylko niebezpieczne i nie jest piękne…”

Od początku poczułam, że ta książka jest wprost napisana dla mnie. Anna jest prawie moją rówieśnicą i bardzo szybko odnalazłam z nią nić porozumienia. Obie mamy takie samo filozoficzne podejście do życia, stale rozmyślamy o tym, na jakich zasadach funkcjonuje świat i staramy się odkryć jego prawdziwe znaczenie. Rozmyślamy nad drogami, które wybierzemy w przyszłości i nad drogami innych ludzi, bo od tego czy się skrzyżują zależy bardzo wiele.
Stale znajdowałam też w tekście zdanie „Trzeba w końcu zacząć uczyć się do matury. Przecież sama się nie napisze”. Cóż… Niestety muszę się z tym zdaniem zgodzić :-P
Cieszę się, że właśnie teraz zdecydowałam się na lekturę „Baśniarza”, choć książka czekała na półce od dłuższego czasu. Nie wcześniej nie później, lecz teraz. Książka swą realnością i płynącą z niej magią przeniknęła do mojej duszy i czuję, że słowa baśniarza zostaną ze mną na długi czas.

„-Młoda damo (…) czy mogę służyć chusteczką? Pani płacze.
- Och, rzeczywiście. Widzi pan, a ja myślałam, ze się śmieję. Jak bardzo można się pomylić.”

O CZYM?  Pierwszy raz sama nie wiem jak mam podsumować książkę. Wywarła ona na mnie ogromne wrażenie i nie mogę otrząsnąć się z opisanej w nich wydarzeń. Więc o czym jest ta powieść? Myślę, że przede wszystkim o życiu. O tym jakie jest okrutnie i niesprawiedliwe. O odnalezieniu swojej drogi i o wyborach, do jakich nas to życie zmusi. O świecie, w którym obok siebie żyją różni ludzie a między nimi rozpościera się przepaść niezrozumienia i uprzedzeń. Przepaść, której mimo starań nie da się przeskoczyć. Powieść jest wstrząsająca i bardzo bolesna. Znajdzie się tu również sporo miejsca na szok i łzy. Znajdziemy tu odrobinę kryminału, dramat i szczyptę baśniowości, która jednak wbrew pozorom nie jest tu najważniejsza.
Wcale bym się nie zdziwiła gdybyście po lekturze recenzji nadal nie byli dokładnie zorientowani, czym w istocie jest „Baśniarz”. Ale wiecie co? To dobrze. Takie powieści to zagadki, które trzeba rozwikłać samemu. Ja odkryłam przed Wami jedynie nikłą część opowieści. Książka ma do zaoferowania jeszcze wiele ukrytych oblicz i jestem pewna, że Was nie rozczaruje.

Ocena:
10/10
Pozycja obowiązkowa!

I Nickelback na koniec. Dla wczucia w klimat ;-)


Moja "radosna twórczość" :-P

Przypominam, że już 7 marca w księgarniach pojawi się kolejna powieść
Antoni Michaelis „Dopóki śpiewa słowik”.

Teraz oczekuję tego tytułu z jeszcze większą niecierpliwością, gdyż pani Michaelis trafiła do czołówki moich ulubionych autorów!


21 października 2013

„Kwiaty na poddaszu”- Virginia C. Andrews


Papierowe kwiaty mrocznego ogrodu

Miłość to najpiękniejsze uczucie na świecie. Często rodzi się w bólu, a jej podtrzymanie niejednokrotnie skazuje na wiele wyrzeczeń. Zdarza się jednak, że miłość jest zakazana, bezbożna, zła. Ale czy na pewno? Czy miłość może być złem? Być grzechem? I czy kruche, niewinne dzieci muszą za ten grzech płacić? Czy są przeklęte na wieki?

