Wyd. Papierowy Księżyc | Org. Cinder | Saga Księżycowa Tom I | 420 str. | 44,90 zł | Premiera: 22.11.2017 r.
Cybernetyczny Kopciuszek w
dystopijnym świecie
Kopciuszek, był wrażliwą i dobrą dziewczyną, pogardzaną
przez macochę i dwie przyrodnie siostry. Jako ich służka nie mogła nawet pójść
na bal do zamku, choć bardzo tego pragnęła. Dobra wróżka pomogła jednak
dziewczynie i ta jako najpiękniejsza z panien, przetańczyła cały bal w objęciach
przystojnego księcia. Mimo wielu przeciwności i dobro oczywiście zwycięża a
Kopciuszek żyje długo i szczęśliwie… Tak
brzmi oficjalna wersja, ale zaraz poznacie tą baśń w zupełnie nowej odsłonie.
Cinder- nasz dystopijny Kopciuszek, żyje w prawdziwym świecie, pełnym zagrożeń
i zła. Jako cyborg (czyli zmodyfikowany genetycznie człowiek) jest traktowana z
pogardą nie tylko przez macochę, ale
całe społeczeństwo. Dziewczyna nie marzy o księciu z bajki, jej
największym pragnieniem jest wolność. Jako własność swojej macochy, Cinder nie
może sama o sobie decydować, ani w żaden sposób bronić się przed jej okrutnymi
rozkazami. Jedynym sposobem na normalne życie jest dla niej ucieczka. Noc balu
wydaje się idealna, w końcu i tak nie pozwolono jej na niego pójść. Nieoczekiwana
znajomość z księciem komplikuje jednak wszystko.
Pierwszy tom serii potrafi naprawdę wysoko postawić poprzeczkę
swojemu następcy. Kiedy jesteśmy zachwyceni wstępem do serii, automatycznie
nasze wymagania przyjmują stokrotnie większe rozmiary. Niestety w większości
przypadków nadzieje okazują się płonne i bezceremonialnie gasną, zduszone
nagłym rozczarowaniem. Jednak w przypadku kontynuacji „Więźnia labiryntu”, od początku miałam przeczucie, że będzie to
coś wciskającego w fotel. W najmniejszym stopniu się nie pomyliłam. A teraz
trawi mnie prawdziwa obawa, czy pan Dashner zdoła mnie jeszcze kiedyś aż tak
zachwycić.
Kiedy Thomasowi i jego przyjaciołom udało się znaleźć
wyjście z mrocznego i niebezpiecznego Labiryntu, myśleli, że to, co najgorsze
już za nimi. Nie mogli się jednak bardziej pomylić. Najgorsze wciąż przed nimi.
Nadchodzi nowy i zupełnie nieprzewidywalny etap Prób, w porównaniu z którym Labirynt
był zaledwie namiastką. Po dramatycznej ucieczce z siedziby DRESZCZU, Streferzy
trafiają w pozornie bezpieczne miejsce, lecz nie jest im dane długo cieszyć się
tym uczuciem. Przed nimi kolejne zadanie, tym razem już ostatnie. W ciągu
zaledwie dwóch tygodni muszą przemierzyć pustynię w poszukiwaniu Bezpiecznej
Przystani. Jednak DRESZCZ już zadba o to, by nie nudzili się pod drodze.
„Po co w ogóle próbujesz zadawać pytania? Nic
tu się nigdy nie trzymało kupy i pewnie nigdy nie będzie.”
O ile w poprzedniej części, zarówno bohaterów, jak i
czytelnika, ograniczały ciasne ściany Labiryntu i nieprzenikniony mrok
wymazanych wspomnień, tak „Próby ognia” znacznie poszerzają horyzonty. Przede wszystkim
diametralnie zmienia się otoczenie, w jakim przebywają bohaterowie. Porzucamy
klaustrofobiczny, rządzący się swoimi prawami Labirynt, na rzecz spalonych
słońcem pustkowi, gdzie bohaterowie będą musieli walczyć nie tylko z
okrucieństwem natury, ale też własnymi słabościami. Powracające stopniowo
wspomnienia poszerzą też znacznie nasze pole postrzegania pewnych kwestii.
Razem z bohaterami zaczniemy odkrywać coraz więcej szczegółów na temat DRESZCZU
i sensu Prób, jednak każde wspomnienie zrodzi masę pytań, na które odpowiedź
uzyskamy dopiero w finałowym tomie tej opowieści.
"Jedyne, co wam powiem, to że czasem to, co widzicie nie jest prawdziwe, a czasem prawdziwe jest to czego nie widzicie.”
