Wyd. NieZwykłe | Org. Black Wolf | Tom 5 | 294 str. | 38,90 zł | Data wydania: 26.08.2020 r.
Kolejny dzień w towarzystwie zabójców…
Niektóre sekrety nigdy nie
powinny wyjść na jaw. Wbrew pozorom nie zawsze prawda jest lepsza od kłamstwa.
Intryga Nory Kessler odsłoniła najczulsze punkty członków Zakonu i ujawniła ich
najmroczniejsze tajemnice. Teraz wiedzą już o sobie wszystko. Tylko czy będą w
stanie wybaczyć zdradę? Niklas nie ma takiego zamiaru. Tego, co zrobił Victor
nie wybaczy nigdy. Jednak kiedy Izabel prosi go o pomoc w niebezpiecznej misji,
mimo nienawiści do brata, zgadza się wziąć w niej udział. Ich celem jest włoska
mafia zajmująca się handlem kobietami, a konkretnie- Francesca Moretti,
właścicielka całego biznesu, na której klient chce się zemścić osobiście.
Zadanie jest niemal niewykonalne, bo prawdziwa Francesca ukrywa się w
tłumie identycznych, idealnie wyszkolonych sobowtórów. Dla Izabel to zadanie ma
dodatkowo bardzo osobisty wymiar, bo po raz pierwszy będzie musiała
skonfrontować się ze swoim poprzednim życiem. Czy zdoła powstrzymać emocje i
wytrwać w zaplanowanej dla siebie roli? A może rządza zemsty przejmie nad nią
kontrolę?
Wyd. Burda Książki | 352 str. | 39,90 zł | Data wydania: 29.07.2020 r.
Komiks prozą pisany
Skrywa się w cieniu.
Nieuchwytny, tajemniczy, gotowy bronić niewinnych. Zawsze dwa kroki przed
policją, stara się sam utrzymać porządek w swoim mieście, jednocześnie nie
ujawniając własnej tożsamości. Ma sekrety, które wciąż wracają jako koszmary i
rachunki do wyrównania. To on- Obrońca Nocy. Jest jeszcze ona- Melissa.
Dziennikarka, która nie spocznie, póki nie dowie się kto stoi za dystrybucją
zabójczego narkotyku Toxic Cristal. Choć to niebezpiecznie, nikt nie powstrzyma
jej śledztwa. Ani policja, ani nowy szef, a nawet super bohater w masce...
Wyd. NieZwykłe | Org. Hush | Seria Czarny Lotos Tom III | 320 str. | 38,90 zł | Data wydania: 27.03.2019 r.
Na koniec zostaje tylko cisza…
Kiedy milknie huk wystrzału pozostaje tylko cisza. Biała,
pusta i obezwładniająca. Jak odnaleźć w niej siebie? Elizabeth może wreszcie
przestać udawać. Nie jest już Niną. Kłamstwa,
manipulacje, złudzenia- to wszystko należy do przeszłości. Teraz obnażona z
tajemnic, wystawiona na świeczniku swoich największych lęków, musi nauczyć się, jak to jest być kimś
prawdziwym. I jak to jest czuć prawdziwe emocje. Tylko jak to zrobić, kiedy
całe jej życie było intrygą i kłamstwem? Jak
ma wybaczyć sobie wszystkie wyrządzone potworności, kiedy nawet osoba, która ją
kocha, również jej nienawidzi?
„Boję się zostać sama, chociaż w pewnym sensie byłam
sama od zawsze.”
Wyd. NieZwykłe | Org. Reviving Izabel | Seria W towarzystwie zabójców Tom II | 336 str. | 38,90 zł | Premiera: 26.09.2018r.
Gdy mroczna natura przejmuje
kontrolę
Zazwyczaj pragniemy tego, czego nie możemy mieć. Kiedy Sarai
tkwiła w niewoli barona narkotykowego, gdzieś w środku Meksyku, marzyła tylko o
jednym- o wolności. Wiele się jednak wydarzyło od tego czasu. Choć Sarai
odzyskała wolność i normalne życie, nie potrafi się w nim odnaleźć. Nie marzy
już o zwykłej, nudnej egzystencji, lecz o dreszczyku niebezpieczeństwa, który
czuła przy płatnym zabójcy, Victorze Fauście. Życie u jego boku, podobnie jak
niegdyś wolność, pozostaje w sferze nierealnych marzeń dziewczyny, ale Sarai
już raz przekonała się, że „nierealne” nie oznacza „niewykonalne”. Dlatego wyrusza
do Los Angeles, dokonać zemsty na dawnym wrogu i zwrócić na siebie uwagę
mężczyzny, którego nie może zapomnieć. Jednak jej szalony plan udaje się tylko
częściowo. Choć udaje jej się wywabić Victora z jego kryjówki, ściąga
jednocześnie na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo i pali wszystkie mosty
łączące ją z normalnością. Teraz Sarai może podążać tylko w jednym kierunku, mroczną
ścieżką ramię w ramię z Victorem, i choć właśnie tego chciała, rzeczywistość
okaże się o wiele mroczniejsza niż przypuszczała.