To była doskonała rodzina. Piękna matka, przystojny ojciec, urocze dzieci. Wspaniały dom, dobra praca, wszechobecna miłość i rodzinne ciepło. Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia. Rodzina oczekując na ojca z przyjęciem urodzinowym nagle przyjmuje nieoczekiwanych gości. Są jak posłańcy śmierci, niosący najgorsze możliwe nowiny. Ojca już nie ma. I nigdy nie wróci. Zginął…

„W końcu przywykłam do myśli, ze śmierć jest ślepym żniwiarzem, niełaskawym dla kochanych i potrzebnych.”*

W obliczu tragedii matka okazuje się być całkowicie bezsilna. Ukazuje się druga strona medalu, ta, która do tej pory była skryta w cieniu. Rodzina ma ogromne długi, zastawiony dom, i zupełny brak perspektyw, ponieważ skupiona jedynie na swym wyglądzie matka, nie jest w stanie zapewnić czwórce swoich dzieci niczego. Ostatnia droga ratunku prowadzi do Wirginii, do Foxworth Hall- rodzinnej posiadłości matki dzieci. Ogromny, tajemniczy, stary i mroczny dom skrywa jednak jeszcze mroczniejsze rodzinne tajemnice i ludzi, którzy wcale nie uważają rodziny za mile widzianą.

Jednak prawda okazuje się jeszcze okrutniejsza. Cathy, Chris, Carrie i Cory są bowiem wynikiem, grzesznego i zakazanego uczucia. W czasie, gdy ich matka próbuje odzyskać miłość i zaufanie ojca, dzieci ukrywają się w pokoju na poddaszu, pilnowane przez czujną i okrutną babcię. Swe istnienie będą mogli ujawnić dopiero wtedy, gdy dziadek wybaczy ich matce dawne grzechy… lub umrze. Ale kiedy to nastąpi?

„Może zakochani wcale nie powinni patrzeć na ziemię? Ziemia oznacza rzeczywistość, a rzeczywistość frustracje, nieprzewidziane choroby, śmierć, morderstwa i wszelkie inne tragedie. Kochankowie powinni patrzeć w niebo, bo tylko tam ich piękne złudzenia nie mogą być podeptane.”*

Plan wydaje się prosty i łatwy do zaakceptowania. „Tylko kilka dni”- tak mówiła do dzieci matka. Dni jednak zmieniały się w tygodnie, a tygodnie- w miesiące… Choć miłość matki to coś pierwotnego i niepodważalnego, jednak wraz z każdym dniem spędzonym na mrocznym poddaszu w dzieciach budziły się nowe, nieznane uczucia. Niepewność zmieniała się w strach, a strach w nienawiść. Bo czy zaufanie może być wieczne, bezwarunkowe i zupełnie ślepe? By określić matkę, zacytuję może moją własną mamę, która czytała tą książkę przede mną: „Miałam ochotę zwyczajnie przełożyć tą pustą lalę przez kolano i wlać jej trochę oleju do głowy”. Kobieta budzi bowiem wiele sprzecznych uczuć i emocji. Chcąc dla swych dzieci pozornie jak najlepiej, wyrządza im ogromną krzywdę.

Książka jest niebywale wstrząsająca i pełna wyrafinowanego okrucieństwa. Dzieci zostały zamknięte w sekrecie, z dala od innych ludzi, pozostawione same sobie, pozbawione wiary i nadziei na lepsze jutro i spełnienie marzeń. Mamione prezentami tak naprawdę pragnęły tylko jednego: wolności. Poddasze staje się ich światem, tam rosną, dojrzewają zarówno fizycznie jak i emocjonalnie, uczą się życia, przetrwania i zbliżają się do siebie. Tam również dokonują wstrząsających odkryć, dowiadują się bolesnej prawdy, doświadczają różnych aspektów miłości, ale też zła i wyrafinowanego okrucieństwa. Są niczym kwiaty- piękne, kolorowe i pełne blasku, więdnące jednak z każdym dniem i powoli, cichutko umierające, w tajemnicy przed całym światem. W przeświadczeniu, że są źli, bo ze zła się zrodzili. To, co mi nie dawało spokoju i budziło ogromy sprzeciw to ich postawa. Dlaczego byli tacy ślepi? Dlaczego nie zdecydowali się na jakiś ruch?

„Wtedy przyszła do mnie odpowiedź, której tak długo szukałam - a wielokrotnie się zastanawiałam, czym był ten tajemniczy przycisk, włączający miłość... i pożądanie.(...) Tu chodziło o oczy. Sekret miłości tkwi w oczach, w sposobie porozumiewania się i mówienia bez otwierania ust.”*

Książka została wydana w roku 1979, co paradoksalnie stanowiło największe zaskoczenie. Opowieść jest tak świetnie skonstruowana, tak świeża i niebanalna, że totalnie nie kojarzy mi się z ciężkim stylem, trudnymi zwrotami, które wyszły z użycia i pewną typowością cechującą dawne dzieła, że spodziewałam się raczej, że autorka napisała ją zupełnie niedawno. Opowieść jest więc jakby zaklęta w czasie, uniwersalna, poruszająca bardzo trudne tematy i to nie te „typowe” o których się nie mówi, lecz zupełnie inne i do tej pory naprawdę pominięte milczeniem. Myślę, ze jeszcze długo będzie uważana za ponadczasową i niezwykle aktualną.