A skoro już jesteśmy przy rozszerzeniach wszelkiej maści-
nie tylko przestrzeń zwiększy swą powierzchnię, ale również grono bohaterów
powiększy się o kilka nowych i niezwykle barwnych osobistości. Narobią one naprawdę
sporo zamieszania w pełnym i tak już chaosu życiu Streferów. Pojawią się nowe
przyjaźnie, nowe wyzwania, ale też nowe zagrożenia i tajemnice. Jednak to, co
cieszy mnie najbardziej, to poszerzenie wiadomości czytelników o Pożodze i jej
destrukcyjnych skutkach, a także o tajemniczej chorobie trawiącej ludzkość. Jak
dla mnie jest to najistotniejsze w dystopijnych opowieściach i serce mi krwawi
za każdym razem, kiedy bzdurne i nieistotne wątki przesłaniają to, co
najważniejsze, czyli sam wygląd i opis świata, w który zostaliśmy wciągnięci.
Na szczęście James Dashner nie zbagatelizował tej istotnej kwestii i nadał
swojej powieści więcej wiarygodności i wielowymiarowości.
” - Może umrzeć.
- Gorzej. Może to przeżyć.”
Zarówno pierwszy, jak i drugi tom nastawiony jest na pędzącą
akcję, jednak tym razem znalazło się też więcej miejsca dla emocji. Dzieje się
tak nie tylko dlatego, że poznaliśmy już bohaterów i czujemy się do nich
bardziej przywiązani, głównym powodem jest znacznie zacieśnienie więzi między
samymi bohaterami, którzy wiedzą, że są dla siebie nawzajem jedyną bezpieczną
przystanią, i że muszą się o siebie troszczyć, bo nie wiadomo, co przyniesie ze
sobą kolejny dzień. Najwięcej w moich oczach zyskał Thomas, który dosłownie
skradł moje serce. Nie mogę Wam zdradzić, co w związku z nim zrobiło na mnie aż
tak wielkie wrażenie, ale jeśli znacie Patkę możecie być pewni, że ma to
związek z pewną kobietą…
O CZYM?Podsumowując, „Próby ognia” to doskonałe rozwinięcie serii, która nie rozczarowuje
nawet na chwilę. Pełna akcji i emocji, wciskająca w fotel lektura, która
potrafi nawet momentami nieźle przestraszyć. Choć autor naprawdę sporo
namieszał i narobił niezłego bałaganu, udało mu się brawurowo zakończyć wszystkie
wątki. Jedyne, czego nie umiem mu wybaczyć to zakończenie, po którym
najchętniej od razu rzuciłabym się na finałowy tom, którego jak na złość
jeszcze nie zdążyłam kupić. Serdecznie polecam!
Labirynt, to jedno z najbardziej fascynujących, ale też
budzących grozę miejsc, jakie można sobie wyobrazić. Nie od dziś jest
inspiracją, wszyscy chyba pamiętamy „Labirynt
Fauna”, czy jedno z zadań w czwartej części „Harry’ego Pottera”. Również James Dashner, autor „Więźnia Labiryntu”, dał się zainspirować
temu miejscu. Nic dziwnego, w końcu to ogromna zagadka, setki korytarzy pełnych
tajemnic i ogromne pole dla wyobraźni. Zasadniczo mimo tych tajemnic, labirynt
jest tylko łamigłówką, w której trzeba znaleźć drogę do wyjścia. Jednak czy
zawsze to wyjście istnieje?
„Powstał, rozpoczynając nowe życie, otoczony przeszywającą
ciemnością i stęchłym zakurzonym powietrzem.”
Tak właśnie rozpoczyna się opowieść nastoletniego Thomasa.
Dlaczego „nowe życie”? Cóż, o tym „starym” nie opowie wam zbyt wiele. Tak się
bowiem składa, że właśnie obudził się w pędzącej ku górze windzie, nie mając
kompletnie pojęcia kim jest, ani co się właściwie dzieje. Jedyne, co mu
pozostało to imię i setki pytań kłębiących się w głowie. Niestety od tej pory
pytań będzie już jedynie więcej. Gdy winda w końcu się zatrzymuje, oczom
Thomasa ukazuje się niezwykły widok. Grupa nastoletnich chłopców wita go w
miejscu zwanym Strefą, dookoła której wznosi się mroczny Labirynt. Rozwiązanie
wydaje się proste- znaleźć wyjście i uciekać. Jednak w Strefie nic nie jest
proste. Każdej nocy Labirynt zamyka się a jego ściany zmieniają położenie.
