Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty

5 kwietnia 2022

„Strażnicy dusz”- Aiden Thomas

Wyd. Media Rodzina | Org. Cemetery Boys | Powieść jednotomowa | 408 str. | 44,90zł | Data wydania: 23.03.2022 r.

 Nie tylko duchy bywają zagubione

Dia de Muertos, to najważniejsze meksykańskie święto, także dla imigrantów zamieszkujących East Los Angeles. To właśnie wtedy zmarli mogą przekroczyć bramy zaświatów i ponownie spotkać się ze swoimi bliskimi. Do święta pozostało kilka dni i latynoska rodzina Yadriela gorączkowo się do nich przygotowuje. Dla chłopaka, to wydarzenie będzie miało podwójne znaczenie, nie tylko spotka wreszcie swoją zmarłą mamę, ale ma też nadzieję, że ojciec, przywódca rodu, pozwoli mu wreszcie wziąć udział w aquelarre, czyli pierwszym sabacie nowych brujo i brujas (czarowników i czarownic). Problem w tym, że najpierw Yadriela pobłogosławić musi Pani Śmierci i uznać za brujo, a do tego ojciec nie chce dopuścić z powodu transseksualnej natury chłopaka. Choć Yadriel wie, że nie jest dziewczyną, rodzinie ciężko jest to zaakceptować i wciąż przypisują mu żeńską rolę w społeczności. Dlatego chłopak postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i z pomocą kuzynki Maritzy odprawić rytuał na samodzielnie.

9 marca 2022

„Be my ever”- Julia Biel

Wyd, Media Rodzina | Tom I | 352 str. | 39 zł | Data wydania: 09.02.2022 r. 

Bądź moim zawsze

 

Czasem by odciąć się od demonów przeszłości i znowu zacząć żyć, trzeba uciec naprawdę daleko. To właśnie postanowiła zrobić Everlee. Dziewczyna zaczyna właśnie nowe, w teorii szalone i beztroskie studenckie życie dziesięć stanów od rodzinnego domu. Niestety szybko okazuje się, że odległość nie ma znaczenia, kiedy koszmary tkwią w mocno zakorzenione w umyśle. Każdy mógłby się nabrać na jej pozornie szczęśliwą maskę, ale nie Maverick Frost. Od kiedy zobaczył Everlee po raz pierwszy, wiedział, że zrobi dla tej dziewczyny wszystko. I bez problemu odgadł, że nosi ona w sobie ogromny ból, tak podobny do jego własnego. Tylko czy da się ocalić dziewczynę, która nie chce być uratowana?


28 maja 2020

„To nie jest, do diabła, love story”- Julia Biel

Wyd. Media Rodzina | 376 str. | Tom I | Cena okładkowa: 34,90 zł | Data wydania: 15.04.2020 r. 

Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?

Większość nastolatków najchętniej posłałaby swoich rodziców na księżyc (lotem w jedną stronę), by wreszcie dali im spokój. Większość, ale nie wszyscy. Ella wolałaby, żeby dla odmiany, ktoś zainteresował się jej marnym żywotem, choć w życiu tego nie przyzna. W wieku szesnastu lat po raz kolejny się przeprowadza- nowe miasto, nowa szkoła i nowe mieszkanie, w którym ma mieszkać samiutka jak palec. Ella nie ma jednak zamiaru użalać się nad sobą. Choć samotność doskwiera jej bardziej niż byłaby skłonna przyznać, ma zamiar pokazać całemu światu a szczególnie rodzicom z piekła rodem jak świetnie sobie radzi. Nie wszystko idzie jednak zgodnie z jej planem. Już pierwszego dnia szkoły myli tramwaje i spóźnia się na zajęcia, a jej plan nierzucania się w oczy trafia jasny szlag. Z opresji ratuje ją jednak Jonasz- właściciel najbardziej zniewalających niebieskich tęczówek jakie w życiu widziała. Dla takich oczu można stracić głowę, a nawet serce, ale hej! to nie jest, do diabła, love story, a miłość to tutaj skomplikowany temat.

8 stycznia 2016

„Zima koloru turkusu”- Carina Bartsch

Wyd. Media Rodzina/ 456 str./ 34,90 zł/ 09.10.2015 r.