O CZYM? Przede wszystkim o okrucieństwie, zakazanej miłości, rodzinnych tajemnicach i wielkich tragediach- również tych wewnętrznych. O dojrzewaniu, wierze, wybaczaniu i nienawiści. Pozycja pełna emocji, często bardzo sprzecznych. O żądzy pieniądza, która potrafi zatruć nawet najczystsze serce. Bardzo szokująca, kontrowersyjna, szczera i chwilami trudna do zaakceptowania. Nie można powiedzieć o niej, że jest „fajna”, bo nic fajnego się w niej nie dzieje. Jest okrutna, bolesna i budząca całą gamę różnych emocji. Mimo lekkiego pióra pisarki momentami bardzo trudna. Jednak gdy raz po nią sięgniesz z pewnością już jej nie odłożysz. Bez względu na to czy spodoba ci się czy nie i tak przeczytasz ją aż do ostatniej strony. Ostatniej linijki. Ostatniego słowa. Gwarantuję, że nikogo nie pozostawi obojętnym. Jak dla mnie to prawdziwe dzieło. Klasyka. Absolutnie wstrząsające.

Ocena:
10/10



A teraz zadanie dla Was.
Kto przeczytał recenzję nie powinien mieć z nim w zasadzie większego problemu ;)
Polećcie mi książkę, która była by tematycznie zbliżona do „Kwiatów na poddaszu”.
Nie chodzi tu o konkrety, absolutnie. Książka ma być wstrząsająca, kontrowersyjna, szokująca, okrutna, wzruszająca lub budząca masę uczuć.
A najlepiej wszystko na raz ;)
Pozdrawiam,-

Patka

30 września 2013

„Oskar i pani Róża”- Eric- Emmanuel Schmitt



„Szanowny Panie Boże…”

Wierzycie w Boga? Wierzycie, że jest gdzieś tam w górze i czuwa nad nami? Oskar nie wierzy. Zwyczajnie nie ma powodu. Chłopiec umiera. Wie, że to prawda, choć nikt nie ma na tyle odwagi by powiedzieć mu o tym wprost. Za sprawą raka od lat jego domem jest szpital, teraz jednak, kiedy zawiodły wszelkie metody leczenia będzie go musiał opuścić. I to na zawsze.

„Zapominamy, że życie jest kruche, delikatne, że nie trwa wiecznie. Zachowujemy się wszyscy, jakbyśmy byli nieśmiertelni.”

Najlepszą przyjaciółką i powierniczką Oskara jest Pani Róża, zwana przez niego ciocią Różą. To stara kobieta, wolontariuszka, odwiedzająca w szpitalu chore dzieci. Dla Oskara jej wizyty to jednak coś więcej niż tylko rozmowy. Kobieta, jako jedyna potrafi dotrzeć do jego wnętrza i dać wiarę. Proponuje ona chłopcu, by ten codziennie pisał list do Boga. By mówił mu o wszystkim, co go trapi i uszczęśliwia. By wszystkie swoje emocje przelał na papier. Książka jest właśnie zbiorem listów Oscara do Boga. Są to listy szczere, autentyczne i pełne emocji.

„Myśli, których się nie zdradza, ciążą nam, zagnieżdżają się, paraliżują nas nie dopuszczają nowych i w końcu zaczynają gnić. Staniesz się składem starych śmierdzących myśli, jeśli ich nie wypowiesz.”

Dzięki cioci Róży, Oskar odkrył sposób, w jaki może przeżyć całe życie w ciągu dwunastu dni, jakie mu pozostały. Każdy jeden dzień jego pozostałego życia odpowiadał dziesięciu latom. Całe „życie” jakie przeżył w ciągu tych kilku dni chłopiec, to groteskowe przedstawienie stereotypów o dorosłych. Oskar w prześmiewczy sposób przedstawia ich lęki, błędy, fobie i uprzedzenia. Dzięki temu powieść Schmitta nabiera uniwersalnego znaczenia i staje się historią dla wszystkich- niezależnie od wieku. Mimo, że bohater jest dzieckiem, to zawarte w książce przesłanie jest kierowane głównie do dorosłych: dokąd zmierza twoje życie?

„Życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, ze dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, ze jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć.”

Choć jest to opowieść o powolnej i świadomej śmierci, ukazanej oczami dziecka, a zarazem o tym jak zaakceptować przemijanie i kruchość czasu, głównym tematem książki nie jest wcale śmierć. Jest nim życie. Autor stara się przekazać nam za sprawą tych kilku krótkich listów prawdę o sensie naszego istnienia. A tajemnica życia jest w gruncie rzeczy bardzo prosta. Należy cieszyć się każdym dniem, ponieważ każdy może okazać się tym ostatnim.

„Codziennie patrz na świat jakbyś widział go po raz pierwszy.”

Książka mimo swojej nikłej objętości jest po brzegi naszpikowana pięknymi i na wskroś prawdziwymi cytatami, które są jak małe mądrości zamknięte w słowach. Historia jest porównywana do „Małego księcia”. Moim zdaniem „Oskar i Pani Róża” to pozycja lepsza, ponieważ bardziej realistyczna i dramatyczna, a zarazem oddziałująca na emocje i niepozostawiająca nikogo obojętnym. Myślę, że każdy powinien choć raz przeczytać tą powieść. Ja z pewnością jeszcze nie raz do niej powrócę.

Ocena:
10/10
Pozycja obowiązkowa


„Najciekawsze pytania wciąż pozostają pytaniami. Kryją w sobie tajemnicę. Do każdej odpowiedzi trzeba dodać „być może”. Tylko na nieciekawe pytania można udzielić ostatecznych odpowiedzi.”

30 maja 2013

"Ostatnia spowiedź"- Nina Reichter


Miłość, która nigdy się nie powtórzy…

Są takie spotkania, które nas zmieniają. Są też takie, które zmieniają wszystko. Do niektórych być może nie powinno nigdy dojść. Może wtedy byłoby łatwiej, prościej. Ale czy byłoby lepiej? Bo może te ulotne, skradzione chwile były właśnie błogosławieństwem?

Ally właśnie zaczyna nowe życie. Przygotowuje się do studiów prawniczych w pięknym Lyonie, skrycie marzy o karierze fotografa i stara się pogodzić z myślą, że resztę życia spędzi z dużo starszym człowiekiem, do którego kompletnie nic nie czuje, a wszystko wskazuje na to, że i on nie czuje nic do Ally. Może to jednak lepiej? W końcu serca, które nie kocha nie można złamać a ono i tak jest już wystarczająco poranione przez poprzedni, bardzo bolesny zawód. Dziewczyna czuje, że przegrała. Poddała się. Robi to, czego oczekują od niej inni, z każdym dniem stając się coraz niklejszym cieniem samej siebie. Nie może jednak wiedzieć, że już wkrótce pojawi się ktoś, kto wleje w jej serce światło, które całkowicie ją oślepi…

Bradin od zawsze wiedział, czego pragnie. Już jako dziecko kochał muzykę ponad wszystko i postanowił walczyć o swoje marzenia. Kiedy los wyciągnął do niego rękę nie wahał się nawet przez chwilę. Chwycił ją mocno i zdecydował nigdy nie puszczać. Poświęcić wszystko dla swojej jedynej miłości- muzyki. Ale też dla całego swojego zespołu. Szybko jednak przekonał się, że sława to nie tylko miliony na koncie, blask fleszy i dzielenie się z innymi swoją pasją. Tłumy fanek, życie w biegu, zero prywatności. W końcu nie wytrzymał. Postanowił przed tym wszystkim uciec. Choćby na chwilę. Choć na jeden oddech. Już wkrótce miał się przekonać, że ta ucieczka zmieni cały jego wszechświat…

Parę metrów dalej, oparta o balustradę, stała ciemna, dość wysoka postać. Jej profil oświetlała tylko nikła poświata odległej latarni. Ktoś, najwyraźniej tak jak ona, utkwił tu.

