Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

1 lutego 2014

„Ogród cieni”- Virginia C. Andrews



Opowieść o tym, jak rozkwitły cienie…

Każda kobieta pragnie być kochana. Szczerze, bezwarunkowo i bez względu na wszystko. Nie wszystkie się do tego przyznają. Niektóre twierdzą wręcz, że miłość jest czymś zbędnym, jednak każda, prędzej czy później przyznaje się przed sobą, że tęskni za tym uczuciem. Za bezpieczeństwem, oddaniem i akceptacją.

Olivia Winfield nie stanowi wyjątku. Bogata, inteligentna, a zarazem bardzo samotna młoda kobieta,  nigdy nie chciała zajmować się interesami ojca. Marzyła się jej miłość i książę z bajki. Bajka ta nie mogła się jednak nigdy spełnić, bo który książę chciałby poślubić wysoką i nieatrakcyjną starą pannę? Jak się okazuje, jest na ziemi taki mężczyzna.

Malcolm Foxworth od pierwszego wejrzenia wydał się Olivii ideałem. Nie bacząc na jego oschłość, przesadne zainteresowanie pieniędzmi i krótką znajomość, kobieta od razu zgadza się na zaproponowane małżeństwo. Gdy po ślubie przyjeżdża do posiadłości męża Foxworth Hall, jeszcze nie wie, że oto wchodzi do jaskini lwa, a odtąd jej życie będzie jednym wielkim pasmem nieszczęść i upokorzeń, a najmniejszy promyk światła będzie natychmiast brutalnie gaszony.
Tak zaczyna się klątwa Foxworthów i ich wielki rodzinny dramat.

Dla tych, którzy nie pamiętają, przypomnę sylwetkę Olivii. Pamiętacie starą kobietę, która zamknęła czwórkę swoich wnucząt na poddaszu i truła je arszenikiem? Ten posąg bez uczuć i kobieta pragnąca miłości to jedna i ta sama Olivia. Chociaż nazywanie jej „tą samą osobą” jest w zasadzie błędne. Olivia przechodzi przemianę. Pod wpływem nieszczęścia i dramatów staje się twardsza i surowsza. Do końca jednak pozostała Olivią, w której wciąż jest miejsce na emocje. Dlatego autorka nie do końca przekonała mnie do swojej wizji. Bohaterka bowiem zmienia się w znanego nam dobrze potwora, dopiero na ostatniej stronie. Jednak po poznaniu jej nie jest tak łatwo uwierzyć w to, co działo się potem a mianowicie w „Kwiatach na poddaszu”

„Ci z Was, którzy pozostali, poznają prawdziwą historię. A znając prawdę, niechże mnie osądzą, jeśli się ośmielą.”

No właśnie… Przez całą powieść czekałam z utęsknieniem na naszych małych bohaterów, których babcia miała uwięzić na strychu. Czekałam głównie dlatego, że stęskniłam się już za Cahty, ale też myślałam, że dowiem się co przez ten cały kierowało Olivią i jak to było naprawdę, poza zamkniętym pokojem. Wyobraźcie sobie moje rozczarowanie, gdy okazało się, że rodzeństwo znalazło się w powieści jedynie we fragmencie ostatniego rozdziału! Rozumiem autorkę i w sumie to chyba dobrze, ze nie przepisywała pierwszego tomu od nowa, ale byłam naprawdę ciekawa kilku faktów… No cóż, chyba już na zawsze pozostaną one dla mnie tajemnicą.

Czytelnicy przyzwyczajeni do szczegółowych opisów i wyczerpujących komentarzy Andrews, mogą być zaskoczeni tak szybkim tempem narracji. Autorka opisuje niemal całe życie Olivii jednak robi to dosyć pobieżnie, wyraźnie dążąc do zaskakujących dla czytelnika wiadomości. Ci, którzy czytali sagę uważnie znają już ponad połowę treści książki. Jest jednak jedna rzecz, która naprawdę Was zszokuje i sprawi, że spojrzycie na „Kwiaty na poddaszu” trochę inaczej. Ja byłam w szoku, szkoda tylko, że tych zaskoczeń nie było więcej.