Od nienawiści do miłości
i od miłości do nienawiści…

Zazwyczaj łatwo jest mi opowiadać o książkach. Słowa same formują się w mojej głowie a palce bezwiednie je spisują. Zdarzają się jednak książki, które dosłownie odbierają mowę, a w głowie pozostawiają kompletną pustkę. I właśnie trafiłam na taką książkę. Piękną, dowcipną, pełną ciepła i emocji. Po prostu idealną.

6 stycznia 2016

„Lato koloru wiśni”- Carina Bartsch


Wyd. Media Rodzina/ 493 str./ 34,90 zł/ 17.06.2015 r.
Słowne przepychanki i złamane serca
czyli krótka lekcja na temat dawania miłości drugiej szansy

Pierwszą miłość pamięta się na zawsze. Gorzej, kiedy nie wiąże się ona z pozytywnymi wspomnieniami. Wtedy wypala w sercu piętno, które ma wpływ na wszystkie kolejne decyzje.
Do tej pechowej grupy można zaliczyć Emely Winter, młodą studentkę literaturoznawstwa. Po siedmiu latach, dziewczyna ponownie spotyka swoją dawną miłość, a zarazem brata najlepszej przyjaciółki, Elyasa.  Tłumione przez lata uczucia znów dają się jej we znaki, na czele z jednym,  najsilniejszym- żądzą mordu. Każde kolejne spotkanie, niechciane, choć nieuchronne, rozdrapuje dawne rany, tylko podsycając wzajemną niechęć dwojga młodych ludzi. Co tak naprawdę wydarzyło się siedem lat temu? Dlaczego bohaterowie tak bardzo się nienawidzą? Czy dojdą do porozumienia, zanim pozabijają się nawzajem? I jaki wpływ na ich relacje będzie miał tajemniczy Luca, piszący do Emely romantyczne e-maile?

10 lutego 2013

Piekło to inni


"Lucas"- Kevin Brooks
Wyd. Media Rodzina

Ostatnio zapragnęłam odetchnąć trochę od opowieści nadnaturalnych i przeczytać coś do bólu normalnego. Dosłownie. Ponieważ „zwykłe” obyczajówki mi nie leżą, bo zwyczajnie nic się w nich nie dzieje (a przynajmniej nic interesującego), zdecydowałam się na dramat. Fragment zamieszczony na okładce (który swoją drogą tą okładkę szpeci, no bo serio kto do cholery wkleja cytat na okładkę?! Rozumiem- z tyłu, ale z przodu?...) sugeruje wzruszającą opowieść pełną emocji. A to lubię: emocje. I to najlepiej mocne. Tak się jednak składa, że poprzeczka, i tu trzeba zaznaczyć, że została zawieszona niezbyt wysoko, spadła z hukiem. Zaraz wyjaśnię Wam dlaczego.

Książka Kevina Brooksa jest krótką kroniką lata pewnej maleńkiej wysepki. Jej mieszkańcy to ludzie bardzo przywiązani do swojej ziemi z naciskiem na SWOJEJ, wręcz hermetyczni i traktujący obcych z wyższością i pogardą. Wyspę odkrywamy oczami nastoletniej Caitlin McCann, córki pisarza, której matka zginęła przed laty w wypadku samochodowym. Dziewczyna mimo iż wkracza w dorosłość nie zamierza naśladować rówieśników i chodzić z nimi na pijackie imprezy, woli długie spacery po plaży ze swoim psem Deeferem wpatrywanie się w niebo i rozmyślanie. Ludziom nie do końca to pasuje więc jest uznawana za dziwną, podobnie jak jej ojciec, nieakceptowany do końca na wyspie z powodu obcego pochodzenia. Życie małej rodziny nie jest usłane różami ale nie odbiega od normalności. Do czasu…

Na wyspę przybywa pewien tajemniczy wędrowiec. Młody chłopak, nastolatek, pełen tajemnic. Od pierwszej chwili wydaje się Caitlin fascynujący. Jednak nie wszyscy tak twierdzą. Chłopak jest bowiem inny, ma w sobie coś sekretnego i niebezpiecznego. I przede wszystkim: jest obcy. Od początku wiadomo, że nie będzie na wyspie mile widziany. Pojawiają się plotki i obraźliwe słowa. „Cygan. Włóczęga. Brudas. Zboczeniec.” Choć chłopak nie zrobił nic złego (wręcz przeciwnie), staje się obiektem nienawiści, co wkrótce doprowadzi do dramatycznego finału.

