Wyd. Znak Emotikon
Ostatnio zastanawiałam się czy książkoholizm to choroba. No wiecie, każdą odłożoną złotówkę przeznaczam na książki i choć mam ich ponad sto i około 30 nieprzeczytanych to ciągle kupuję nowe a w dodatku dostaję furii kiedy ktoś przerywa mi lekturę nie mówiąc już o niszczeniu książek czego po prostu nie cierpię! Wszyscy ludzie z mojego otoczenia twierdzą, że jestem nienormalna, ale nawet sugestie, że niedługo wyrosną mi kły i szpony, porosnę futrem i zacznę latać na miotle nie są w stanie przerwać mojego książkowego szaleństwa. Jestem naprawdę mile zaskoczona pozycjami, które ostatnio czytałam- oceny chyba świadczą o tym najlepiej. Niedawno zastanawiając się co by tu teraz przeczytać przypomniał ni się niepozorny cieniutki tom wygrany dawno temu w konkursie. Książka miała niezłe recenzje ale spodziewałam się raczej schematycznego paranormal romance. A co dostałam? Kolejne bardzo pozytywne zaskoczenie! Wybaczcie, chyba w tym roku nie uda mi się napisać ani jednej miażdżącej recenzji…
Życie Ari jest, delikatnie mówiąc do kitu. Kiedy miała cztery lata została porzucona przez matkę, dorastała w rodzinach zastępczych których nie wspomina dobrze. Trudno się dziwić, wnioskując z jej opisów to cud, że jej tam nie zabili. Wszystko się zmieniło kiedy trafiła pod dach Bruce’a i Casey, pary poręczycieli, dzięki którym nauczyła się samoobrony. Dziewczyna, choć znalazła w końcu prawdziwy dom i rodzinę za wszelką cenę chciała dowiedzieć się co stało się z jej biologiczną matką. Właśnie dlatego trafiła do Rocquemore House- domu wariatów. Nie, nie jako pacjentka. Ari przez wiele lat rozmyślała o matce, zastanawiała się co się z nią stało. Jednak dziewczyna nie przewidziała, że jej matka popełniła samobójstwo niespełna pół roku po oddaniu córki. Według lekarzy kobieta cierpiała na schizofrenię i miała urojenia. A konkretnie jedno: czuła węże kłębiące się pod jej czaszką… Jedyne co zostało Ari po matce to pudełko z jej rzeczami a wśród nich list w którym kobieta ostrzega ją przed… no właśnie przed czym. Ari od początku nie wie z czym przyszło jej się zmierzyć lecz w słowach matki jest coś co karze dziewczynie zastosować się do jej słów. I uciekać. Matka jednak kazała jej trzymać się z dala od Nowego Orleanu, aktualnie przechrzczonego na Nowy 2, który szalejące przed laty żywioły prawie doszczętnie zniszczyły. Zrujnowane miasto według plotek stało się oazą dla dziwaków i odmieńców. Jednak Ari wie, że tylko tam może odkryć odpowiedzi na nurtujące ją pytania, dlatego decyduje się sprzeciwić woli matki i stawić czoła Nowemu 2.
Jednak wraz z otwarciem pudełka w życiu Ari zaczynają się dziać rzeczy których nie można logicznie wyjaśnić. Już chwilę potem dziewczyna zostaje zaatakowana przez dziwnego wojownika, który oznajmia jej uroczyście że uwalnia ją od życia. Biedak nie wiedział z kim zadziera, bo Ari nie jest dziewczyną, która da się zabić byle komu. Cudem udaje jej się uratować z opresji i już chwilę później poznaje Crank- trzynastolatkę z Nowego 2 zajmującą się rozwożeniem poczty. Jak pewnie już się domyślacie, to miasto nie jest normalne. Tam każdy musi się troszczyć o siebie. Ari z pomocą spotkanej dziewczyny wkracza w ten dziwny tajemniczy świat pełen rzeczy o których nawet nie miała pojęcia. Nie mając wyboru decyduje się na nocleg u nieznajomej. I tu pojawia się kolejna niespodzianka, bo „dom” to stara opuszczona rezydencja a jej lokatorzy to osoby równie tajemnicze i dziwne co miasto. Aha, prawie zapomniałam- wszyscy są dziećmi… No, prawie, jest jeszcze Sebastian, tajemniczy skryty i zabójczo przystojny młodzieniec, który z miejsca podbił serce naszej bohaterki. Nie, żeby ona sama chciała się do tego przyznać.
O Sebastianie słów kilka: podejrzewam, że „tajemniczy i zabójczo przystojni” przestali już robić na was wrażenie. Cóż, na mnie też. Ale tylko teoretycznie, bo praktycznie za nic nie chciałabym takiego chodzącego ideału zamienić na szczerbatego pięćdziesięciolatka. Panowie tacy jak Jace Wayland, Patch Cipriano czy Archer Cross sprawili, że moje wyobrażenie ideału urosło do rozmiaru XXL. Ciężko im dorównać i Sebastian niestety nie dorównuje. Nie mówię, że jest zły, po prostu widziałam za dużo cudów, żeby ciągle się takimi zachwycać. W szkolnej skali dałabym mu 4- bo coś jednak w sobie ma. Ale nie powiem co, bo odkrywanie kim są tajemniczy amanci ciągle jest świetną zabawą, której nie chcę Was pozbawiać.
Było o Sebastianie a teraz trzeba poświęcić trochę miejsca Ari. To typ bohaterki, który sobie cenię: silna, odważna, zbuntowana, pewna siebie. Zawsze wyróżniała się z tłumu za sprawą jasno zielonych oczu i prawie białych włosów, których (nad czym Ari nieustannie ubolewa) nie da się obciąć ani ufarbować. W ramach buntu postanowiła wytatuować sobie półksiężyc na kości policzkowej, wiecznie nosi czerń a jej ulubione słowo to „pieprzony”. Ciąży nad nią klątwa nieznanej treści i pochodzenia, której dziewczyna za wszelką cenę chce pozbyć. A w Nowym 2 wszyscy chcą mieć ją po swojej stronie, tylko dlaczego?...
Jedno mogę wam zdradzić z takim pomysłem jeszcze się nie spotkałam. Akcja eksploduje tu na każdej stronie a świeże pomysły dodają smaku tej opowieści. Autorka dała niezły pokaz swojej wyobraźni i porwała mnie w niesamowitą podróż pełną magii i tajemnic. Książkę czyta się na zasadzie „jeszcze tylko jeden rozdział”, bo są one krótkie i kończą się w takim momencie, że nie da się po prostu nie zerknąć „co tam się stało później”. Mimo niewielkiej objętości książka nadrabia dynamiczną akcją i myślę, że spodoba się każdemu. Łączy elementy antyutopii, fantastyki i romansu w tak wyważonych proporcjach by zaciekawić ale nie zmęczyć czytelnika. Jeśli macie ochotę sięgnąć po tą pozycję nastawcie się na wartką akcję i wspaniałą przygodę, bo nie jest to raczej książka dostarczająca czytelnikowi głębszych treści czy duchowych objawień. Tu króluje dobra zabawa! Mam nadzieję, że też dacie się jej porwać, jak dla mnie- bomba!
Ocena
9/10