Ally i Bradin nigdy nie powinni byli się spotkać. Tylko przypadek zdecydował o tym, że stało się inaczej. Opóźniony samolot, jakie to banalne. Ale dzięki temu niefortunnemu zdarzeniu doszło do zderzenia dwóch różnych galaktyk, które spowodowało eksplozję na ich wspólnym niebie. Poznali się zupełnie przypadkiem, oboje utkwili na opustoszałym lotnisku, gdzieś na końcu świata. Jednak już po krótkiej rozmowie coś zaczęło się dziać. Coś dziwnego, niepokojącego, czego oboje nie potrafią nazwać, nie chcą się do tego przyznać, a już na pewno nie mogą dopuścić. Tej magicznej nocy zaczęła się tlić mała iskierka, która miała już nigdy nie zgasnąć.

Znasz to uczucie, kiedy chcesz zachłystnąć się szczęściem, ale boisz się chociażby poruszyć, bo wiesz, jak jest kruche?

Jednak nie wszystko jest takie proste. Uwikłana w skomplikowany związek Ally, nie może się tak po prostu wycofać, a w dodatku dziewczyna nie ma kompletnie pojęcia, kim Bradin jest. Z drugiej strony piasek w klepsydrze przesypuje się bardzo szybko, czas ucieka a cudowna noc właśnie się kończy. Oboje stąpają po bardzo kruchym lodzie. Mimo iż starają się od siebie oddalić bardzo pragną się do siebie zbliżyć. Sieć kłamstw, niedomówień, pragnień i zobowiązań oplata ich coraz ciaśniej i coraz pewniej widać, do jakiej katastrofy to zmierza. Jak jednak powstrzymać nieposłuszne serce? Oboje wiedzą, ze powinni przestać, zapomnieć. Jednak nie potrafią. Przyciągani jak ćmy do płomienia, kontynuują znajomość. A potem jest już za późno by się wycofać. Bo serce samo podjęło decyzję. Ten związek nie miał prawa zaistnieć. Wiedzieli to. Wiedzieli, że może wszystko zniszczyć. Był jednak silniejszy od nich. Ty ta miłość ich uratuje? A może zrujnuje?

Mówią, że w życiu tylko raz można przeżyć miłość. Tylko raz coś zrywa cię do biegu, każe gnać przed siebie, choćbyś nie widział wtedy początku ani końca. Cos staje się słuszne, choćby miało przeciw sobie wszystkie racjonalne wybory. Coś każe ci walczyć, pragnąć i wierzyć. Coś sprawia, że nigdy nie zapomnisz chwil i miejsc, w których ostatni raz czułaś to, co odeszło…

Ciągle narzekam, że nie mogę trafić na żadną przyzwoitą książkę polskiego autora. Ta pozycja totalnie mnie zaskoczyła. Bardzo pozytywnie. Jest napisana lekkim piórem, a autorka posługuje się plastycznym, barwnym, refleksyjnym stylem. Lekko melancholijnym, spokojnym, wkradającym się cicho do serca i tam już zostającym.  Czytanie tej książki, było wspaniałym doświadczeniem. Podczas lektury ogarniał mnie cudny błogostan, by po chwili porwać w wir sprzecznych emocji. Miałam ochotę śmiać się, płakać, krzyczeć.  Wszystko na raz ki każde z osobna.

Pytasz, dlaczego płaczę? Nie pytaj. Popatrz w moje oczy. A jeśli zobaczysz tam siebie, po prostu odejdź…

 W oczach ciągle kręciły mi się łzy, choć nie jestem wcale płaczliwym dziewczęciem. Więc spytacie, dlaczego? Bo ta historia, mimo iż jest tak cudownie niezwykła i nieprawdopodobna, jest też okrutnie i boleśnie prawdziwa. Na jej kartach rozgrywa się prawdziwy dramat, a emocje bohaterów wlewają się bezpośrednio w czytelnika i wprost nie mogą pozostawić go obojętnym.

Książka, choć dostarczyła mi masy wzruszeń, sprawiła też, że na moich ustach, co chwila pojawiał się uśmiech, jak nieśmiały niezapowiedziany gość. Myślę, że każda, mniej lub bardziej poprawna romantyczka chciała kiedyś, choć przez chwilę poczuć się tak jak Ally. I choć to tylko wyobraźnia, książka sprawiła, ze poczułam przyjemne ciepło w sercu. Choć chwilami robiło się tak słodko, że aż przewracałam oczami, ani trochę mi to nie przeszkadzało. Nie mogło. Zbyt pięknie to wszystko brzmiało.

Bo gdy mówi serce, muzyka milknie a słowa bledną...