Książka miała potencjał. Naprawdę. Historia, gdyby została przedstawiona inaczej, byłaby naprawdę niezła. Ale mnie niestety nie porwało. Po prostu zmarnowany temat… Książka przede wszystkim kuleje pod względem technicznym. Owszem, znalazłam tam parę ciekawych cytatów i chwilami nawet podobał mi się styl autora ale zaznaczam: tylko chwilami. Bo przez większość czasu miałam wrażenie, że naprawdę czytam książkę napisaną przez piętnastoletnią dziewczynę. Do minusów można zaliczyć dialogi, które chwilami przypominały mi listę zakupów. Ciągłe „-tak. -Aha. -Ok. -no to pa. -Pa” strasznie mnie to irytowało.

Podstawowy problem miałam jednak z samą bohaterką. Irytowała mnie niesamowicie! Ciągle pakowała się w kłopoty, bo nie chciała być dla kogoś niegrzeczna, co z kolei nie przeszkadzało jej być niegrzeczną w stosunku do ludzi na których powinno jej zależeć. Jest też bardzo naiwna i … no cóż głupia. Autor poświęcił zdecydowanie za dużo miejsca jej przemyśleniom na temat natury a za mało na jako takie wydarzenia. Bo mimo 340 stron dzieje się tu naprawdę malutko. W dodatku zauważyłam, że dwa czy trzy razy zdarzają się powtórzenia, to znaczy, że bohaterowie się powtarzają i mówią słowo w słowo  to samo co wcześniej.

Na okładce możemy przeczytać „poruszająca love story”. Cóż… ani poruszająca, ani love, ani story… Wzruszeń nie było oprócz ostatniego rozdziału. Autor zwyczajnie nie potrafił wzbudzić we mnie tej iskry odpowiedzialnej za jakiekolwiek emocje. Love... do tej pory uważałam się za jako taką znawczynię romansów. A już przynajmniej myślałam że znam jego definicję. Ale kurde tu nie było ŻADNEGO romansu! Nul, zero. W zasadzie nie wiem w ogóle co to było bo przyjaźń też raczej odpada. Nie bardzo orientuję się jaki rodzaj związku chciał stworzyć pan Brooks między Cait a Lucasem ale wyszło coś na kształt fascynacji, ale o jakim podłożu? To pozostanie tajemnicą.

Tajemnice no właśnie. Jest ich tu trochę. Lucas to człowiek znikąd, bez przeszłości, rodziny, znajomych, domu… Chodzi z miejsca na miejsce i nigdzie nie bawi długo. Lubię razem z bohaterami, kawałek po kawałku odkrywać tajemnice. Tym większe było moje rozczarowanie kiedy okazało się, że tajemnice pozostają tajemnicami… do końca.

Nie jest jednak tak, że książka ma same minusy. Czyta się ją niebywale lekko i szybko. Ja w leniwym tempie, którego nie powstydziłby się żaden ślimak, przeczytałam ją w dwa wieczory. Jak już wspominałam można znaleźć nieco cytatów i całkiem przyjemnie się odprężyć. Daję autorowi plus za tematykę jaką podjął w swojej twórczości. Kevin Brooks pisze bowiem o rzeczach trudnych i takich „o których się nie mówi”.  W „Lucasie” porusza problem zamkniętych społeczności, nietolerancji, molestowania,  buntu, straty bliskich, presji otoczenia, uzależnień, a nawet tuszowania prawdy ze względu na pozycję społeczną. Szkoda jednak, że robi to tak powierzchownie. Szkoda tym bardziej, ze planowałam sięgnąć po inne książki tego autora, a mianowicie „Candy” i „Drogę umarłych”, bo ich opisy są bardzo intrygujące. Ale kto wie, może się jeszcze zdecyduję.