O CZYM?  Opowieść będąca testamentem Olivii Foxworth, jest dla czytelnika podróżą w przeszłość, która przyniesie tyle samo odpowiedzi, co pytań. Choć nadal jest to pozycja, bardzo okrutna, chwilami mroczna i przygnębiająca, to myślę, że poprzednie i tak były znacznie drastyczniejsze, albo to ja zwyczajnie uodporniłam się na brutalność stworzonego przez Andrews świata. „Ogród cieni” jest w moim odczuciu bardziej dodatkiem do serii, niż ważnym jej elementem. Stawia jednak właściwą opowieść  w innym świetle i pokazuje historię słynnego rodu Foxwotrhów. Nie da się nie zauważyć wyraźnego podobieństwa do tomu czwartego, głównie w ukazaniu sylwetek bohaterów, które jak łatwo dostrzec, bardzo się pokrywają. Jednak nadal, jest to kawał dobrej literatury, z którym warto się zapoznać, bo saga pani Andrews jest zdecydowanie jedną z najlepszych, jakie ostatnio trafiły w moje ręce.

Ocena:
7/10

W serii:
>Ogród cieni<



Pamiętacie okropną ekranizację „Kwiatów na poddaszu” z lat 80-tych? Czas zmienić złe wrażenie (mam nadzieję!) Remake już powstał, szkoda tylko, że na razie nie ma polskiej zapowiedzi…

Zwiastun:


3 stycznia 2014

„Kto wiatr sieje”- Virginia C. Andrews


Początek i koniec

Po latach udręki i szukania swojego miejsca w świecie, los ponownie prowadzi ścieżki Cathy i Chrisa na ponure wzgórze, gdzie wszystko się zaczęło. Strawiony lata temu przez płomienie Foxworth Hall znowu ożywa. Nie tylko w naszych wspomnieniach i wspomnieniach bohaterów, ale naprawdę zostaje przywrócony do życia niczym mityczny Fenix z popiołów. Choć rezydencja nie jest już taka jak przedtem, to jej mroczna dusza wciąż pozostaje taka sama i wśród setek tajemniczych korytarzy wciąż szepcze ponure nieme oskarżenia. Posępna aura przeklętego domostwa, każe bohaterom uciekać, lecz w pewien sposób także zniewala i po raz kolejny przykuwa niewidzialnymi kajdanami do ścian, które były świadkami okrutnego dramatu i narodzin grzesznej miłości. Ta, choć przyniosła bohaterom szczęście, daje także gorycz i każe za siebie słono zapłacić.

„Życie w Foxworth Hall podobne jest do jakiejś ponurej, mrocznej i tajemniczej powieści.
Najgorsze, że to rzeczywistość”

Zgodnie z obietnicą daną przed laty, zgodnie z testamentem w dniu swoich 25 urodzin, Bart ma stać się prawowitym właścicielem odbudowanego Foxworth Hall i całego majątku Foxworthów. Na uroczyste przyjęcie zostaje zaproszona cała rodzina. Ku ogólnemu zdumieniu, pojawia się tam również uznany za zmarłego brat syn Malcolma- Joel. Choć choroba psychiczna Barta to według lekarzy zaledwie wspomnienie, wraz z pojawieniem się starca, tak podobnego do zatruwającego myśli małego Barta Johna Amosa, koszmar zaczyna się od nowa. W młodym mężczyźnie na nowo rodzi się gniew i nienawiść wobec grzeszników. Choć starzec mimo swej ponurej natury początkowo zdaje się być zupełnie nieszkodliwy. Jednak z czasem Cathy (która ponownie staje się narratorką opowieści) zaczyna dostrzegać w nim pewne niepokojące cechy. Choć wątek ten jest dosyć mocno zarysowany, to na końcu zostaje po prostu urwany, bez wskazania wyraźnego rozwiązania. Pozostawia to w czytelniku zaciekawienie, ale niestety też niedosyt.

Podobnie jak w części pierwszej, tak i tu, Foxworth Hall staje się jedyną sceną teatru zwanego Losem, gdzie bohaterowie są marionetkami, szarpiącymi się na sznurkach i próbującymi uwolnić się od odgrywania tak ponurych i bolesnych ról. Niestety i tym razem nie udaje im się uciec przed pułapkami zastawionymi przez życie. Dom na wzgórzu po raz kolejny jest świadkiem wielkich tragedii, bólu i cierpienia. Niszczy i scala, tak jak przed laty. Pod tym względem autorka nie zawodzi. Wciąż nie pozwala bohaterom zaznać spokoju i szczęścia. Niejednokrotnie też zaskakuje rozwojem wydarzeń.

