Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demony. Pokaż wszystkie posty

21 stycznia 2019

„Żniwiarz. Trzynasty księżyc”- Paulina Hendel


Wyd. Czwarta Strona | Seria Żniwiarz Tom III | 448 str. | Data wydania: 22.08.2018 r. 

Gdy świat zaczyna pogrążać się w chaosie

Mieliście kiedyś wrażenie, że coś obserwuje Was z ciemności, że widzieliście lub czuliście coś, co nie mogło należeć do naszego świata? Jeśli tak, to z pewnością był nawi. Potwór, demon, monstrum- nazywajcie te stwory jak chcecie. Właśnie z takimi osobnikami na co dzień (a raczej co noc) rozprawiają się Żniwiarze. Tropią, polują i eliminują. Brzmi jak bułka z masłem, ale to etat, którego raczej nie powinniście im zazdrościć. Spójrzcie chociażby na Magdę; od kiedy powróciła jako Żniwiarz wiecznie jest posiniaczona, niewyspana i okropnie nerwowa. Dla żadnego człowieka nie jest to praca marzeń, ale tak się składa, że Magda nie jest do końca człowiekiem. Podobnie jak jej wujek i chłopak, który, cóż… to skomplikowane :-) Jednak siniaki, niewyspanie i zawiły status związku, to najmniejsze problemy dziewczyny. Żądna zemsty na Pierwszym, który wyrządził jej i całemu społeczeństwu Żniwiarzy wiele złego, nie dostrzega, że w ciemnościach czai się o wiele poważniejsze zagrożenie. Wkrótce cały świat może pogrążyć się w chaosie, a jedynym sposobem na powstrzymanie ciemności okazuje się współpraca z największym wrogiem.

20 października 2017

„Żniwiarz. Czerwone słońce”- Paulina Hendel

Wyd. Czwarta Strona | Seria Żniwiarz tom II | 432 str. | 36,90 zł | Premiera: 27.09.2017 r.

Polowanie na demony czas zacząć!

Na pierwszy rzut oka nic nie zmieniło się w Wiatrołomie przez ostatni rok. Nawi wciąż atakują, a Żniwiarz broni przed nimi ludzi nieświadomych istnienia potworów rodem ze słowiańskiej mitologii. Jeśli jednak przyjrzycie się bliżej dostrzeżecie, że zmieniło się wszystko. Z tragedii, która rozegrała się rok temu w ruinach starego hotelu, nikt nie wyszedł bez szwanku. Choć bohaterom udało się osłabić największego wroga, pozostaje on wciąż na wolności. Przyczajony i żądny zemsty. Nie myślcie jednak, że Żniwiarz i spółka będą bezczynnie czekać na atak Pierwszego. Wręcz przeciwnie, to oni chcą go odnaleźć pierwsi  i przepędzić z tego świata raz na zawsze.

3 czerwca 2017

„Żniwiarz. Pusta noc”- Paulina Hendel

Wyd. Czwarta strona | seria Żniwiarz tom 1 | 432 str. | 36,90 zł | Premiera: 10.05.2017 r. 

Słowiańskie czary i gusła
czyli demonologiczny kurs samoobrony

Wszyscy wiemy, czym jest mitologia. Gdybym zapytała Was o mitologiczne bóstwa na pewno bez zająknięcia wymienicie co najmniej kilka. Większość z Was zna całą mitologię grecką i pół egipskiej i może nawet odrobinę nordyckiej. Ale co wiecie o mitologii słowiańskiej? Ja dotychczas ledwie wiedziałam o jej istnieniu, a przecież powinna być mi najbliższa skoro odnosi się do miejsca w którym mieszkam, do obyczajów i wierzeń moich przodków. Co z tego, że wiem jak rozprawić się z meduzą, skoro bezkost czy spaleniec powaliłby mnie na moim własnym podwórku. Dzięki Paulinie Hendel już wiem jak się bronić i przed czym, a przy okazji przeżyłam ekscytującą przygodę u boku prawdziwych pogromców demonów!