Sama nie wiem czy polecać wam tą książkę. Jestem pewna,  że niektórym może się spodobać, głównie tym w wieku zbliżonym do wieku bohaterki, ale jeśli szukacie bomby emocjonalnej to mam dobrą radę: szukajcie dalej.
6/10

21 stycznia 2013

Pod czujnym okiem Kapitolu

"W pierścieniu ognia"- Suzanne Collins
Wyd. Media Rodzina




Głodowe Igrzyska zostały zakończone jednak dla Katniss  koszmar nadal trwa. Wyczerpana psychicznie, nękana koszmarami związanymi z areną dziewczyna szuka ucieczki w próbie powrotu do dawnego życia. Jednak nic nie jest takie jak kiedyś. Nowy rodzinny dom, ofiarowany przez Kapitol  to klatka w której dziewczyna nie czuje się szczęśliwa. Długie godziny w lesie i polowania nie dają satysfakcji , bo są niezmiennie samotne z powodu pracy Gale’a w kopalni. W dodatku przyjaciele bardzo odsuwają się od siebie przez romans Katniss z Peetą. Tu też sytuacja nie jest lekka. Zraniony chłopak, choć wciąż kocha Katniss, podobnie jak ona sama unika wszelkich kontaktów choć mieszka tuż obok niej. Los nie jest jednak dla nich łaskawy, gdyż w dalszym ciągu muszą udawać uczucie, by przekonać ludzi, że próba samobójstwa i wymuszenie zwycięstwa obojga na arenie nie było wyrazem buntu przeciw władzy lecz desperackim aktem miłości.

Tymczasem rozpoczyna się tournée zwycięzców, podczas którego Katniss i Peeta muszą publicznie demonstrować swą miłość i łagodzić nastroje we wszystkich dystryktach. Muszą się starać, gdyż stawka jest naprawdę wysoka – jeśli nie najwyższa. Jednak iskra jaką wskrzesiła dziewczyna podczas Głodowych Igrzysk zaczyna się rozprzestrzeniać i wkrótce wybucha z niej prawdziwy pożar. Czy Katniss podporządkuje się Kapitolowi, by chronić najbliższych, czy zbuntuje się i znajdzie odwagę by stać się dla ludzi kosogłosem, który wskaże drogę do rebelii? Kapitol jednak ma własne plany, o których dziewczyna nie wie. A plany te są niebywale okrutne i brzemienne w skutki…

Przyznam szczerze, że Katniss za niektóre swoje zachowania powinna dostać po tyłku. Nie podobało mi się jej zachowanie wobec Peety, który robił dla niej wszystko nawet kiedy była dla niego naprawdę wredna. Poza tym, sytuacja bohaterów była dokładnie taka sama. Jechali na jednym wózku ale to Katniss okazała się słabsza i bardziej egoistyczna. Rozumiem jednak jej zachowanie, człowiek nie może wyjść bez szwanku po takich przeżyciach. Na jej tle Peeta wydaje się wręcz nieskazitelnym ideałem, przez co kocham go jeszcze bardziej. Suzanne Collins pokazała jednak, że nikt nie jest już tą samą osobą po koszmarze igrzysk, co dodaje książce realności. Mimo wszystko nadal lubię Katniss, gdyż ostatecznie dała radę, a nawet zrehabilitowała się.

Fabuła jest jak zwykle emocjonująca i pełna akcji. Powiem nawet, że ten tom przebił swoją poprzedniczkę. Mamy tu więcej akcji, więcej niespodzianek, a napięcie towarzyszy nam aż do ostatniej strony. Co ja mówię! Do ostatniego zdania. Nie mogę nadziwić się okrucieństwu Panem i surowym zasadom nim panującym. Książka wstrząsa czytelnikiem, nie pozwala o sobie zapomnieć, daje do myślenia i bardzo niepokoi. To jest właśnie najlepsze w takich książkach, świadomość, że może taka właśnie przyszłość nas czeka.