Wyd. NieZwykłe | Org. Killing Sarai | Seria W towarzystwie zabójców Tom I | 378 str. | 38,90 zł | Premiera: 11.04.2018 r.
W niebezpiecznym towarzystwie
zabójcy…
Jak wiele można poświęcić, by odzyskać utraconą wolność? Odpowiedź
brzmi- wszystko. Nawet własne życie. To właśnie je kładzie na szali Sarai chowając
się w samochodzie płatnego zabójcy. Dziewczyna doskonale wie co robi. Od wielu
lat planowała swoją ucieczkę, a tajemniczy Amerykanin, mimo swojej profesji,
wzbudza w niej zaufanie i jest jej ostatnią szansą na wolność. Dziewczyna zbyt długo
tkwiła w niewoli barona narkotykowego, dla którego była ulubioną zabawką. Zbyt dużo
widziała. Zbyt dużo przeżyła. Dlatego ucieknie, albo zginie próbując. Jednak już
od momentu, kiedy Sarai skrywa się w samochodzie płatnego zabójcy Victora, nic
nie idzie zgodnie z planem. Uciekając, dziewczyna wydała na siebie wyrok
śmierci, a jej życie, o ironio, spoczywa w rękach mężczyzny, który może je
zakończyć jednym strzałem. Choć Victor powinien odesłać ją z powrotem do jej
dotychczasowego piekła, albo zabić, nie robi ani jednego, ani drugiego. Choć
sam nie wie czemu, postanawia pomóc Sarai, narażając przy tym swoją misję, a
także życie.
Wyd. Editio Red | Seria Mafijna Tom II | 384 str. | Data wydania: 23.05.2018 r.
Uczucia w świecie mafii
Wystarczy jeden błąd, chwila nieuwagi, by sielanka zmieniła
się w koszmar. Niestety w gangsterskim świecie nie ma co marzyć o słynnym „żyli
długo i szczęśliwie”. Tu nic nie jest pewne. Przyjaciel może okazać się
wrogiem, a wróg przyjacielem. Żyje się z dnia na dzień, cały czas z lufą
przystawioną do skroni. W świecie mafii miłość jest słabością, a słabością
Marcusa jest Nicole. Choć niespodziewane uczucie do dziewczyny sprawiło, że
mężczyzna dotknął nieba, niestety związana z nim utrata czujnościkosztowała go bolesny upadek. Teraz oboje
tkwią na samym dnie piekła, z którego nie ma ucieczki. Czy odnajdą drogę do
siebie? Czy ich miłość okaże się wystarczająco silna, by przetrwać mimo
traumatycznych wydarzeń?
Wyd. Lucky | 320 str. | 36,90 zł | Premiera: 21.11.2017 r.
Iron Woman na praktykach u
genialnego przestępcy
Bycie kobietą wcale nie jest proste. Staje się jednak
jeszcze trudniejsze, gdy jest się jedyną przedstawicielką płci pięknej w tłumie
(głównie) starszych braci. Może jednak okazać się wręcz nie do zniesienia, gdy
ludzie nie widzą w tobie żadnych kobiecych cech, bez mrugnięcia okiem uznają za
kolejnego syna twoich rodziców, a nawet matka najlepszej przyjaciółki od lat
uważa, że jesteś chłopakiem jej córki. Tak wygląda jednak codzienność Wiki, w
której przypadku określenie „płeć piękna” jest mało śmiesznym żartem.
Nie przed wszystkim można uciec wciskając
gaz do dechy
Do zorganizowania perfekcyjnego napadu potrzebny jest dobry
plan i doświadczeni przestępcy. Ale to dopiero połowa sukcesu. Kiedy torby są
już wypchane pieniędzmi po brzegi, trzeba jeszcze uciec z miejsca zdarzenia. I
tu właśnie wkracza Baby Driver. W tej historii robi za kierowcę i nic poza
czterema kółkami zdaje się go nie obchodzić. Prowadzi odkąd zaczął sięgać
kierownicy i jest w tym piekielnie dobry. Bycie współprzestępcą nie jest jego
wymarzoną posadą, ale nie ma wyboru. Jedna niewłaściwa decyzja sprawiła, że do
dziś musi spłacać dług wobec niebezpiecznego gangstera. Jeszcze tylko jeden
skok i będzie wolny. Teoretycznie…
Wydawnictwo Akurat | 432 str. | 39.90 zł | Premiera 23.11.2016 r.
Żądny zemsty agent, gadający pies i całkiem
żywy trup,
kontra grzechy zatrutego miasta
Nasz świat
od zawsze był podzielony na Stronę Dnia i Stronę Nocy. W tej pierwszej żyjemy my, zwykli
śmiertelnicy, za to w drugiej skrywają się wszelkiej maści potworności znane z
legend: orisze, duchy, wampiry, wróże, dżiny, bogowie- długo by wymieniać. Między
obiema stronami jest wyraźna granica, rozejm, który reguluje Traktat. Nie
wszyscy są jednak skłonni respektować prawo, dlatego powstała specjalna
jednostka policji mająca za zadanie dbać o przestrzeganie traktatu. Nietypowa
praca sprzyja niekonwencjonalnym metodom jej wykonywania, co często sprowadza
się do używania magii, a ta okazuje się zaskakująco kapryśna i trudna do
okiełznania.
reżyseria: Tim Miller | gatunek: akcja, komedia, romans | 120 minut | premiera: 12 lutego 2016 r.
OFICJALNY OPIS:
Ekranizacja jednego z
najoryginalniejszych komiksów Marvel Comics. Wade Wilson (Ryan Reynolds) -
niegdyś agent służb specjalnych, a obecnie najemnik - poddany zostaje
nielegalnemu eksperymentowi, w wyniku którego nabywa niezwykłych mocy
samouzdrawiania. Odtąd staje się znany jako "Deadpool" i wyposażony w
nowe zdolności oraz czarne poczucie humoru wyrusza z misją wymierzenia
sprawiedliwości człowiekowi, który niemal zniszczył mu życie.
Rok 2015. Od wydarzeń ukazanych w
"Parku jurajskim" mija 22 lata. Wyspa Isla Nublar wyposażona jest w
pełni działający park rozrywki, w którym żyją przywrócone za pomocą klonowania
dinozaury. Pewnego dnia prowadzący eksperymenty naukowcy tworzą zupełnie nowego
dinozaura, który posiada cechy dwóch gadów: welociraptora i tyranozaura.
Wszystko idzie zgodnie z planem do czasu, gdy stwór wymyka się z parku.
Lucy
(Scarlett Johansson) mieszkająca na Tajwanie studentka zostaje namówiona przez
swojego chłopaka do dostarczenia ważnej teczki pewnemu biznesmenowi. Zanim
jeszcze dziewczyna zorientuje się w co została wplątana, stanie się
zakładniczką bezwzględnego pana Janga (Choi Min Sik), na którego rozkaz do
organizmu Lucy zostanie chirurgicznie wszyta paczka z silną syntetyczną
substancją przypominającą narkotyk. Przypadkowo substancja chemiczna
rzeczywiście przenika do organizmuLucy. Pod jej wpływem ciało
dziewczyny zaczyna podlegać niewyobrażalnym transformacjom, a najbardziej
doświadcza tego mózg, którego potencjał zostaje uwolniony i osiąga
zdumiewające, pozostające dotychczas jedynie w sferze hipotez możliwości... Z
ogromną intensywnością zaczyna odczuwać wszystko, co znajduje się wokół niej -
powietrze, wibracje, ludzi, nawet grawitację. Rozwijają się u niej również
cechy nadludzkie - telepatia, telekineza, niezwykle rozległa wiedza oraz
zapierająca dech w piersiach kontrola nad materią.
Zwiastun:
Recenzja:
Bohaterka
z przypadku
Przeciętny dwunożny obywatel planety Ziemia, używa zaledwie
10% swojego mózgu. Choć wydaje się, że to mało, naprawdę wiele udało nam się
tymi dziesięcioma procentami zdziałać. Mamy nowoczesne technologie, szukamy
nowych źródeł energii i zwiedzamy kosmos. Człowiek jest jednak z natury
nienasycony i zawsze chce więcej niż ma. A co jeśli wykorzystywalibyśmy więcej
niż te marne 10% naszego umysłu? Jakie otworzyłyby się przed nami drogi i
udogodnienia? A co stanie się gdy osiągniemy 100%?
Na te i inne pytania odpowiada Luc Besson, używając jako
królika doświadczalnego Bogu ducha winnej studentki, mieszkającej w Tajwanie.
Lucy zostaje poproszona przez swojego nowego partnera (o wątpliwej reputacji,
dodajmy), o przekazanie pewnej teczki tajemniczemu biznesmenowi. Zmuszona
podstępem dziewczyna ku swojemu niezadowoleniu wykonuje zadanie. Jednak to
wydarzenie zmienia całe jej życie. W ciągu kilku minut jej partner zostaje
zabity, a ona sama uwięziona. Okazuje się, że teczka zawiera paczuszki z
podejrzaną substancją, która ma zostać sprzedana w Europie jako nowy narkotyk. By
nie wzbudzać podejrzeń, przemytnicy postanawiają przetransportować ją we
wnętrznościach Lucy i trzech innych osób. W skutek wypadku dziwna substancja
przedostaje się jednak do organizmu dziewczyny i wywołuje szereg
niewytłumaczalnych reakcji, nie tylko ze strony jej ciała, ale przede wszystkim
ze strony umysłu, który może ona teraz wykorzystywać w większym stopniu.
Zyskując coraz to nowsze zdolności, Lucy zaczyna się zastanawiać co stanie się
kiedy dotrze do 100% i jak je dobrze wykorzystać.
O tym, że mózg Lucy wkracza na nowy, procentowy poziom,
dowiadujemy się nie tylko za sprawą jej osiągnięć, ale też w bardziej dosłowny
sposób, z migawek ukazujący dokładną liczbę jaka określa jej umysł w danym momencie.
Dla widza ma to w pewnym sensie charakter rozdziałów, bo dodatkowo podkreśla
zmiany, które zachodzą w bohaterce. Luc
Besson jest znany z oryginalności i niekonwencjonalnych rozwiązań, a „Lucy”
miała duży potencjał, by stać się czymś wartościowym, kolejną ciekawą teorią i
znakiem zapytania w dyskusji o niezbadanych obszarach ludzkiego umysłu.
Niestety reżyser strasznie mnie rozczarował wybierając łatwiejszą drogę do
sukcesu, stawiając na sprawdzone kino akcji. Nie miałabym nic przeciwko temu,
gdyby nie wpłynęło to na spłycenie, najważniejszego wątku i ograniczenie go do
znanych mi już teorii.
Najbardziej bije po oczach ogromne podobieństwo do
„Transcedencji”, która stała się chyba inspiracją dla tego projektu. Mniej lub
bardziej świadomie zostały tu zgapione ważne elementy fabuły. Sam pomysł
uwolnienia umysłu, kontroli nad ciałem i wkroczenia do sfery cyfrowej, był
obecny w obydwu produkcjach. Podobnie jak próba naprawy świata i wykorzystania
nowych umiejętności w słusznym celu. Luc Besson poszedł nawet nieco dalej,
próbując wytłumaczyć narodziny świadomości i ludzkiej inteligencji, jednak
zupełnie mnie ta wizja nie przekonała. Sam motyw narkotyku, będącego kluczem
otwierającym ludzki umysł jest też doskonale znany z innej produkcji, a mianowicie „Jestem bogiem” z 2011 roku z Bradleyem Cooperemw roli głównej.
Jeśli chodzi o obsadę można wyróżnić w niej dwie
teoretycznie mocne figury. Dlaczego teoretycznie? Szkopuł tkwi w porównaniach.
Choć Scarlett Johansson, czyli tytułowa Lucy, to dobra aktorka i nie mogę jej nic zarzucić, bo sprawdza się
świetnie w naprawdę różnych produkcjach, to nic nie mogę poradzić na to, że w
porównaniu do fenomenalnego Johnny'ego Deppa, grającego analogiczną postać w innej
produkcji, wypada zwyczajnie słabo. A figura numer dwa? To profesor Norman, zgłębiający
potencjał ludzkiego umysłu. Gra go kapitalny w każdej odsłonie Morgan Freeman,
który jednak chyba odrobinę za bardzo zasiedział się w roli profesorów, bo
dosłownie IDENTYCZNĄ rolę zagrał we wspomnianej wcześniej „Transcedencji”…
Podsumowując „Lucy” to dobre kino akcji, pełne dynamizmu,
nieoczekiwanych zwrotów fabularnych, pościgów, strzelanin i przekrętów w
mafijnym świecie. Niestety jeśli oczekujecie od tej produkcji czegoś więcej,
możecie się rozczarować, bo nie doświadczycie tu niczego, co już nie zostałoby
wcześniej wykorzystane. Jaki wysnułam morał z tej opowieści? Patrząc na Lucy
doszłam do wniosku, że 10% procent to całkiem sporo i w zupełności mi wystarczy
;-)
Labirynt, to jedno z najbardziej fascynujących, ale też
budzących grozę miejsc, jakie można sobie wyobrazić. Nie od dziś jest
inspiracją, wszyscy chyba pamiętamy „Labirynt
Fauna”, czy jedno z zadań w czwartej części „Harry’ego Pottera”. Również James Dashner, autor „Więźnia Labiryntu”, dał się zainspirować
temu miejscu. Nic dziwnego, w końcu to ogromna zagadka, setki korytarzy pełnych
tajemnic i ogromne pole dla wyobraźni. Zasadniczo mimo tych tajemnic, labirynt
jest tylko łamigłówką, w której trzeba znaleźć drogę do wyjścia. Jednak czy
zawsze to wyjście istnieje?
„Powstał, rozpoczynając nowe życie, otoczony przeszywającą
ciemnością i stęchłym zakurzonym powietrzem.”
Tak właśnie rozpoczyna się opowieść nastoletniego Thomasa.
Dlaczego „nowe życie”? Cóż, o tym „starym” nie opowie wam zbyt wiele. Tak się
bowiem składa, że właśnie obudził się w pędzącej ku górze windzie, nie mając
kompletnie pojęcia kim jest, ani co się właściwie dzieje. Jedyne, co mu
pozostało to imię i setki pytań kłębiących się w głowie. Niestety od tej pory
pytań będzie już jedynie więcej. Gdy winda w końcu się zatrzymuje, oczom
Thomasa ukazuje się niezwykły widok. Grupa nastoletnich chłopców wita go w
miejscu zwanym Strefą, dookoła której wznosi się mroczny Labirynt. Rozwiązanie
wydaje się proste- znaleźć wyjście i uciekać. Jednak w Strefie nic nie jest
proste. Każdej nocy Labirynt zamyka się a jego ściany zmieniają położenie.
Jakby tego było mało, korytarzy Labiryntu strzegą dziwne i śmiertelnie niebezpieczne
istoty. Choć Streferzy każdego dnia szukają wyjścia, nie maję tak naprawdę
żadnego punktu zaczepienia. Żaden z nich nie pamięta bowiem niczego ze swojej
przeszłości. Czasu jest jednak coraz mniej. Gdy następnego dnia po Thomasie, do
Strefy przybywa pierwsza dziewczyna, przynosząc ze sobą niepokojącą wiadomość, wszyscy
wiedzą, że nic już nie będzie takie jak kiedyś.
„Ocean emocji zalewał jego umysł i serce. Zdezorientowanie. Ciekawość.
Panika. Strach. Jednak przede wszystkim ogarniało go ponure uczucie rozpaczy,
jak gdyby świat, który znał, przestał istnieć, został wymazany z jego pamięci i
zastąpiony obrzydliwym substytutem. Pragnął uciec jak najdalej od tych ludzi i
tego miejsca.”
Co mogę powiedzieć Wam o Strefie? Nie jest to zdecydowanie
miejsce, do którego wybralibyście się na wakacje. Pozornie tętni tam życie,
panuje ład i spokój. Każdy Strefer ma jasno określone obowiązki, które wykonuje
każdego dnia. Są też zasady, których nikt nie może łamać, i kary, których każdy
wolałby uniknąć. Streferzy mają własny, unikalny język, którym się posługują (a
nawet oryginalne przekleństwa, które w sprytny sposób zastępują te powszechnie
znane) i tworzą coś na kształt małego państwa. Na pierwszy rzut oka wszystko
jest więc całkiem normalne, oczywiście dopóki nie przekroczysz progu Labiryntu,
gdzie zasady przestają obowiązywać. Każdego
dnia chłopcy ryzykując życie szukają wyjścia, którego zdaje się nie być,
pragnąc wrócić do domu, którego nie pamiętają. Co okaże się kluczem do zagadki?
Obok miejsca akcji, bardzo ważnym aspektem są ludzie, którzy
w tym miejscu żyją. Choć każdemu z nich autor odebrał pamięć i wspomnienia, nie
znaczy to, że wymazał ich unikalne charaktery. Choć poznajemy tylko wybranych spośród
wielu mieszkańców Strefy, to tyle wystarczy by docenić bogactwo i różnorodność postaci.
Można znaleźć masę przymiotników do określenia każdego z nich. Jednych z
miejsca można pokochać, a innych błyskawicznie znienawidzić. Są też tacy,
których ciężko rozgryźć, ale zdecydowanie każdy przykuwa uwagę. Postaci są więc
kolejną bardzo mocną stroną książki, ale co ważne- nie jedyną.
„Powracające do niego wspomnienia były bardzo mgliste. A do świata
spowitego mgłą światło nie dociera.”
Najważniejszym aspektem jest bowiem doskonale skonstruowana
fabuła, w której skrzy się od akcji, tajemnic i niebezpieczeństw. Choć powieść
jest dosyć gruba, autor doskonale rozplanował akcję, tak by nawet przez chwilę
nie stała w miejscu, ani nie nużyła czytelnika. Jest to jedna z tych książek,
które nie tylko się czyta, ale przeżywa razem z bohaterami, przez co chwilami
miałam wrażenie, jakbym dosłownie biegła w maratonie. Autor doskonale opisał
uczucia, jednak ponad wszystko przebija się napięcie i adrenalina. Poziom
powieści jest naprawdę wysoki i trochę się obawiałam, czy pan Dashner nie wziął
odrobinę za dużo na swoje barki i czy da radę skonstruować zadowalające
zakończenie. Spisał się jednak doskonale, pozostawiając czytelnika
zaniepokojonego i spragnionego kontynuacji, która mam nadzieje, dorówna swojej
poprzedniczce.
O CZYM?„Więzień
Labiryntu” to niezwykła dystopijna opowieść o poszukiwaniu wyjścia wśród
setek ślepych zaułków, oraz o ludzkich słabościach, sile, odwadze, przyjaźni i
granicach wytrzymałości. Mimo sporej ilości stron, powieść czyta się szybko,
lekko i bez zgrzytów, a wręcz nie da się ukryć rozczarowania, jak błyskawicznie
się ona kończy. Jest to kolejny bestseller, który właśnie wkracza do naszych
kin i mam nadzieję, że ekranizacja dorówna tak klimatem jak i treścią
papierowemu pierwowzorowi, który serdecznie wam polecam i mam nadzieję, że
dacie się skusić jeszcze przed wizytą w kinie.
Kierowca
rajdowy - Tobey - wychodzi z więzienia po odsiedzeniu kary za przestępstwo, w
które wrobił go dawny wspólnik. Szukając okazji do zemsty zgłasza akces do
nielegalnych, ekstremalnych rajdów ulicznych. Tymczasem dawny wspólnik na wieść
o jego uwolnieniu, wyznacza nagrodę za jego głowę.
Zwiastun:
Recenzja:
Coś więcej
niż wyścig
Już na samym początku muszę przyznać, że nie jestem fanką
filmów, których motywem przewodnim są wyścigi, szybkie auta i tym podobne
sprawy. Na „Need for speed” dałam się namówić w zasadzie tylko dlatego, że
mojemu chłopakowi bardzo zależało na obejrzeniu tego filmu. Nie jestem wybredna
więc myślałam, że spędzę w kinie 130 minut oglądając przyjemny film i wyjdę z
kina zadowolona ale nie zachwycona. Bardzo się pomyliłam, bo oto zupełnie
niedoceniany przeze mnie film stał się jednym z lepszych, jakie ostatnio
widziałam!
Tobey Marshall prowadzi wraz z paczką przyjaciół warsztat
samochodowy, zalega jednak ze spłatą kredytu a pieniądze wygrane w nielegalnych
wyścigach już nie wystarczają by pokryć długi. Przyparty do muru jest zmuszony
przyjąć zlecenie od swojego wroga Dino Brewstera, który oferuje mu ogromną sumę
za dokończenie Forda Mustanga. Tobey decyduje się na taki układ jednak pewnego
dnia bardzo pożałuje układów z wrogiem. Podczas pewnego nielegalnego wyścigu
dochodzi bowiem do tragedii i choć to Dino jest za nią odpowiedzialny zrzuca
całą winę na Tobey’ego. Gdy po latach chłopak wychodzi z więzienia postanawia
za wszelką cenę udowodnić winę Dina i pomścić śmierć przyjaciela. A dokonać
tego chce biorąc udział w legendarnym wyścigu…
Generalnie fabuła wydaje się być prosta i bardzo podobna do
wszystkich innych, proponowanych nam w podobnych filmach. A jednak coś ujęło
mnie w tej produkcji za serducho i nie chce puścić. Składa się na to cała masa
czynników. Po pierwsze świetni aktorzy. Aaron
Paul jako Tobey bardzo mi się podobał. Musiał odegrać całą gamę emocji i
żadnej nie pominął. Zachwycił mnie też jego hipnotyczny głos, który pokochałam
już w zwiastunie. Imogen Poots w
roli charyzmatycznej angielki Julii też była cudowna. Nie dało się jej nie
polubić, a jej kobiecy akcent w filmie sprawi, że produkcja stanie się o wiele
atrakcyjniejsza również dla płci pięknej ( Imogen
i Aaron grali już w tym roku razem w filmie „Nauka spadania”, nie
omieszkam sprawdzić jak tam sobie poradzili). Garażowa ekipa Tobey’ego okazała
się nie tylko paczką zgranych kumpli pracujących jak dobrze naoliwiony
mechanizm, ale dodawała też produkcji wielu zabawnych momentów. Za to Dominic Cooper w roli Dino sprawiał
samym swoim wyglądem, że miałam ochotę uderzyć go w twarz. Rasowy dupek-
idealny w tej roli ;-)
Na pochwałę zasługuje też cała oprawa wizualna. Fanów
motoryzacji zachwycą świetne auta (znam nawet kilka dzięki oglądaniu Top Gear).
Ja na autach się nie nam, ale nawet mi ryk silnika podnosił ciśnienie. Podobno wszystkie popisowe numery zostały
nakręcone a nie stworzone komputerowo. Nie mnie to oceniać, ale trochę ciężko
mi sobie wyobrazić, że te wszystkie cuda, które widziałam na ekranie były w
100% realistyczne. Ale nie tylko samochody robią wrażenie. Wzrokowcy na pewno
będą zadowoleni, bo nawet krajobrazy są niezwykle plastyczne i doskonale
dobrane.
Co jeszcze mnie urzekło? Po tych ludziach dosłownie było
widać, że dla nich to nie są po prostu wyścigi. To sztuka. A nawet „sztuka najwyższych lotów” jak powiedział jeden z bohaterów. Do tego (jak to dostrzegł mój
chłopak) emocje były naprawdę realne. Kierowcy pędząc 300 km/h nie udają
wyluzowanych i pewnych siebie. Są skupieni, zestresowani, widać wręcz pot
kroplący się na czołach.
Do tego muzyka- wprost perfekcyjna. Szczególnie zapadł mi w
pamięć zanany wcześniej kawałek Linkin
Park- „Roads untraveled” (do
posłuchania poniżej)
Nie jest to tylko film o nielegalnych wyścigach i szybkich
autach. Jest to opowieść o honorze i sprawiedliwości. Dla Tobey’ego De Leon to
wyścig nie po zwycięstwo, ale po przebaczenie, odkupienie, zemstę. Akcja pędzi
nieprzerwanie a za każdym razem kiedy wydaje nam się, że lekko spowalnia, nagle
przyspiesza ze zdwojoną mocą. Zwrotów akcji nie sposób zliczyć i są tak
niespodziewane, że za każdym razem wbijało mnie w fotel. Historia dostarcza
wielu wzruszeń, ale były też momenty, kiedy śmiałam się jak głupia. W zasadzie
nie wiem komu film mógłby się nie spodobać bo skoro podobał się mi- osobie nie
gustującej ani w filmach akcji, ani w wyścigowych furach, oraz mojemu
chłopakowi, który zna wszystkie filmy z tego gatunku na pamięć, a ocenę
ustaliliśmy wspólnie i jednogłośnie. Film tylko utwierdził mnie w przekonaniu,
że nie ma sensu ograniczać się jedynie do ulubionych gatunków, bo te pozornie
nielubiane mogą okazać się zaskakująco atrakcyjne. Seans dostarczył mi masy
wrażeń i wyszłam z kina naprawdę zadowolona. Za to niezwykle pozytywne zaskoczenie
nie widzę żadnych przeciwwskazań by wystawić maksymalną ocenę. W swoim gatunku
jest to jedna z najlepszych produkcji.
Adam, potwór stworzony przez doktora
Frankensteina, od ponad 200 lat żyje samotnie, kryjąc swoją tożsamość przed
ludźmi. Obdarzony ogromną siłą i wytrzymałością, wytrenowany w sztukach walki,
broni naszego gatunku przed zakusami istot rodem z najgorszych koszmarów.
Nieoczekiwanie i wbrew swojej woli zostaje uwikłany w odwieczną wojnę pomiędzy
dwoma klanami nieśmiertelnych. Obie frakcje chcą odkryć sekret jego
zmartwychwstania, by dzięki niemu zdobyć kontrolę nad armią żywych trupów.
Zwiastun:
Opinia:
Moja wiedza na temat Frankensteina zawsze była bardzo
ograniczona. Szczerze mówiąc nie wiedziałam nawet czy to potwór czy jego twórca
się tak nazywał. Wszystkie luki zostały jednak uzupełnione po obejrzeniu
fantastycznego filmu w reżyserii Stuarta Beattie. Potwór stworzony przez szalonego naukowca
zemścił się na swoim twórcy. Nie zaznał jednak przez to spokoju. Pozbawiony
celu włóczy się po świecie skazany na wieczne życie w ciele bez duszy. Wszystko
zmienia się, kiedy na jego drodze stają demony, które usiłują go porwać. Wkrótce
ostaje wplątany w odwieczną wojnę pomiędzy demonami a gargulcami. Wojnę o losy
ludzkości. Nadchodzi czas, kiedy musi
wyjść z cienia, bo choć nie prosił się o życie, to nie ma zamiaru go oddać. I
będzie za nie walczył. Za wszelką cenę.
Tempo akcji zaskakuje już od pierwszej chwili, w zasadzie
już pierwszy kwadrans seansu był niezwykle dynamiczny i co ciekawe- tempo nie
zwalniało aż do ostatniej minuty! Film jest wprost przepełniony akcją,
nieprzewidywalnością, napięciem i walką. Walki jest tam szczególnie dużo i nie
ma się czemu dziwić- mamy przecież wojnę. Skala śmierci też jest rażąca, wielu
poznanych bohaterów nie pozna zakończenia tej historii. Nie znaczy to wcale, że
na ekranie zobaczymy jedną wielką krwawą miazgę. Wręcz przeciwnie, zamiast krwi
dostajemy bowiem… ogień. I to całe morze ognia. Myślę, że nawet Małgosia
Foremniak była by usatysfakcjonowana (jeśli oglądacie „Mam talent” powinniście
wiedzieć co mam na myśli J
)
Wspominałam nieprzewidywalność, ale paradoksalnie
największym zaskoczeniem dla widza jest sam główny bohater. Ciężko go rozgryźć
i dobrze poznać, bo on sam nie wie do końca kim jest. Jako twór pozbawiony
duszy nie jest przyzwyczajony do dbania o kogokolwiek poza sobą, nie wiemy więc
do końca jakie podejmie decyzje w związku z wojną i czy w ogóle da się w nią
wciągnąć. Jak ma zaufać komukolwiek, skoro nie ufa nawet sobie?
Co ciekawe w filmie próżno szukać jakiegokolwiek wątku
romantycznego, choć teoretycznie były powody by sądzić, że taki będzie.
Filmowcy przyzwyczaili nas, że w każdej produkcji obowiązkowo musi znaleźć się
miłość, lub chociażby pożądanie. W końcu skoro zombie może kochać, to
Frankenstein chyba tym bardziej? Tu
jednak priorytety są nieco inne i choć początkowo byłam odrobinę rozczarowana,
to po namyśle muszę przyznać, że było to dobre posunięcie, ponieważ taki wątek
był faktycznie zbędny.
Film opowiada o drodze głównego bohatera do poznania
własnego „Ja”, akceptacji siebie i znalezieniu celu w życiu. Tytuł „Ja,
Frankenstein” nie jest więc przypadkowy. Bohater nie należy do żadnego znanego
mu gatunku, nie jest demonem, gargulcem, ani nawet człowiekiem. Usiłuje
więc odkryć CZYM lub KIM tak naprawdę
jest.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tej barwnej, dopracowanej i
dynamicznej produkcji i polecam ją wszystkim fanom dobrego kina.
Ta historia mogła się przydarzyć Tobie, mnie. Każdemu z nas…
Zwyczajna wyprawa z
przyjaciółmi…
Góry, potoki i dzika przyroda Nevady. Indiański przewodnik,
impreza przy ognisku, miłe chwile z dala od domu. Coś jednak wisi w powietrzu.
Coś dziwnego, nieznajomego i niebezpiecznego. Lekkie trzęsienia ziemi, brak
zasięgu i dziwne odgłosy dochodzące z lasu to dopiero początek. Nie wyobrażasz
sobie nawet, co Cię czeka. Gdy obudzisz się następnego dnia, Twój świat stanie
na głowie. Dosłownie. I nic już nie będzie takie samo…
Z czym kojarzą się wam wycieczki? Mi z relaksem, błogim
lenistwem i masą fantastycznych wspomnień. Mniej więcej takie plany mieli
Heather, Sally, Ethan, Wendy, Max, Marcus i Nolan. Ich losy potoczyły się
jednak zupełnie inaczej. Sielanka kończy się zanim tak naprawdę się zaczęła.
Nieoczekiwanie bohaterowie stają w obliczu ogromnej katastrofy i są zmuszeni
walczyć o życie w obcym i wrogim świecie. Jedyne, czego pragną to przerwać ten
koszmar i odnaleźć rodziny. Nie będzie to jednak proste…
Bohaterowie, których wykreował Marcin Mortka, to postaci o
bardzo zróżnicowanych charakterach i osobowościach. Jednak w każdym przypadku,
bez wyjątku, w obliczu wstrząsających wydarzeń zachodzą ogromne zmiany. Jednym
wychodzi to na dobre, innym- wręcz przeciwnie. Czytając książkę jesteśmy, więc
świadkami ogromnej zmiany zachodzącej w znanym nam świecie, ale przede wszystkim
reakcji bohaterów na te zmiany. Czyni to powieść jeszcze bardziej zaskakującą i
nieprzewidywalną.
Styl autora jest prosty, ale jednocześnie bardzo plastyczny
i obrazowy. Wczucie się w akcję i opisywane wydarzenia nie stanowi większego problemu,
mimo iż zostajemy niemal z marszu wrzuceni w wir akcji. A uwierzcie mi, akcji
tu nie brakuje. Choć książka nie ma zbyt wielu stron, to natężenie różnorodnych
zwrotów akcji, dynamicznych scen i pełnych napięcia sytuacji jest wręcz
niewyobrażalnie wielkie. Autor ani przez chwilę nie nudzi czytelnika i stale
funduje mu kolejne niezwykłe niespodzianki. Jedyne, czego możemy być pewni, to
fakt, że nie możemy być pewni niczego.
„Dom pod pękniętym niebem”nie jest jednak aż tak oryginalny jak się
spodziewałam. Ci którzy czytali „Prochy”- Ilsa J. Bick, czy „Co wylądowało w lesie Rendlesham”Mateusza Kudrańskiego z pewnością znajdą kilka
oczywistych podobieństw. Trochę obawiałam się, że wyjdzie mały „składak” jednak
jak się szybko okazało- niepotrzebnie. Mimo, że „coś podobnego już się kiedyś pojawiło”
w ostatecznym rozrachunku pan Mortka wybiera inną drogę i składa w nasze ręce
ciekawą i nietuzinkową opowieść. A do tego jak zapakowaną! Przyznajcie, że
okładka jest kapitalna!
O CZYM?Opowieść
o końcu świata, opowiedziana w oryginalny sposób. Dynamiczna, pełna zakrętów historia
zarówno dla młodszej jak i starszej młodzieży. Autor stworzył w niej całą gamę niesamowitych
potworów. Jedne są mniej, a inne bardziej straszne. Jak zwykle morał jest
jednak ten sam: to człowiek jest najokrutniejszym z nich.
Gdy przeczytałam ostatnią stronę powieści, postanowiłam
zrobić małe porównanie. Wróciłam, więc jeszcze na moment do początku tej
historii. Powiem Wam, że choć dokładnie znałam całą opowieść. Ba! Można powiedzieć,
że wraz z bohaterami ją przeżyłam, to i tak doznałam niemałego szoku. Kontrast
jest ogromny. Przez te 270 stron niemal wszystko się zmienia. Choć byłam
święcie przekonana, że to pojedyncza opowieść teraz widzę, że kontynuacja jest
wręcz konieczna i czekam na nią z niecierpliwością!
Ocena:
8/10
Za przeżycie niezwykłej przygody serdecznie
dziękuję