Nie jest to jednak zdecydowanie powieść dla niecierpliwych i spragnionych akcji. Ta płynie bowiem powoli, z premedytacją podkładając bohaterom pod nogi kolejne kłody. Jest to raczej tom napisany specjalnie dla wytrwałych fanów serii, którzy polubili jej powolną, lecz dramatyczną akcję pełną niedomówień i wewnętrznych rozterek. Chwilami ta powolność była odrobinę przytłaczająca, lecz autorka wynagradza to słodko-gorzkim zakończeniem, które wycisnęło łzy z mich oczu.  

O CZYM?  W tomie pierwszym byliśmy świadkami dramatu zamkniętych na poddaszu dzieci, w drugim- drogi ku odnalezieniu siebie, w trzecim natomiast odkrywaliśmy zakamarki ludzkiego umysłu i testowaliśmy wszelkie granice. W tomie czwartym nadszedł czas na podsumowanie całego życia i znalezienie jego ostatecznego sensu. Jest to też opowieść o tragedii, która dotykając jednego człowieka zmienia życie całej rodziny. Tutaj też cała historia zatacza potężne koło. Wracamy do podstaw, ponownie przezywamy pewne wydarzenia. To coś jak déjà vu gdzie wszystko dzieje się jeszcze raz a my nie możemy absolutnie nic zrobić by temu zapobiec. Cytując Cathy „Skończyła się saga Dollangangerów”. Napawa mnie to smutkiem, bo zżyłam się z nimi i chętnie przeczytałabym więcej o ich losach. Przede mną ostatni tom, jednak nie będzie to już opowieść Cathy lecz Olivii (dla tych którzy nie kojarzą- to ta stara kobieta, która karmiła dzieci zamknięte na strychu arszenikiem). Będzie to, więc poniekąd dodatek, który pomoże zrozumieć kilka zawiłych kwestii.
Podsumowując serię- jest to jedna z najlepszych opowieści obyczajowych, za jakimi miałam do czynienia. Dlatego polecam ją wszystkim, ale ostrzegam- złamie wam serce!

Ocena:
9/10

W serii:
> Kto wiatr sieje<

Ogród cieni


29 grudnia 2013

„A jeśli ciernie”- Virginia C. Andrews


Tonąc w morzu zakłamania

Dzieci zamkniętych przez matkę na mrocznym poddaszu już od dawna nie ma… Papierowe kwiaty strawił ogień, a zemsta została dokonana. Cathy i Chris- teraz już dorośli, w końcu ułożyli sobie życie z dala od cierpienia i bolesnych wspomnień. Tak im się przynajmniej wydaje. Tak głębokie rany nigdy jednak do końca się nie goją i zostawiają bolesne blizny, które rozerwać może na nowo jedno małe słowo: prawda. Para decyduje się na wspólne życie, mimo iż jest to zakazane. Uciekają, tak daleko jak mogą, zostawiając przeszłość za sobą i okrywając się kłamstwami niczym grubym kocem, który ma ich ochronić przed przeszłością. Ta jednak zawsze znajdzie drogę ku prawdzie, nie bacząc na to, że jej odkrycie może zniszczyć wszystko wokół…

„Jeżeli udało nam się przetrwać najgorsze, jak można wątpić, ze nie poradzimy sobie z najlepszym?”

Nadchodzi wreszcie czas by pozwolić młodemu pokoleniu przejąć głos i opowiedzieć dalszą część tej wstrząsającej do głębi historii z zupełnie innego punktu widzenia. Teraz narratorami zostają synowie Cathy, Jory i Bart, którzy dzielą między siebie opowieść, snując ją na przemian. Ich wersje wydarzeń różnią się od siebie, podobnie jak różnią się sami chłopcy. Obie jednak, choć innymi drogami, prowadzą do tego samego, dramatycznego finału.

Nie trzeba długo czekać, by mroczna przeszłość upomniała się o swoje. Gdy do willi sąsiadującej z domem rodziny wprowadza się tajemnicza dama w czerni wraz z liczną służbą, nikt nie spodziewa się, że wkrótce ich życie wywróci się do góry nogami. Młodszy syn Cathy, Bart, zaczyna niebezpiecznie fascynować się starą kobietą i jej posępnym lokajem. Fascynacja szybko przeradza się w coś dużo większego i bardzo niebezpiecznego, dla młodego, podatnego na wpływy innych chłopca. Wkrótce w  ręce Barta trafia pamiętnik dawno zmarłego milionera Marcolma Neala  Foxwortha. Lektura zmieni dziecko nie do poznania a tajemnice zdradzane stopniowo przez lokaja zmienią życie całej rodziny w koszmar.