Czy polecam? Głupie pytanie. Oczywiście, że tak!  Jeśli podobały Ci się „Igrzyska Śmierci”, ten to Cię zachwyci. Jeśli czujesz niedosyt- po tej książce z pewnością będziesz usatysfakcjonowany. A jeśli jeszcze nie znasz Tej historii- nadrabiaj zaległości! To jedna z najlepszych serii jakie czytałam!

10!!!/10

25 sierpnia 2011

"Wesołych Głodowych Igrzysk!"*



Suzanne Collins- "Igrzyska Śmierci"
Wyd. Media Rodzina
 Czy zdarza wam się czasem, że już na wstępie przyklejacie jakiejś książce etykietkę i nie macie zamiaru po nią sięgać, nawet jeśli jest wysoko oceniana? Choć "Igrzyska Śmierci" nie doczekały się chyba ani jednej miażdżącej recenzji uznałam, że to nie jest historia dla mnie. Nie i koniec. Muszę jednak przyznać, że to było dosyć dawno, nie znałam wtedy jeszcze gatunku jakim jest antyutopia i w zasadzie wcale nie ciągnęło mnie w tym kierunku. Potem przeczytałam "Intruza" Stephenie Meyer i cała moja opinia na ten temat legła w gruzach. Choć początkowo myślałam, że historie o przyszłości nie przypadną mi do gustu, pewnie dlatego, że nie przepadam za science fiction a przyszłość niechybnie mi się z tym kojarzy, muszę przyznać, że bardzo sie myliłam. Całkowicie zauroczona "Intruzem" zaczęłam myśleć o "Igrzyskach" trochę inaczej. Przeczytałam jeszcze parę recenzji, a nawet fragment i w końcu po jakimś czasie dzięki promocji z okazji Dnia Książki, kupiłam tą powieść. Teraz świeżo po lekturze nie mogę sobie wybaczyć, że tak długo zwlekałam z poznaniem tej historii. Ostatnio większość recenzowanych przeze mnie książek dostawała 9/10 co może świadczyć o tym, że wszystko mi się podoba. To oczywiście nieprawda, bo jestem strasznie wybredna, proces wybierania książek, które kupię w moim przypadku jest bardzo złożony i zwarzywszy na cenę staram się nie kupować czegoś co może nie przypaść mi do gustu. Naprawdę się cieszę, że zaryzykowałam i sięgnęłam po tą książkę. I wiecie co? Jestem totalnie, całkowicie, po uszy zakochana w tej historii! Tak, właśnie zakochana. Choć mogłoby się wydawać inaczej, to już dawno nie miałam w rękach tak kapitalnej powieści!

Poświęcę później jeszcze trochę miejsca na zachwyty, ale jeśli chcę was zachęcić (a wierzcie mi, dawno tak bardzo mi na tym nie zależało!) muszę opowiedzieć co nieco o fabule. W przyszłości jaką wymyśliła Suzanne Collins świat wygląda zupełnie inaczej niż ten który znamy. Właściwie wszystko to co znamy przestało istnieć a mieszkańcy tego nowego świata pewnie nawet nie mają pojęcia jak wyglądało nasze życie. Tam gdzie kiedyś znajdowała sie Ameryka Północna powstało państwo Panem. Imponującą siedzibę władz- Kapitol otacza dwanaście dystryktów. Jak łatwo się domyślić im dalej od Kapitolu tym biedniejsi mieszkańcy. Historia zaczyna sie w  najbiedniejszym dwunastym, dystrykcie specjalizującym się w górnictwie. Tam poznajemy Katniss Everdeen, główną bohaterkę  a zarazem narratorkę powieści. Życie Katniss nie jest usłane różami, w zasadzie patrząc na jej życie można powiedzieć, że jest wręcz usłane samymi kolcami. Po tragicznej śmierci ojca w kopalni, dziewczyna zostaje głową rodziny. Teraz to na niej ciąży odpowiedzialność za los bliskich. Musi opiekować się młodszą siostrą, chorą matką i zdobywać pożywienie. Katniss nie należy jednak do tych osób które łatwo się poddają, dziewczyna wie, że nie może zawieść bo od niej wszystko zależy. Codziennie łamie prawo przechodząc pod ogrodzeniem do lasu, żeby polować. Nie ma wyboru, innego życia nie zna.