Spijałam kolejne słowa z kartek rozkoszując się ich smakiem, jednak od początku wiedziałam, ze ten ledwie wyczuwalny gorzki posmak zwiastuje, że nie będzie szczęśliwego zakończenia. Nie mogłam jednak przewidzieć, co stanie się w finale. I teraz mogę powiedzieć tylko jedno: Nina, jak mogłaś nam to zrobić!?

„Ostatnia spowiedź” to książka dla tych, którzy kochają, kochali, lub chcą kochać. Piękna, liryczna, wzruszająca… Nierealna, choć na wskroś prawdziwa. Polecałabym ją raczej kobietom, głównie romantyczkom. Nie wiem co więcej mogłabym dodać…  A ocena? Jak mogłaby być inna?


10/10





Chciałabym, choć trochę przybliżyć wam autorkę, ale prawda jest taka, że wiadomo o niej niewiele.  W internecie znalazłam jedynie dwa zdania: „Autorka literatury kobiecej i młodzieżowej. Z wykształcenia prawniczka.” Niewiele prawda? Może jednak z czasem dowiemy się o niej więcej, bo mam nadzieję, że pisarska kariera pani Reichter wkrótce jeszcze bardziej się rozwinie. Dodam jeszcze, że „Ostatnia spowiedź” była początkowo publikowana na internetowym blogu. Pełen podziw, ze tej opowieści udało się wspiąć tak wysoko!






Autorka postanowiła nadać swojej książce jeszcze więcej magii i klimatu, umieszczając przy niektórych scenach sugerowany podkład muzyczny. Pomysł oryginalny i moim zdaniem- bardzo udany.  Poniżej jedna z sugerowanych przez panią Reichter piosenek. Fanką takiej muzyki nie jestem, ale do sytuacji pasowała idealnie! Domyślacie się, co to mogła być za scena? ;-) 


Mały fragmencik:



I taki trochę większy:


Zaglądajcie na fb Novae Res! Codziennie nowe newsy na temat kolejnych tomów!

*wszystkie cytaty pochodzą z książki.

21 stycznia 2013

Pod czujnym okiem Kapitolu

"W pierścieniu ognia"- Suzanne Collins
Wyd. Media Rodzina




Głodowe Igrzyska zostały zakończone jednak dla Katniss  koszmar nadal trwa. Wyczerpana psychicznie, nękana koszmarami związanymi z areną dziewczyna szuka ucieczki w próbie powrotu do dawnego życia. Jednak nic nie jest takie jak kiedyś. Nowy rodzinny dom, ofiarowany przez Kapitol  to klatka w której dziewczyna nie czuje się szczęśliwa. Długie godziny w lesie i polowania nie dają satysfakcji , bo są niezmiennie samotne z powodu pracy Gale’a w kopalni. W dodatku przyjaciele bardzo odsuwają się od siebie przez romans Katniss z Peetą. Tu też sytuacja nie jest lekka. Zraniony chłopak, choć wciąż kocha Katniss, podobnie jak ona sama unika wszelkich kontaktów choć mieszka tuż obok niej. Los nie jest jednak dla nich łaskawy, gdyż w dalszym ciągu muszą udawać uczucie, by przekonać ludzi, że próba samobójstwa i wymuszenie zwycięstwa obojga na arenie nie było wyrazem buntu przeciw władzy lecz desperackim aktem miłości.

Tymczasem rozpoczyna się tournée zwycięzców, podczas którego Katniss i Peeta muszą publicznie demonstrować swą miłość i łagodzić nastroje we wszystkich dystryktach. Muszą się starać, gdyż stawka jest naprawdę wysoka – jeśli nie najwyższa. Jednak iskra jaką wskrzesiła dziewczyna podczas Głodowych Igrzysk zaczyna się rozprzestrzeniać i wkrótce wybucha z niej prawdziwy pożar. Czy Katniss podporządkuje się Kapitolowi, by chronić najbliższych, czy zbuntuje się i znajdzie odwagę by stać się dla ludzi kosogłosem, który wskaże drogę do rebelii? Kapitol jednak ma własne plany, o których dziewczyna nie wie. A plany te są niebywale okrutne i brzemienne w skutki…

Przyznam szczerze, że Katniss za niektóre swoje zachowania powinna dostać po tyłku. Nie podobało mi się jej zachowanie wobec Peety, który robił dla niej wszystko nawet kiedy była dla niego naprawdę wredna. Poza tym, sytuacja bohaterów była dokładnie taka sama. Jechali na jednym wózku ale to Katniss okazała się słabsza i bardziej egoistyczna. Rozumiem jednak jej zachowanie, człowiek nie może wyjść bez szwanku po takich przeżyciach. Na jej tle Peeta wydaje się wręcz nieskazitelnym ideałem, przez co kocham go jeszcze bardziej. Suzanne Collins pokazała jednak, że nikt nie jest już tą samą osobą po koszmarze igrzysk, co dodaje książce realności. Mimo wszystko nadal lubię Katniss, gdyż ostatecznie dała radę, a nawet zrehabilitowała się.