„Takie już jest życie; na każde dwie sekundy radości przypada dwadzieścia minut smutku. Więc powinieneś zawsze umieć docenić te rzadkie dwie sekundy i umieć cieszyć się każdą chwilą radości.”

Choć opowieść podzielona jest między dwóch braci, na pierwszy plan bezdyskusyjnie wysuwa się Bart. Choć jest zaledwie dziesięcioletnim chłopcem jest to bardzo dramatyczna postać. Bart jest bardzo agresywnym, zbuntowanym, niemiłym dzieckiem, które przepełnia gniew i rozgoryczenie. W przeciwieństwie do swojego utalentowanego brata jest nieudacznikiem. Czuje się gorszy i mści się na wszystkich za to. Nie akceptuje siebie, dlatego stale gra różnie role i pragnie stać się kimś innym. Choć jest negatywną postacią i często mnie denerwował, a nawet przerażał, to w gruncie rzeczy jest tylko małym zagubionym chłopcem, który pragnie być w pełni kochany i zaakceptowany.

„Kiedy po raz pierwszy w życiu jest się zmuszonym zajrzeć do swojego wnętrza, zazwyczaj doznaje się szoku.”

Jego całkowitym przeciwieństwem jest starszy brat Jory. Syn Cathy i Juliana, słynnego tancerza, odziedziczył po rodzicach niezwykły talent i miłość do baletu. Jory to przemiły chłopiec, obdarzony romantyczną duszą, pełen marzeń, optymizmu i wiary w szczęśliwe zakończenie. Postać pokochałam od samego początku i choć to Bart wydaje się ciekawszy pod względem psychologicznym to postać Jory’ego jest wprost niezbędna w prowadzeniu narracji. Rozdziały opisywane przez Barta są dosyć ciężkie i niejednokrotnie przyprawiają o zawrót głowy. Jory natomiast wprowadza do powieści nutę piękna, wytchnienia i optymizmu, równoważąc mroczną opowieść brata.

Choć „A jeśli ciernie” to pozycja, w którą nieco ciężej się wdrożyć niż w dwa poprzednie tomy, to wnosi też coś nowego do serii. Tym razem dostajemy opowieść jeszcze bardziej złożoną psychologicznie i wielowarstwową. Mamy tu do czynienia ze studium obłędu i psychomanipulacją. Możemy wczuć się w emocje zagubionego w swoim świecie dziecka oglądając świat jego oczami. To już chyba było, prawda? Tym razem jednak autorka o wiele bardziej kondensuje ten stan i serwuje czytelnikowi istne tornado emocji.

O CZYM?  Kolejne dramatyczne spotkanie ze znanym z poprzednich tomów rodzeństwem Dollangangerów. Zdaje się, że dość już w życiu wycierpieli, że uciekli wystarczająco daleko, by odciąć się od przeszłości. Jednak nawet setki mil od miejsca gdzie zaczął się ich dramat, przeszłość i tak ich odnajduje i wyciąga ręce po dzieci, którym teraz przyjdzie płacić za błędy rodziców. Nieznajomość poprzednich tomów nie przeszkadza w zapoznaniu się z tą częścią, jednak może ją znacznie utrudnić. Polecam więc zacząć od „Kwiatów napoddaszu” i poznać od podstaw rodzinny dramat, który jak się zdaje nigdy nie znajdzie finału.
„Zakazana miłość rodzi gorzkie owoce”- jak głosi napis na okładce. Ja mogę się pod nim jedynie podpisać, bo w tym jednym zdaniu zawarta jest puenta całej powieści. Po raz kolejny serdecznie polecam!