9 maja 2014

„Świat nocy”- Rob Thurman



Nie taki elf słodki jak go malują

Lubicie elfy? Ja bardzo. To mityczne istoty niezwykle piękne, mądre i tajemnicze. A jak wiadomo im więcej postać ma sekretów, tym ciekawsza staje się w naszych oczach. Elfy pojawiały w folklorze i mitach niemal wszystkich kultur. Nic więc dziwnego, że były przedstawione pod wieloma różnorakimi postaciami. Istnieją więc elfy światła, mroczne elfy, psotne chochliki… Rob Thurman wzgardził jednak tymi wszystkimi stworzeniami, zebrał do kupy wszystko co najgorsze i uszył zupełnie nowego, okropnego, plugawego elfa równie nieatrakcyjnego z zewnątrz co w środku i nadał im nowe imię- Auphe.

„Aby przeżyć w prawdziwym świecie, trzeba zostawić za sobą fantazje i wyobrażenia. Problem polega na tym, że nie wszystko to jest fantazją. […] Potwory są wśród nas. Zawsze tak było i pewnie już tak zostanie. Zawsze o tym wiedziałem i miałem świadomość, że sam jestem jednym z nich- przynajmniej w połowie.”

Jednym z takich potworów jest Kaliban Leandros- główny bohater i narrator „Świata nocy”. Zrodzony z auphe i ludzkiej kobiety jest jednak w połowie człowiekiem a owa potworność to jedynie stereotyp, który wytworzył się w jego wyobraźni. Pewnej okropnej nocy mrok upomina się jednak po Kala i chłopak zostaje porwany. Znika w bramie prowadzącej do świata grendeli (jak sam nazywa auphe) i choć wraca po dwóch dniach dla niego minęły dwa lata. Niko- brat Kala jest gotowy zrobić wszystko, bo chronić go przed grendelami. Dlatego poświęca się temu zadaniu całkowicie, godząc się przy tym na ciągłą ucieczkę i masę niebezpieczeństw. Gdy bracia znajdują w końcu miejsce gdzie czują się bezpieczni, a ich koszmary zdają się blednąć, okazuje się, że to dopiero początek. Auphe wciąż szukają Kala a ich plan okaże się jeszcze bardziej potworny niż można przypuszczać.


„Powiedzenie głosi, że lew pożera tylko ostatnich uciekających, ale grendele są bardziej zachłanne. Pożerały także środkowych, a nawet część biegnących na czele, jeśli ci potknęli się choć raz.”

Zacznijmy od Kala, bo o nim jest cała opowieść. Czy faktycznie jest potworem jak sam uważa? Cóż, nie bardzo. To całkiem zwyczajny dziewiętnastolatek, który lubi spać, jeść i mieć święty spokój. Podziwia kształty swojej koleżanki z pracy, przedrzeźnia starszego brata i lubi wygłaszać cięte riposty. Mroczna rodzinka nie pozwala mu jednak cieszyć się tymi pozorami normalności. Od czterech lat chłopak ucieka, choć zaczyna męczyć go już takie życie. Kal to absolutnie fantastyczny chłopak i doskonały narrator. Jego teksty czyta się z niegasnącym zachwytem. Chłopak jest pyskaty- jak by to powiedziała moja mama, zabawny i przede wszystkim szczery do bólu. Nie wyobrażam sobie by ktoś mógł go nie polubić. Podobnie jak jego brata Niko. Wyobraźcie sobie tylko: nauczyciel sztuk walki, oczytany, inteligentny, równie zabójczy co taktowny. Fanatyk zdrowej żywności, którego nic nie jest w stanie wyprowadzić z równowagi. Dla swojego brata jest gotów poświęcić wszystko. Mój zachwyt bohaterami okazał się tak wielki, że nazwałam swoje dwa półdzikie koty ich imionami. One też ciągle uciekają. Nawet kolor futerek pasuje!

„Tworzysz zmarszczki na wodzie. Zmarszczki przechodzą w fale. Fale zwracają uwagę, a na to nie możemy sobie pozwolić. Fale zatapiają tych, którzy je wywołali.”

