Can’t stop the feeling!
Czyli o tym, że szczęście masz w sobie
Zanim zaczniemy muszę Was przygotować psychicznie na to, co
dostaniecie w trakcie seansu. Wyobraźcie sobie trolla z krwi i kości… a teraz
wymarzcie z pamięci ten obraz. Zapomnijcie, wyrzućcie lub przechrzcijcie tego
obrzydliwego potwora, bo inaczej w trakcie seansu coś będzie Wam bardzo nie
pasowało. W tej historii trolle nie są brzydkie, śmierdzące i głupie (choć o
tym ostatnim punkcie możemy jeszcze podyskutować). Są za to kolorowe niczym
tęcza, zabawne, szczęśliwe, pełne radości życia. Obrzydliwie, mdło, paskudnie
szczęśliwe. Oprócz jednego- Mruka. To troll z przeszłością, na tyle smutną, że
pozbawiła go koloru, celu i radości życia. To taki trollowy wyrzutek
społeczeństwa, który w dodatku wyrzucił się z niego sam nie mogąc znieść śmiechu,
cogodzinnego przytulania, brokatu i rzygania tęczą. Ale okazuje się, że właśnie
dzięki swojemu ponuremu usposobieniu jest jedynym rozsądnym kandydatem do misji
ratunkowej.




