Ocena:
8/10

W serii:
>A jeśli ciernie <
Kto wiatr sieje
Ogród cieni


19 listopada 2013

„Płatki na wietrze”- Virginia C. Andrews


Przeklęci za cudze grzechy

Nikt nie powinien być więziony ani zamykany z dala od świata, w którym żyją inni ludzie. Izolacja, sprawia, że człowiek zmienia się w płochliwe, zaszczute zwierzątko, niezdolne do odnalezienia siebie w realnym życiu. Jednak nawet, kiedy brak już nadziei, kiedy za sprawą kilku zdań cały świat rozpada się w pył, gdy cała wiara zostaje rozwiana gwałtownie szyderczym śmiechem, nawet wtedy nie można się poddawać. Trzeba walczyć. Dla siebie. Dla tych, którzy cię potrzebują.

Cathy i Chris po tragicznych wydarzeniach, które rozegrały się na ponurym poddaszu Foxworth Hall, w końcu decydują się na ucieczkę. Trzy lata, cztery miesiące i szesnaście dni. Tyle czasu rodzeństwo spędziło wiezione przez matkę, która jak się okazało, truła swoje dzieci by nie stracić majątku zapisanego przez ojca. Okrutny kodycyl zabraniał jej bowiem posiadania jakiegokolwiek potomstwa. Punktem zwrotnym w historii dzieci okazuje się śmierć młodszego brata, Cory’ego. Chcąc chronić jego bliźniaczkę Carrie i samych siebie, rodzeństwo postanawia wyjść z cienia i ujawnić swoje istnienie światu. Oszukani, upokorzeni, zdradzeni, pozbawieni złudzeń, uciekają od przeszłości, która skradła im dzieciństwo, odarła z niewinności i w brutalny sposób zmusiła, by przedwcześnie dorosnąć.

„Wolność… Czy istniej wspanialsze słowo? Nie, nawet jeśli śmierć wyciągnęłaby po nas lodowate szpony. A niebo byłoby puste.”

Wolność okazuje się być jednak zupełnie innym uczuciem niż tego oczekiwali. Razem z nadzieją rodzi się w nich przerażenie obcym, nieprzyjaznym światem. Dzieci planują udać się na Florydę by tam ułożyć sobie życie na nowo i rozpocząć karierę cyrkowców. Los i tym razem nie jest dla nich łaskawy. W trakcie podróży stan otrutej arszenikiem Carrie gwałtownie się pogarsza. Na ich drodze pojawia się jednak pewna niema kobieta i wyciąga pomocną dłoń. Rodzeństwo znajduje schronienie w domu owdowiałego, czterdziestoletniego lekarza, który ofiarowuje im wsparcie i pomoc.

„Życie jednak może być jak bajka. Zła królowa odeszła z naszego życia, a wkrótce powróci królewna Śnieżka. Ale to nie ona zje zatrute jabłko. W każdej bajce był smok, który musiał zginąć , czarownica i różne przeciwności losu, które trzeba było pokonać na drodze do szczęścia. Wiedziałam już kto w moim życiu grał rolę czarownicy, ale kto zostanie smokiem?”

Podczas gdy „Kwiaty na poddaszu” były historią dosyć melancholijną i choć pełną napięcia, to jednak mało dynamiczną, tu sytuacja jest zupełnie odwrotna. Akcja rozgrywa się na przełomie wielu lat i naprawdę wiele się dzieje. Jest to czas wielkich zmian, spełniania zaprzepaszczonych dawno temu marzeń i odkrywania siebie. Choć w życiu rodzeństwa nastają w końcu radosne dni, cień przeszłości wciąż kładzie mroczne widmo na ich dalsze losy. Skrywane uczucia i zakazane namiętności ciągle nie dają o sobie zapomnieć i pragną zerwać się ze smyczy.

Każdy z Dollangangerów radzi sobie z przeszłością na swój sposób. Chris stara się przebaczyć i zapomnieć, w przeciwieństwie do swoich sióstr z optymizmem patrzy w przyszłość. Carrie pogrąża się w rozpaczy z powodu swojej inności wywołanej okrutnym dzieciństwem. A główna bohaterka? Dla Cathy koszmar wcale nie skończył się wraz z opuszczeniem Foxworth Hall. Dziewczyna jest rozgoryczona i pełna nienawiści. Jedyne czego pragnie to udowodnić swoją wartość i zemścić się na matce.

„Wspomnienia? Czym były wspomnienia? Jedynie narzędziem tortur, niczym innym!”