Nie da się uniknąć pewnego rzucającego się w oczy porównania braci Leandros do duetu Dean & Sam Winchester ze znanego serialu Supernatural. Z tą różnicą, że bracia Winchester sami pchają się w objęcia demonów, podczas gdy bracia Leandros chcą uciec przed nimi jak najdalej. Jednak jedni i drudzy nie boją się wyzwań i potrafią skutecznie skopać wszelkim potwornościom tyłki.

Jeśli chodzi o innych bohaterów to autor stawia raczej na jakość a nie na ilość. Nie ma ich zbyt wielu, ale każdy jest na swój sposób wyjątkowy i nie da się ich zapomnieć. Szczególnie zaintrygowała mnie pewna mała rudowłosa jasnowidzka, niestety jej wątek został bardzo spłycony i nie mogłam poznać jej bliżej. Prawdopodobnie jej postać rozwinęła by się w kolejnych częściach, jednak próżno szukać ich na półkach księgarń gdyż wydawnictwo padło i nikt jak na razie nie wykazał zainteresowania przejęciem serii. Jednak jeśli się obawiacie zaczynania niewydanej serii, mogę uspokoić, że zakończenie jest na tyle zamknięte, że można je uznać za koniec historii.

„Wiara to dziwna rzecz- dużo szybciej się ją traci niż zyskuje.”

O CZYM?  Opowieść dwóch braci uciekających przed okrutnym wrogiem. Równie zabawna, co ekscytująca jak jazda kolejką górską. Historia braterskiej miłości, poświecenia i odwagi. W sumie nie wiem czemu akurat Świat NOCY bo potworności zupełnie nie zwracają uwagi na porę dnia. Jest to raczej przenośnia, bo mrok jest tu wprost namacalny. Choć pojawiały się pewne wzmianki autor nie rozwinął w powieści żadnego wątku romantycznego. Nie utoniecie więc w lukrze i miłosnych wyznaniach, dostaniecie za to sporą dawkę akcji, walk i adrenaliny. Tempo powieści jest bardzo szybkie i dynamiczne, stale coś się dzieje, czytelnik jest rzucany ze skrajności w skrajność. Gwarantuję wiec, że nie będziecie się nudzić i przeżyjecie ekscytującą przygodę.

Ocena:

7/10


24 stycznia 2014

„Przypływ”- Daniela Sacerdoti



Kto z nas jutro zginie?

Na „Przypływ” czekałam z wytęsknieniem od momentu przeczytania pierwszego tomu „Trylogii Sary Midnight”. Choć przyznaję, że wspomniany tom nie był wcale idealny i pozbawiony jakichkolwiek wad, to miał to, czego książkom potrzeba ogromny potencjał, który nie został zmarnowany. Czułam więc lekki niedosyt, ale jednocześnie byłam bardzo zaintrygowana i ciekawa rozwoju akcji. Teraz, po lekturze „Przypływu” jestem absolutnie zauroczona i na zabój zakochana w serii, ponieważ ten tom okazał się jeszcze lepszy od poprzedniego.

Z „Wizjami” rozstaliśmy się w dosyć dramatycznym momencie, kiedy to wróg Sary został pokonany, przez tajemniczego Nicholasa, który odwiedzał ją w snach, domniemany kuzyn i opiekun dziewczyny został zdemaskowany i odprawiony bez możliwości wyjaśnień. Ale co dalej? Odpowiedzi na wszystkie nurtujące czytelników pytania, udziela nam autorka w znakomitej kontynuacji trylogii. Sara- spadkobierczyni Tajnych Rodzin wciąż nie może się czuć bezpiecznie. Wojna z demonami trwa w najlepsze a atak może nadejść w każdej chwili. Odprawiony z kwitkiem Sean czuje się odpowiedzialny za dziewczynę, której los złożył w jego ręce na łożu śmierci najlepszy przyjaciel. Nie może jednak wrócić niechciany do jej życia obserwuje więc Sarę z ukrycia, dba o jej bezpieczeństwo i modli się by jego serce nie pękło kiedy widzi ukochaną w objęciach innego. W objęciach Nicholasa.