Fabuła jest jak zwykle emocjonująca i pełna akcji. Powiem nawet, że ten tom przebił swoją poprzedniczkę. Mamy tu więcej akcji, więcej niespodzianek, a napięcie towarzyszy nam aż do ostatniej strony. Co ja mówię! Do ostatniego zdania. Nie mogę nadziwić się okrucieństwu Panem i surowym zasadom nim panującym. Książka wstrząsa czytelnikiem, nie pozwala o sobie zapomnieć, daje do myślenia i bardzo niepokoi. To jest właśnie najlepsze w takich książkach, świadomość, że może taka właśnie przyszłość nas czeka.


Czy polecam? Głupie pytanie. Oczywiście, że tak!  Jeśli podobały Ci się „Igrzyska Śmierci”, ten to Cię zachwyci. Jeśli czujesz niedosyt- po tej książce z pewnością będziesz usatysfakcjonowany. A jeśli jeszcze nie znasz Tej historii- nadrabiaj zaległości! To jedna z najlepszych serii jakie czytałam!

10!!!/10

10 września 2011

„Dopóki nie zrozumiesz śmierci, nie zrozumiesz życia.”*



Carlos Ruiz Zafon- "Marina”
Wyd. Muza

„Czasem to, co najbardziej prawdziwe, dzieje się tylko w wyobraźni. Wspominamy tylko to, co nigdy się nie wydarzyło.”*

Książek Carlosa Ruiza Zafóna nie można zamknąć w jednej kategorii. Są barwne, wielowymiarowe, oryginalne i zapisują się w pamięci tak głęboko, że w żaden sposób nie można ich wymazać. Nawet gdybyśmy chcieli. Dzieje się to za sprawą obrazów, które opisuje Zafon. Fabuła może się zatrzeć w naszej pamięci, ale te obrazy wyobraźnia wypali nam pod powiekami na zawsze. Autor jest prawdziwym artystą: maluje słowami swoje powieści, kusząc ezoterycznym pięknem świata, jednocześnie cały czas zaskakując czytelnika zwrotami akcji wielowątkowej, przemyślanej fabuły. 

Powieść „Marina”, czwarte dzieło, które wyszło spod pióra Zafona, urzeka od pierwszej strony. Zaczyna się krótkim prologiem,  opisującym końcową scenę. Nie ujawnia nic z treści, zaostrza jedynie apetyt na lekturę i kolejne strony chłonie się błyskawicznie. 

Głównym bohaterem powieści jest piętnastoletni Oscar Drai, chłopiec, który mieszka  w szkole z internatem i lubi spacery wśród starych, zrujnowanych pałacyków, znajdujących się nieopodal, świadomy historii, które kryją wiekowe domy. Pewnego dnia, przechodząc w pobliżu jednego z owych domów, słyszy piękną muzykę. Zafascynowany wchodzi do środka, jak w transie ogląda stare przedmioty, bierze do ręki zepsuty zegarek… I nagle staje twarzą w twarz z właścicielem domu. Przerażony ucieka zapominając, że wciąż ściska w dłoni znaleziony wcześniej zegarek.

Kilka dni później, wiedziony wyrzutami sumienia, postanawia oddać skradziony przedmiot właścicielowi. Stojąc przed domem, który nieopatrznie uznał za opuszczony, zauważa piękną dziewczynę w białej sukience, wynurzającą się z mgły jadąc na rowerze. Wkrótce ma się przekonać, że ta dziewczyna zmieni całe jego życie. Jest to nie kto inny jak tytułowa Marina, córka gospodarza domu, która marzy by być pisarką i żyje jedynie z chorym ojcem, którym się opiekuje. Zafascynowany Oscar zaprzyjaźnia się z Mariną, a ona pokazuje mu tajemniczą damę w czerni, która co miesiąc odwiedza bezimienny nagrobek, opatrzony jedynie symbolem czarnego motyla. Śledząc kobietę, przyjaciele poznają mroczną stronę Barcelony, jakiej nie znali do tej pory i odkrywają przerażającą tajemnicę, rodem z koszmarów w których zmarli powracają do życia. Nie wiedzą, że zagłębiając się w tą historię wdają na siebie wyrok śmierci. 