O CZYM?  Jeszcze bardziej wstrząsająca, okrutna, bolesna i emocjonalna od poprzedniego tomu. Historia dzieci, które przeszły piekło, i którym udało się z tego piekła uciec. Nie oznacza to jednak wcale, że się od niego uwolnili. Prześladują ich demony przeszłości, pragnienia, których nie rozumieją i uczucia, których nie są w stanie okiełznać. Książka jest całkowicie szokująca, wręcz patologiczna. Jestem pewna, że wstrząśnie każdym, dlatego nie polecam czytać wszystkich tomów jeden po drugim. Jeśli już przy poszczególnych tomach jesteśmy: w czytaniu „Płatków na wietrze” zupełnie nie przeszkadza nieznajomość pierwszego tomu, gdyż cała historia została pobieżnie streszczona w pierwszym rozdziale. To dosyć nietypowa seria, ponieważ każdy tom tworzy zamkniętą całość i nie wymaga poznania tomów dalszych, choć są ze sobą ściśle związane. Jestem jednak pewna, że gdy poznacie historię rodzeństwa i zniewalający styl Andrews nie oprzecie się pokusie by zwyczajnie czytać dalej.

Ocena:
10/10
Seria:
>Płatki na wietrze<
A jeśli ciernie
Kto wiatr sieje
Ogród cieni


21 października 2013

„Kwiaty na poddaszu”- Virginia C. Andrews


Papierowe kwiaty mrocznego ogrodu

Miłość to najpiękniejsze uczucie na świecie. Często rodzi się w bólu, a jej podtrzymanie niejednokrotnie skazuje na wiele wyrzeczeń. Zdarza się jednak, że miłość jest zakazana, bezbożna, zła. Ale czy na pewno? Czy miłość może być złem? Być grzechem? I czy kruche, niewinne dzieci muszą za ten grzech płacić? Czy są przeklęte na wieki?

To była doskonała rodzina. Piękna matka, przystojny ojciec, urocze dzieci. Wspaniały dom, dobra praca, wszechobecna miłość i rodzinne ciepło. Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia. Rodzina oczekując na ojca z przyjęciem urodzinowym nagle przyjmuje nieoczekiwanych gości. Są jak posłańcy śmierci, niosący najgorsze możliwe nowiny. Ojca już nie ma. I nigdy nie wróci. Zginął…

„W końcu przywykłam do myśli, ze śmierć jest ślepym żniwiarzem, niełaskawym dla kochanych i potrzebnych.”*

W obliczu tragedii matka okazuje się być całkowicie bezsilna. Ukazuje się druga strona medalu, ta, która do tej pory była skryta w cieniu. Rodzina ma ogromne długi, zastawiony dom, i zupełny brak perspektyw, ponieważ skupiona jedynie na swym wyglądzie matka, nie jest w stanie zapewnić czwórce swoich dzieci niczego. Ostatnia droga ratunku prowadzi do Wirginii, do Foxworth Hall- rodzinnej posiadłości matki dzieci. Ogromny, tajemniczy, stary i mroczny dom skrywa jednak jeszcze mroczniejsze rodzinne tajemnice i ludzi, którzy wcale nie uważają rodziny za mile widzianą.

Jednak prawda okazuje się jeszcze okrutniejsza. Cathy, Chris, Carrie i Cory są bowiem wynikiem, grzesznego i zakazanego uczucia. W czasie, gdy ich matka próbuje odzyskać miłość i zaufanie ojca, dzieci ukrywają się w pokoju na poddaszu, pilnowane przez czujną i okrutną babcię. Swe istnienie będą mogli ujawnić dopiero wtedy, gdy dziadek wybaczy ich matce dawne grzechy… lub umrze. Ale kiedy to nastąpi?

„Może zakochani wcale nie powinni patrzeć na ziemię? Ziemia oznacza rzeczywistość, a rzeczywistość frustracje, nieprzewidziane choroby, śmierć, morderstwa i wszelkie inne tragedie. Kochankowie powinni patrzeć w niebo, bo tylko tam ich piękne złudzenia nie mogą być podeptane.”*

Plan wydaje się prosty i łatwy do zaakceptowania. „Tylko kilka dni”- tak mówiła do dzieci matka. Dni jednak zmieniały się w tygodnie, a tygodnie- w miesiące… Choć miłość matki to coś pierwotnego i niepodważalnego, jednak wraz z każdym dniem spędzonym na mrocznym poddaszu w dzieciach budziły się nowe, nieznane uczucia. Niepewność zmieniała się w strach, a strach w nienawiść. Bo czy zaufanie może być wieczne, bezwarunkowe i zupełnie ślepe? By określić matkę, zacytuję może moją własną mamę, która czytała tą książkę przede mną: „Miałam ochotę zwyczajnie przełożyć tą pustą lalę przez kolano i wlać jej trochę oleju do głowy”. Kobieta budzi bowiem wiele sprzecznych uczuć i emocji. Chcąc dla swych dzieci pozornie jak najlepiej, wyrządza im ogromną krzywdę.