„Ból to tajne stowarzyszenie
Które zaprasza do siebie tych,
Którzy go czują”

Sam Nicholas, od początku równie intrygujący, co podejrzany, zaczyna nabierać w naszych oczach coraz wyraźniejszych kształtów i nowego wyrazu. Jest tajemniczy, arogancki, zaborczy, mroczny. Dlaczego w jego obecności Sara staje się dziwnie obojętna? Gdzie podziały się jej mroczne sny o demonach, będące dziedzictwem kobiet rodziny Midnight? Pytania się piętrzą, nie wiadomo komu ufać. Kto jest wrogiem a kto przyjacielem?

„-Słuchaj swojego serca.
Sara skrzywiła twarz i odwróciła wzrok.
- Próbuję. Ale zawsze jest wokół tyle dźwięków.”

To, co zaobserwowałam już przy lekturze pierwszej części to niezwykła złożoność i wielowymiarowość stworzonego przez autorkę świata. Często ubolewam nad faktem, że autorzy skupiają się na głupotach, zupełnie zapominając przy tym, że czytelnik nie zna wcale świata, w którym żyją bohaterowie i bardzo chciałby to zmienić. Podczas gdy bohaterki innych powieści tego gatunku chodzą na bale, poświęcają mnóstwo stron na bezsensowne monologi, pieśni pochwalne dla swoich obiektów westchnień, czy użalanie się nad sobą, Daniela Sacerdoti wykorzystuje te strony na pokazanie nam świata swojej bohaterki. Świata, pełnego demonów, śmierci i złowrogiej magii.

„Jesteśmy jak orkiestra na Titanicu- grająca gdy statek tonie.”

Po raz kolejny możemy też zaobserwować świat z wielu różnych perspektyw. Autorka bawi się stylem i nie pozwala zamknąć w żadnych ramach. Opisuje wydarzenia z różnych punktów widzenia i stosuje różne typy narracji. Dzięki temu możemy wczuć się bardziej w emocje, kiedy sytuacja tego wymaga, ale nie jesteśmy też ograniczeni jednym narratorem, który ma swój własny punkt widzenia. Dzięki temu zabiegowi historia nabiera wyrazu, kształtów i charakteru. I choć może Wam się wydawać, że to trochę męczące, mogę zapewnić, że autorka robi to z taką naturalnością i lekkością, że ani przez chwilę nie staje się wadą. Wręcz przeciwnie, to zaleta. I to ogromna.

„Rany na duszy
Te, których nigdy nie ujrzysz
Nigdy się nie zagoją”

O ile „Wizje”, porównywałam do innej powieści, teraz absolutnie nie mogę tego zrobić. I nie muszę. Powieść jest tak dobra, że wypracowała dla siebie własną markę i nie potrzebuje dodatkowych rekomendacji. Styl autorki, choć wcześniej już bardzo dobry, teraz jeszcze się poprawił. Historia staje się bardziej mroczna, brutalna i wciągająca. Wprost nie mogę doczekać się finału!

O CZYM?  Kolejną podróż z Sarą Midnight po świecie demonów zaczynamy dosyć sentymentalnie- od wspomnienia. Jest to wspomnienie mroczne i smutne, a opowiada ono o śmierci jej babki. Początkowo może się wydawać, że jego jedynym zadaniem jest wprowadzenie czytelnika w klimat opowieści, ale jak się później okazuje, owe wspomnienie jest kluczem do zagadki, której rozwiązanie odkrywany dopiero na koniec. Co stało się z ciotką Sary, Mairead? Jak przetrwać nadchodzącą wojnę z demonami? Bohaterowie szukają odpowiedzi na Islay w rezydencji Midnight Hall. Czy uda im się znaleźć to, czego szukają? Jedno jest pewne- nagły przypływ emocji gwarantowany!
31 stycznia, w dniu oficjalniej premiery książki, jak mówi kalendarz świąt nietypowych, przypada Międzynarodowy Dzień Przytulania. Warto więc z tej okazji nabyć własny egzemplarz „Przypływu” i przytulić serdecznie do czytelniczego serca. Gwarantuję, ze się nie rozczarujecie!

Ocena:
9/10

„Trylogia Sary Midniht”: 
>Przypływ<
"?"

Za możliwość przedpremierowego przeczytania "Przypływu" dziękuję serdecznie
wydawnictwu Dreams!