Jakby tego było mało, korytarzy Labiryntu strzegą dziwne i śmiertelnie niebezpieczne
istoty. Choć Streferzy każdego dnia szukają wyjścia, nie maję tak naprawdę
żadnego punktu zaczepienia. Żaden z nich nie pamięta bowiem niczego ze swojej
przeszłości. Czasu jest jednak coraz mniej. Gdy następnego dnia po Thomasie, do
Strefy przybywa pierwsza dziewczyna, przynosząc ze sobą niepokojącą wiadomość, wszyscy
wiedzą, że nic już nie będzie takie jak kiedyś.
„Ocean emocji zalewał jego umysł i serce. Zdezorientowanie. Ciekawość.
Panika. Strach. Jednak przede wszystkim ogarniało go ponure uczucie rozpaczy,
jak gdyby świat, który znał, przestał istnieć, został wymazany z jego pamięci i
zastąpiony obrzydliwym substytutem. Pragnął uciec jak najdalej od tych ludzi i
tego miejsca.”
Co mogę powiedzieć Wam o Strefie? Nie jest to zdecydowanie
miejsce, do którego wybralibyście się na wakacje. Pozornie tętni tam życie,
panuje ład i spokój. Każdy Strefer ma jasno określone obowiązki, które wykonuje
każdego dnia. Są też zasady, których nikt nie może łamać, i kary, których każdy
wolałby uniknąć. Streferzy mają własny, unikalny język, którym się posługują (a
nawet oryginalne przekleństwa, które w sprytny sposób zastępują te powszechnie
znane) i tworzą coś na kształt małego państwa. Na pierwszy rzut oka wszystko
jest więc całkiem normalne, oczywiście dopóki nie przekroczysz progu Labiryntu,
gdzie zasady przestają obowiązywać. Każdego
dnia chłopcy ryzykując życie szukają wyjścia, którego zdaje się nie być,
pragnąc wrócić do domu, którego nie pamiętają. Co okaże się kluczem do zagadki?
Obok miejsca akcji, bardzo ważnym aspektem są ludzie, którzy
w tym miejscu żyją. Choć każdemu z nich autor odebrał pamięć i wspomnienia, nie
znaczy to, że wymazał ich unikalne charaktery. Choć poznajemy tylko wybranych spośród
wielu mieszkańców Strefy, to tyle wystarczy by docenić bogactwo i różnorodność postaci.
Można znaleźć masę przymiotników do określenia każdego z nich. Jednych z
miejsca można pokochać, a innych błyskawicznie znienawidzić. Są też tacy,
których ciężko rozgryźć, ale zdecydowanie każdy przykuwa uwagę. Postaci są więc
kolejną bardzo mocną stroną książki, ale co ważne- nie jedyną.
„Powracające do niego wspomnienia były bardzo mgliste. A do świata
spowitego mgłą światło nie dociera.”
Najważniejszym aspektem jest bowiem doskonale skonstruowana
fabuła, w której skrzy się od akcji, tajemnic i niebezpieczeństw. Choć powieść
jest dosyć gruba, autor doskonale rozplanował akcję, tak by nawet przez chwilę
nie stała w miejscu, ani nie nużyła czytelnika. Jest to jedna z tych książek,
które nie tylko się czyta, ale przeżywa razem z bohaterami, przez co chwilami
miałam wrażenie, jakbym dosłownie biegła w maratonie. Autor doskonale opisał
uczucia, jednak ponad wszystko przebija się napięcie i adrenalina. Poziom
powieści jest naprawdę wysoki i trochę się obawiałam, czy pan Dashner nie wziął
odrobinę za dużo na swoje barki i czy da radę skonstruować zadowalające
zakończenie. Spisał się jednak doskonale, pozostawiając czytelnika
zaniepokojonego i spragnionego kontynuacji, która mam nadzieje, dorówna swojej
poprzedniczce.
O CZYM?„Więzień
Labiryntu” to niezwykła dystopijna opowieść o poszukiwaniu wyjścia wśród
setek ślepych zaułków, oraz o ludzkich słabościach, sile, odwadze, przyjaźni i
granicach wytrzymałości. Mimo sporej ilości stron, powieść czyta się szybko,
lekko i bez zgrzytów, a wręcz nie da się ukryć rozczarowania, jak błyskawicznie
się ona kończy. Jest to kolejny bestseller, który właśnie wkracza do naszych
kin i mam nadzieję, że ekranizacja dorówna tak klimatem jak i treścią
papierowemu pierwowzorowi, który serdecznie wam polecam i mam nadzieję, że
dacie się skusić jeszcze przed wizytą w kinie.