Książka jest niebywale wstrząsająca i pełna wyrafinowanego okrucieństwa. Dzieci zostały zamknięte w sekrecie, z dala od innych ludzi, pozostawione same sobie, pozbawione wiary i nadziei na lepsze jutro i spełnienie marzeń. Mamione prezentami tak naprawdę pragnęły tylko jednego: wolności. Poddasze staje się ich światem, tam rosną, dojrzewają zarówno fizycznie jak i emocjonalnie, uczą się życia, przetrwania i zbliżają się do siebie. Tam również dokonują wstrząsających odkryć, dowiadują się bolesnej prawdy, doświadczają różnych aspektów miłości, ale też zła i wyrafinowanego okrucieństwa. Są niczym kwiaty- piękne, kolorowe i pełne blasku, więdnące jednak z każdym dniem i powoli, cichutko umierające, w tajemnicy przed całym światem. W przeświadczeniu, że są źli, bo ze zła się zrodzili. To, co mi nie dawało spokoju i budziło ogromy sprzeciw to ich postawa. Dlaczego byli tacy ślepi? Dlaczego nie zdecydowali się na jakiś ruch?

„Wtedy przyszła do mnie odpowiedź, której tak długo szukałam - a wielokrotnie się zastanawiałam, czym był ten tajemniczy przycisk, włączający miłość... i pożądanie.(...) Tu chodziło o oczy. Sekret miłości tkwi w oczach, w sposobie porozumiewania się i mówienia bez otwierania ust.”*

Książka została wydana w roku 1979, co paradoksalnie stanowiło największe zaskoczenie. Opowieść jest tak świetnie skonstruowana, tak świeża i niebanalna, że totalnie nie kojarzy mi się z ciężkim stylem, trudnymi zwrotami, które wyszły z użycia i pewną typowością cechującą dawne dzieła, że spodziewałam się raczej, że autorka napisała ją zupełnie niedawno. Opowieść jest więc jakby zaklęta w czasie, uniwersalna, poruszająca bardzo trudne tematy i to nie te „typowe” o których się nie mówi, lecz zupełnie inne i do tej pory naprawdę pominięte milczeniem. Myślę, ze jeszcze długo będzie uważana za ponadczasową i niezwykle aktualną.

O CZYM? Przede wszystkim o okrucieństwie, zakazanej miłości, rodzinnych tajemnicach i wielkich tragediach- również tych wewnętrznych. O dojrzewaniu, wierze, wybaczaniu i nienawiści. Pozycja pełna emocji, często bardzo sprzecznych. O żądzy pieniądza, która potrafi zatruć nawet najczystsze serce. Bardzo szokująca, kontrowersyjna, szczera i chwilami trudna do zaakceptowania. Nie można powiedzieć o niej, że jest „fajna”, bo nic fajnego się w niej nie dzieje. Jest okrutna, bolesna i budząca całą gamę różnych emocji. Mimo lekkiego pióra pisarki momentami bardzo trudna. Jednak gdy raz po nią sięgniesz z pewnością już jej nie odłożysz. Bez względu na to czy spodoba ci się czy nie i tak przeczytasz ją aż do ostatniej strony. Ostatniej linijki. Ostatniego słowa. Gwarantuję, że nikogo nie pozostawi obojętnym. Jak dla mnie to prawdziwe dzieło. Klasyka. Absolutnie wstrząsające.

Ocena:
10/10



A teraz zadanie dla Was.
Kto przeczytał recenzję nie powinien mieć z nim w zasadzie większego problemu ;)
Polećcie mi książkę, która była by tematycznie zbliżona do „Kwiatów na poddaszu”.
Nie chodzi tu o konkrety, absolutnie. Książka ma być wstrząsająca, kontrowersyjna, szokująca, okrutna, wzruszająca lub budząca masę uczuć.
A najlepiej wszystko na raz ;)
Pozdrawiam,-

Patka

Zobacz też:

.