I poniekąd tematyczna nutka ;)
No przynajmniej mamy "słowo klucz" :P
Znacie? ;)


26 sierpnia 2013

"Miasto Kości" (kino)


Dary Anioła:
Miasto Kości
Życie Clary jest całkiem normalne. Do czasu.
 Dziewczyna wciąż rysuje dziwne znaki, widzi rzeczy, których nie widzą inni ludzie, a pewnego dnia zostaje świadkiem morderstwa, którego nikt nie jest w stanie dostrzec. Akcja nabiera tempa, kiedy matka dziewczyny () zostaje porwana a w zdemolowanym mieszkaniu Clary spotyka… demona.
 Czy dziewczyna może zaufać Jace’owi i jego przyjaciołom, którzy twierdzą, że demony istnieją a oni jako Nocni Łowcy chronią przed nimi świat? Czy uwierzy, że tak naprawdę wcale nie jest zwykłą śmiertelniczką tylko jedną z nich? I czy słuchanie serca to w tym przypadku dobre rozwiązanie?...

Zobacz, co niewidzialne.

Odkryj swoje przeznaczenie…


O ekranizacji pierwszego tomu sześciotomowej trylogii (tak, ja też uważam, że strasznie głupio to brzmi, ale autorkę poniosło) huczy od dawna. Fani z ekscytacją śledzili poczynania ekipy, gorąco komentowali wybór aktorów, a później pierwsze plakaty i zwiastuny. O filmie było głośno jeszcze zanim powstał. A teraz, po premierze? Jako jedna z fanek serii wybrałam się do kina by sprawdzić, czy ekipie „się udało”. A teraz opowiem wam o wrażeniach.

Do kina wchodziłam z niemałymi obawami. Głupia sprawa, przecież do kina człowiek idzie by się zrelaksować, prawda? Ja jednak strasznie się bałam. A czego? Rozczarowania. Spójrzmy tylko na takie produkcje jak całkowicie niepodobny do książkowego pierwowzoru „Percy Jackson” czy nie do końca udane „Piękne Istoty”. Jak się jednak okazało z „Miastem Kości” wcale nie było tak źle. Co więcej: było bardzo dobrze!


FABUŁA:
Ci, którzy przed przyjściem do kina powtórzą sobie lekturę, by być „na świeżo”, lub zwyczajnie mają obsesję i czytają sobie serię na wyrywki przed snem, mogą wyjść z kina lekko rozczarowani. Choć film oddaje fabułę w miarę wiernie, to nie udało się jednak pokazać wszystkiego, co powinno zostać pokazane. Zanim się wkurzycie, pomyślcie jednak ile czasu zajęło wam czytanie książki. Film trwa ok. dwie godziny, więc nie ma takiej możliwości, by wszystko zmieścić w tak okrojonych ramach czasowych. To, co najważniejsze zostało jednak przedstawione, co bardzo mnie cieszy.
Dla tych, którzy czytali książkę, pewna ciekawostka: scena w ogrodzie oraz późniejsza, przed drzwiami Clary jest identyczna jak w książce!




STRONA WIZUALNA:
To chyba, obok dobrej fabuły oczywiście, jedna z najważniejszych kwestii, decydujących o tym czy film się spodoba. Zdarzają się filmy ciekawe, lecz całkowicie nieciekawie zrealizowane, lub takie, które brak jakiejkolwiek fabuły nadrabiają oszałamiającą grafiką i ogłupiającymi kolorami. „Miasto Kości” pod względem wizualnym jest filmem bardzo widowiskowym. Mamy tu imponujące budynki, rzeźby, demony, ale też takie drobnostki jak detale czyli tatuaże czy stroje aktorów. Wszyscy z pewnością będą zaskoczeni skąpym ubiorem Clary w scenie na przyjęciu u Magnusa oraz jego, niemniej skąpym strojem ;-)
Jeśli miałabym porównywać ogólną grafikę (choć porównywać nie lubię!) to zestawiłabym film z „Harrym Potterem”. Ten sam przepych i dbałość o szczegóły. Coś pięknego.