Często zdarza nam się popełniać jakieś błędy. Jedne mniej,
drugie bardziej tragiczne. Jedna niewłaściwa decyzja może zmienić wszystko… Nikki Beckett pół roku temu podjęła najgorszą
możliwą decyzję. Wybrała łatwe rozwiązanie, a teraz musi za to zapłacić
najwyższą cenę.
Nikki znikła pół roku temu. Zupełnie niespodziewanie. Bez
pożegnania. Zostawiając po sobie tylko kilka bolesnych słów. Spędziła pół roku
w podziemiu nazywanym Podwiecznością, choć dla niej trwało to aż dekadę. Trwała tam w dziwnym, narkotycznym transie
będąc Karmicielką Cole’a- jednego z Wiecznych, czyli nieśmiertelnych. Żywiła go
swoimi emocjami by mógł żyć wiecznie. W zamian on zabierał to, czego nie
chciała czuć: bólu, cierpienia, rozpaczy… Ale z czasem zaczął zabierać coraz
więcej. Uczucia, wspomnienia, życie…
Zostawiał jedynie pustkę. Jednak jednego nie był w stanie jej zabrać: odległego
obrazu chłopca z brązowymi włosami i brązowymi oczami. Nikki trzymała się tego
obrazu jak ostatniego kawałka nadziei, który chronił ją przed utonięciem i
wiedziała, że dla niego musi jeszcze raz dostać się na powierzchnię. Choćby na
chwilę.
To właśnie dzięki niemu Nikki udało się Powrócić. Jednak
każdy grzech wymaga odkupienia. Dziewczyna ma zaledwie sześć miesięcy, by
wszystko naprawić i by się pożegnać. Potem Podwieczność się o nią upomni i
pochłonie ją już na zawsze.
Romanse paranormalne przyzwyczaiły nas do pewnego wygodnego
schematu: młoda, niezbyt atrakcyjna, nieśmiała dziewczyna poznaje „tajemniczego
i zabójczo przystojnego” natychmiast się w nim zakochuje, rzuca dla niego całe
swoje dotychczasowe życie i po wielu przeszkodach żyją ze sobą długo i
szczęśliwie. Dzięki ci Brodi, że nam tego
oszczędziłaś! Pani Ashton postanowiła bowiem zaserwować nam alternatywną wersję
tego schematu. Historia pokazuje konsekwencje takiego właśnie wyboru i
obrazuje, że obietnice o pięknym życiu nie zawsze mają pokrycie.
To, co wyróżnia powieść, to bardzo ciekawa wizja świata Pod. Mity zostają tu odrobinę
uwspółcześnione, przeplatają się ze sobą i tworzą coś bardzo intrygującego.
Szkoda tylko, że autorka tak pobieżnie potraktowała ten temat. Wierzę jednak,
że w kolejnych tomach, razem z Nikki, która jest również narratorką całej
historii, będziemy odkrywać kolejne warstwy tajemnic Podwieczności.
To, co jest jednak schematyczne w tej książce, to główne
postacie męskie. Mamy tu mrocznego, nieobliczalnego, tajemniczego Cole’a,
związanego z mitologicznym światem Podwieczności, oraz Jacka- zwykłego
nastolatka, czułego, kochającego chłopaka, który przeżył naprawdę wiele złych
rzeczy. Zazwyczaj to ten pierwszy typ bohaterów jest faworyzowany przez
autorów, bo nie od dziś wiadomo, że kobiety właśnie tacy mężczyźni pociągają.
Wybór między tymi dwoma panami pozostawiam Wam, ja jednak skłaniać się będę ku
temu bardziej ludzkiemu elementowi tej historii, gdyż ten drugi ostro grał mi
na nerwach. Mimo to obaj są bardzo ciekawymi postaciami o dokładnie
nakreślonych charakterach wybijających się na tle Edwardopodobnych klonów.
„Podwieczność” nie
jest jedynie kolejnym paranormalnym romansem. To także piękna, spokojna, nostalgiczna
opowieść o ucieczce przed bólem tego świata i o tym, że tak naprawdę ucieczki
nie ma, a prawdziwie walczyć z nim możemy jedynie stawiając mu czoło. Niezwykła
opowieść, w której desperacja miesza się z bólem, a czas ucieka przez palce. To
historia o potędze uczuć, wewnętrznej walce, trudnych wyborach, próbie naprawy
czegoś, co niemal doszczętnie się zniszczyło oraz o tym, jak trudno jest
powiedzieć „żegnaj”. Jeśli Wasze serca są otwarte na takie doznania i emocje
mogę jedynie zaprosić Was do lektury.
8/10
PREMIERA 22 MAJA!
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu: