Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuczna inteligencja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuczna inteligencja. Pokaż wszystkie posty

4 grudnia 2014

„Lucy” (film)



Opis:

Lucy (Scarlett Johansson) mieszkająca na Tajwanie studentka zostaje namówiona przez swojego chłopaka do dostarczenia ważnej teczki pewnemu biznesmenowi. Zanim jeszcze dziewczyna zorientuje się w co została wplątana, stanie się zakładniczką bezwzględnego pana Janga (Choi Min Sik), na którego rozkaz do organizmu Lucy zostanie chirurgicznie wszyta paczka z silną syntetyczną substancją przypominającą narkotyk. Przypadkowo substancja chemiczna rzeczywiście przenika do organizmu Lucy. Pod jej wpływem ciało dziewczyny zaczyna podlegać niewyobrażalnym transformacjom, a najbardziej doświadcza tego mózg, którego potencjał zostaje uwolniony i osiąga zdumiewające, pozostające dotychczas jedynie w sferze hipotez możliwości... Z ogromną intensywnością zaczyna odczuwać wszystko, co znajduje się wokół niej - powietrze, wibracje, ludzi, nawet grawitację. Rozwijają się u niej również cechy nadludzkie - telepatia, telekineza, niezwykle rozległa wiedza oraz zapierająca dech w piersiach kontrola nad materią.

Zwiastun:

Recenzja:

Bohaterka z przypadku

Przeciętny dwunożny obywatel planety Ziemia, używa zaledwie 10% swojego mózgu. Choć wydaje się, że to mało, naprawdę wiele udało nam się tymi dziesięcioma procentami zdziałać. Mamy nowoczesne technologie, szukamy nowych źródeł energii i zwiedzamy kosmos. Człowiek jest jednak z natury nienasycony i zawsze chce więcej niż ma. A co jeśli wykorzystywalibyśmy więcej niż te marne 10% naszego umysłu? Jakie otworzyłyby się przed nami drogi i udogodnienia? A co stanie się gdy osiągniemy 100%?



Na te i inne pytania odpowiada Luc Besson, używając jako królika doświadczalnego Bogu ducha winnej studentki, mieszkającej w Tajwanie. Lucy zostaje poproszona przez swojego nowego partnera (o wątpliwej reputacji, dodajmy), o przekazanie pewnej teczki tajemniczemu biznesmenowi. Zmuszona podstępem dziewczyna ku swojemu niezadowoleniu wykonuje zadanie. Jednak to wydarzenie zmienia całe jej życie. W ciągu kilku minut jej partner zostaje zabity, a ona sama uwięziona. Okazuje się, że teczka zawiera paczuszki z podejrzaną substancją, która ma zostać sprzedana w Europie jako nowy narkotyk. By nie wzbudzać podejrzeń, przemytnicy postanawiają przetransportować ją we wnętrznościach Lucy i trzech innych osób. W skutek wypadku dziwna substancja przedostaje się jednak do organizmu dziewczyny i wywołuje szereg niewytłumaczalnych reakcji, nie tylko ze strony jej ciała, ale przede wszystkim ze strony umysłu, który może ona teraz wykorzystywać w większym stopniu. Zyskując coraz to nowsze zdolności, Lucy zaczyna się zastanawiać co stanie się kiedy dotrze do 100% i jak je dobrze wykorzystać.

O tym, że mózg Lucy wkracza na nowy, procentowy poziom, dowiadujemy się nie tylko za sprawą jej osiągnięć, ale też w bardziej dosłowny sposób, z migawek ukazujący dokładną liczbę jaka określa jej umysł w danym momencie. Dla widza ma to w pewnym sensie charakter rozdziałów, bo dodatkowo podkreśla zmiany, które zachodzą w bohaterce.  Luc Besson jest znany z oryginalności i niekonwencjonalnych rozwiązań, a „Lucy” miała duży potencjał, by stać się czymś wartościowym, kolejną ciekawą teorią i znakiem zapytania w dyskusji o niezbadanych obszarach ludzkiego umysłu. Niestety reżyser strasznie mnie rozczarował wybierając łatwiejszą drogę do sukcesu, stawiając na sprawdzone kino akcji. Nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby nie wpłynęło to na spłycenie, najważniejszego wątku i ograniczenie go do znanych mi już teorii.


Najbardziej bije po oczach ogromne podobieństwo do „Transcedencji”, która stała się chyba inspiracją dla tego projektu. Mniej lub bardziej świadomie zostały tu zgapione ważne elementy fabuły. Sam pomysł uwolnienia umysłu, kontroli nad ciałem i wkroczenia do sfery cyfrowej, był obecny w obydwu produkcjach. Podobnie jak próba naprawy świata i wykorzystania nowych umiejętności w słusznym celu. Luc Besson poszedł nawet nieco dalej, próbując wytłumaczyć narodziny świadomości i ludzkiej inteligencji, jednak zupełnie mnie ta wizja nie przekonała. Sam motyw narkotyku, będącego kluczem otwierającym ludzki umysł jest też doskonale znany z innej produkcji, a  mianowicie „Jestem bogiem” z 2011 roku z Bradleyem Cooperem w roli głównej.

Jeśli chodzi o obsadę można wyróżnić w niej dwie teoretycznie mocne figury. Dlaczego teoretycznie? Szkopuł tkwi w porównaniach. Choć Scarlett Johansson, czyli tytułowa Lucy, to dobra aktorka  i nie mogę jej nic zarzucić, bo sprawdza się świetnie w naprawdę różnych produkcjach, to nic nie mogę poradzić na to, że w porównaniu do fenomenalnego Johnny'ego Deppa, grającego analogiczną postać w innej produkcji, wypada zwyczajnie słabo. A figura numer dwa? To profesor Norman, zgłębiający potencjał ludzkiego umysłu. Gra go kapitalny w każdej odsłonie Morgan Freeman, który jednak chyba odrobinę za bardzo zasiedział się w roli profesorów, bo dosłownie IDENTYCZNĄ rolę zagrał we wspomnianej wcześniej „Transcedencji”…



Podsumowując „Lucy” to dobre kino akcji, pełne dynamizmu, nieoczekiwanych zwrotów fabularnych, pościgów, strzelanin i przekrętów w mafijnym świecie. Niestety jeśli oczekujecie od tej produkcji czegoś więcej, możecie się rozczarować, bo nie doświadczycie tu niczego, co już nie zostałoby wcześniej wykorzystane. Jaki wysnułam morał z tej opowieści? Patrząc na Lucy doszłam do wniosku, że 10% procent to całkiem sporo i w zupełności mi wystarczy ;-)

Ocena:

7/10


4 czerwca 2014

„Transcendencja”



Opis:
Grupa amerykańskich naukowców pracuje nad stworzeniem pierwszego na świecie komputera obdarzonego ludzką inteligencją i empatią. Gdy jeden z nich - Will (Johnny Depp) - ginie z rąk terrorystycznej organizacji widzącej w eksperymencie zagrożenie dla ludzkości, jego żona  Evelyn (Rebecca Hall) podejmuje decyzję o przeniesieniu umysłu mężczyzny do pamięci powstającej maszyny. Will ożywa, ale skutki operacji okazują się dalekie od pożądanych.

Zwiastun:


Recenzja:
Na granicy człowieczeństwa

Do opowiedzenia wam tej historii zbieram się już równy tydzień. Może częściowo to przez lenistwo, ale prawda jest taka, że nie bardzo wiem jak zabrać się za opisywanie wydarzeń. Nie jest to zdecydowanie jeden z typowych filmów, jakie przeważnie wybieram. Tym razem postawiłam na coś znacznie poważniejszego i bardziej refleksyjnego. Jednak „inne” wcale nie znaczy „gorsze”, a w tym przypadku znaczy nawet „lepsze”.



Film opowiada historię doktora Willa Castera, jego żony Evelyn i… sztucznej inteligencji. Po jednym z wykładów naukowiec zostaje raniony zakażoną kulą. Swoje ostatnie tygodnie spędza z żoną i próbuje przygotować tak ją jak i siebie do nieuchronnego rozstania. Evelyn nie ma jednak zamiaru się poddawać i chce walczyć o uratowanie męża. Decyduje się na ryzykowny krok, kopiuje całą zawartość mózgu Willa i wgrywa ją do sztucznej inteligencji, którą sam stworzył. Początkowo wydaje się, że zdarzył się cud. Po śmierci umysł Willa wciąż funkcjonuje i kontaktuje się z ukochaną w formie cyfrowej projekcji.  Twierdzi też, że jego umysł został wyzwolony i dopiero teraz może dokonać naprawdę niebywałych odkryć. Zaślepiona Evelyn podłącza umysł Willa do internetu. Jednak to, co miało dać kobiecie szczęście, a światu niebywałą pomoc, nagle wymyka się spod kontroli. Czy Will jest nadal sobą? Czy można mu zaufać?


W filmie prowadzone są równocześnie dwa wątki: Evelyn i Willa tworzących za pomocą sztucznej inteligencji nową przyszłość i rebeliantów, którzy widzą zagrożenia wynikające z ich przedsięwzięcia, dążący do zniszczenia sztucznej inteligencji. Ciężko jest jednoznacznie stwierdzić, po której stanąć stronie. Każda z nich ma swoje racje, ale obie też popełniają błędy. Will (o ile to nadal jest on) usiłuje naprawić zniszczoną przez człowieka ziemię, jednak w swych działaniach posuwa się o krok za daleko. Rebelianci z kolei słusznie obawiają się władzy, jaką niechybnie będzie miała sztuczna inteligencja nad człowiekiem, jednak swoim działaniem osiągają równie wiele dobrego, co złego. Kto więc ma rację? Kto zwycięży?


Przyznam szczerze, że wysoka technologia jest mi równie bliska, co język chiński. Nie rozumiem skomplikowanych naukowych terminów, nie jestem w stanie pojąć kodów i wzorów. Mimo, że film jest tym wszystkim na wskroś przesiąknięty, nie miałam problemów ze zrozumieniem treści. Całość jest przekazana nie tylko wiarygodnie, ale i zrozumiale dla każdego odbiorcy. Nie da się jednak ukryć, że fani i znawcy technologii i informatyki zrozumieją film nieco lepiej i seans okaże się dla nich nie lada gratką.


Film opowiada głownie o zagrożeniach, jakie czyhają na ludzi, którzy chcą bezgranicznie oddać się technice, ale jest też niezwykle pięknym i wzruszającym obrazem siły miłości dwojga ludzi. Miłość Willa i Evelyn przekracza wszelkie granice wyobrażeń. Ukazuje jak wiele można poświęcić dla drugiego człowieka, i że prawdziwa miłość nie kończy się wraz ze śmiercią, lecz może ją pokonać i okazać się wieczna.


Jestem naprawdę zadowolona z seansu, bo wreszcie dostałam obraz, w którym nie ma słynnego przerostu formy nad treścią. Film jest odpowiednio wyważony, nie przesadnie przekolorowany, czy wizjonerski, by nie przesłonić tego, co najważniejsze czyli treści. To film, przy którym trzeba ruszyć głową i zastanowić się gdzie właściwie zmierza nasza cywilizacja i czy nie padniemy ofiarą swoich ambicji. Opowieść, więc niejako „ku przestrodze” i bardzo dobrze, myślę, że właśnie takich filmów potrzebujemy, by kino nie kojarzyło się wyłącznie z rozrywką, ale też chwilą refleksji. Polecam.

Ocena:

8/10


Zobacz też:

.