Opowieść zaczyna się w dożynki, najgorszym dniu dla wszystkich mieszkańców. Kapitol chcąc pokazać ludziom jak ogromną ma nad nimi władzę i zniechęcić w ten sposób do buntu, który niegdyś wybuchł w trzynastym, nieistniejącym już dystrykcie, organizuje co roku Głodowe Igrzyska. W wyniku losowania z każdego dystryktu zostaje wybrana dwójka nastolatków od dwunastego do osiemnastego roku życia, którzy muszą wziąć udział w turnieju na śmierć i życie transmitowanym na żywo w telewizji. Kiedy Katniss czeka na wynik losowania może błagać los tylko o jedno: "Tylko nie ja". Jednak kiedy zostaje wyczytane nazwisko jej młodszej siostry dziewczyna nie waha się nawet przez chwilę, postanawia zająć jej miejsce. Kiedy staje na scenie dociera do niej, że wydała na siebie wyrok śmierci. Jednak nie ma zamiaru okazywać słabości, jeśli ma umrzeć zrobi to z godnością. Ale jest jeszcze nadzieja. Może wygrać, prawda? Drugim wylosowanym uczestnikiem okazuje się Peeta Mellark, syn piekarza, chłopak, który przed laty dając jej chleb uratował Katniss i jej rodzinę od niechybnej śmierci głodowej. Czy to w porządku stanąć do walki naprzeciw człowieka, który ocalił ci życie?

Dwadzieścia cztery osoby, kamery śledzące każdy ich ruch, głodni krwi organizatorzy, jeden zwycięzca... To zdecydowanie nie książka dla dzieci. Nie tylko za sprawą brutalnych scen. To opowieść dla dojrzałych osób, które będą w stanie zrozumieć co się za nią kryje. Jak już pisałam, początkowo wcale nie miałam zamiaru kupować tej książki. No, bo co może być ciekawego w takiej historii. Uczestnicy igrzysk pozabijają się nawzajem, główna bohaterka wygra i tyle. Nic bardziej mylnego. Wszystko jest dokładnie przemyślane, nic nie dzieje się przypadkowo. Autorka przez tą historię chce nam coś przekazać. Coś bardzo ważnego, ale nie odbiorę wam przyjemności odkrywania. Reszty musicie dowiedzieć się sami. Historia jest całkowicie nieprzewidywalna, nie uświadczycie tu schematów, a nagłe zwroty akcji dosłownie wbijają w fotel. Nie ma chwili wytchnienia. Wierzcie mi, dawno tak nie przeżywałam czytania książki. Serce waliło mi równie mocno co Katniss jakbyśmy były jedną osobą. Co chwila wstrzymywałam oddech nie mogąc doczekać się co będzie dalej, dostawałam gęsiej skórki, dosłownie roznosiły mnie najróżniejsze emocje. Żadna siła nie była w stanie oderwać mnie od lektury. Tej książki nie da się odłożyć na bok, nie da się o niej nie myśleć, nawet kiedy sie ją skończy, a może zwłaszcza wtedy. W każdym razie ja nie potrafię. Suzanne Collins odwaliła kawał dobrej roboty, bohaterowie są niesamowicie wyraziści i wielowymiarowi, naprawdę ciężko ich przejrzeć. Fabuła przypomina jazdę kolejką górską z masą zakrętów i bez pasa bezpieczeństwa. Wydaje się wam, że już znacie zakończenie? Błąd. Jedyne czego możecie być pewni to, że nie możecie być pewni niczego. Wszystkie chwyty są dozwolone. Uwierzcie mi, tej podróży nie zapomnicie nigdy. Nie wiem co jeszcze mogłabym dodać, żeby was przekonać. Ta historia po prostu nie ma prawa się wam nie spodobać. Jeśli jest jakaś książka, którą po prostu TRZEBA przeczytać, to z pewnością "Igrzyska Śmierci". Nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po kolejne tomy i czekam na ekranizację nad którą  trwają już prace. POLECAM!


Ocena: 10/10 (choć myślę, że to i tak za mało, ta opowieść wręcz nie mieści się w skali!)

----------------
* cytat z książki.

Zobacz też:

.