Mimo iż tytułowa Marina, to osoba tajemnicza, ezoteryczna i fascynująca, najbardziej tajemniczy okazuje się główny bohater a zarazem narrator powieści. Zdradza on czytelnikowi bardzo niewiele faktów ze swojego życia. Woli odkrywać sekrety innych niż mówić o swoich. Każda z postaci Zafona ma w sobie „to coś”, co sprawia, że nawet negatywni bohaterowie ciekawią nas i fascynują. 

Niewątpliwym plusem powieści  są przerażające i mroczne sceny, które sprawiają, że puls przyspiesza a oczy zaczynają szaleńczo „gonić” po linijkach szukając odpowiedzi: jak poradzi sobie bohater w tej sytuacji? Nigdy nie czytałam książki, która przeraziła by mnie tak jak „Marina”. Oczywiście w znaczeniu pozytywnym.
Książka jest ładnie wydana, kusi czytelnika okładką, która idealnie odzwierciedla jej klimat. Jedynym minusem powieści jest objętość, zaledwie 300 stron, ale akcja jest utrzymana w dobrym tempie i wielokrotnie zaskakuje co rekompensuje ten drobny ubytek. Można powiedzieć, ze książka zawiera dwa oddzielne zakończenia, dwóch różnych historii: Oscara i Mariny oraz kobiety w czerni. Trzeba przyznać, ze obydwa są zaskakujące i okrutne. Żadna siła nie jest w stanie powstrzymać łez cisnących się do oczu. Sami zdecydujcie czy to plus czy minus. 

„Ocean czasu- chcemy czy nie- zawsze zwraca nam to, co w nim kiedyś pogrzebaliśmy.”*

Bez wątpienia powrócę jeszcze nie raz do tej powieści, by zanurzyć się w mrocznych i fascynujących ulicach Barcelony, które autor mistrzowsko opisał. Myślę, że i tu, podobnie jak w przypadku czytanego przeze mnie dwukrotnie „Cienia wiatru”, mogę liczyć na emocje i wzruszenia za każdym razem kiedy będę wracać do tej historii. Podsumowując, „Marina” jest jedną z najlepszych powieści jakie ostatnio czytałam i zdecydowanie trafia do grona moich ulubieńców. Lektura obowiązkowa nie tylko dla wszystkich zafascynowanych twórczością autora, ale również dla tych, którzy stykają się z nim po raz pierwszy. Uzależniająca, wzruszająca, pełna pasji, klimatyczna, trzymająca w napięciu i chwytająca za serce opowieść. „Marina” jest tajemnicą, którą trzeba odkryć, podróżą, w którą trzeba się wybrać, chwilą, którą trzeba zapamiętać. Ja nie zapomnę nigdy. I polecam ją wam z całego serca. 

Ocena 10/10

Dla zainteresowanych, rzut okiem na twórczość Carlosa:
- „Książę Mgły” (org."Principe de la Niebla" )- pierwsza powieść w dorobku literackim pisarza opublikowana w 1993 roku, została wyróżniona Nagrodą Edebe.
- „Pałac Północy” (org. "El Palacio de la Medianoche" )- wydana w 1994 roku, druga powieść Zafona, kontynuacja „Księcia Mgły”.
- „Światła Września” ( org."Las Luces de Septiembre" )-1995 (mój rocznik J ) trzeci, ostatni tom „Księcia mgły”. Polska premiera- październik 2011.
- „Marina” (org.„Marina”)- rok 1999. Książka, którą autor darzy największym sentymentem.
- „Cień Wiatru”(org. "La Sombra del Viento")- 2001r. Książka stała się sensacją wydawniczą.
- „Gra Anioła” (org. "El juego del Ángel")- 2008r. Druga po „Cieniu Wiatru” część czteroksięgu o Barcelonie i Cmentarzu Zapomnianych Książek.( w tym tygodniu do kupienia w biedronce za 11.90 :-) )
Na razie nie ma informacji o dalszych tomach czteroksięgu, ale czekam z niecierpliwością!
 ------------------------------
* Fragmenty powieści 

Zobacz też:

.