AKTORZY:
Lily Collins jako Clary Fray wypadła naprawdę wiarygodnie i przekonywująco. Na jej niekorzyść wpływa jedynie niedostateczna rudość włosów. Gra aktorska jest satysfakcjonująca, dobrze wczuła się w graną przez siebie postać i oddała jej charakter.
Jamie Campbell Bower jako Jace Wayland- dużo osób protestowało przeciwko temu wyborowi. Do roli Jace’a już od bardzo dawna typowano Alexa Pettyfera i choć był on brany pod uwagę na ostateczny wybór wpłynęło kilka czynników. Po pierwsze: Alex wyglądał doskonale kiedy miał 17 lat. Teraz jest grubo po 20- stce i już nie ma w sobie tego czaru co dawniej. Zwyczajnie przestał pasować. Po drugie: zdolności aktorskie Alexa nie są tak powalające jak jego uroda. Po trzecie: Alex wcale nie zjawił się na castingu… On też zdaje sobie sprawę, że jest już dojrzałym facetem i wiąże swe nadzieje z filmami dla nieco starszych widzów i nie chce być dłużej utożsamiany z kinem młodzieżowym. Po czwarte i najważniejsze: Jamie całkowicie zachwycił podczas castingu nie tylko twórców filmu, ale też samą Cassandrę Clare, autorkę sagi.
Miałam nadzieję, że podoła. Nie podołał… Jace był arogancki, tajemniczy, ale też słodki. Taki typ, którego chce się zabić i przytulić jednocześnie. Jamie zupełnie nie potrafił tego oddać i choć faktycznie gra dobrze, to na mnie jego czar nie podziałał


Robert Sheehan jako Simon Lewis- do tego wyboru nie mam absolutnie ŻADNYCH zastrzeżeń. Był perfekcyjny w każdym calu: wygląd, zachowanie, humor, emocje. Cały Simon. Doskonały wybór.
Jemima West jako Isabelle Lightwood była doskonała: piękna i zabójcza. Nie mogę tego samego powiedzieć jednak o Kevinie Zegers, który jako jej filmowy brat Alec, zupełnie się nie spisał.
Godfrey Gao jako Magnus Bane był z kolei fantastyczny. Chyba jego postać była najciekawsza i najlepiej odwzorowana ze wszystkich.
Chciałabym jeszcze wspomnieć o innych aktorach, ale w końcu nie starczy mi miejsca.
OGÓLNIE gra aktorska w „Mieście Kości” ma naprawdę wysoki poziom. Bohaterowie są wiarygodni i wyraziści. Poza małymi rodzynkami oczywiście.


MUZYKA:
Niby mało istotne, ale wszyscy zwracamy na nią uwagę. To muzyka pozwala budować napięcie, dodaje dynamizmu i osobliwego charakteru scenom. Ścieżka dźwiękowa w moim odczuciu była bardzo trafiona. Szczególnie utkwił mi w pamięci kawałek Demi Lovato- „Heart by Heart”, który na początku w ogóle mi się nie podobał a teraz nie chce się ode mnie odczepić. Jak widać wrodzony romantyzm prędzej czy później wychodzi na wierzch ;)
Na ścieżce znalazły się też takie utwory jak: Magnetic- Jessie J, 17 crimes- AFI, Into the lair- Zedd, Breathe -Pacific air. Całą ścieżkę można już znaleźć na YouTube ;)



OCENA:
Nie wiem jak odebrałabym film gdybym nie czytała książki. Z pewnością nie wyłapałabym wszystkich wątków i nie zrozumiała wszystkiego jak należy. Dlatego radziłabym najpierw czytać a potem oglądać. Mimo wszystko film bardzo mi się spodobał i z pewnością jeszcze nie raz go obejrzę. Tymczasem zachęcam do pójścia do kina oraz odwiedzenia księgarni, tym bardziej, że czytelnicy, którzy dopiero zaczynają przygodę z Nocnymi Łowcami są w o tyle komfortowej sytuacji, że mogą wybierać miedzy trzema okładkami: oficjalną polską (brzydką…), zagraniczną (ładną) i filmową (czyli po prostu filmową). Książkę oceniłam na 10/10, filmowi daję dwa punkty mniej i czekam niecierpliwie na kontynuację!

Ocena:
8/10


Zobacz też:

.