Opis:
Hazel (Shailene Woodley) i Augustus (Ansel Elgort) to nastolatkowie. Oboje są
dowcipni, inteligentni, ciekawi świata i zmagający się z chorobą
nowotworową. On jest w remisji, ona nie
rusza się nigdzie bez zbiornika z tlenem. Poznają się przypadkowo podczas
spotkania grupy wsparcia. Na przekór sytuacji, w której się znajdują, zakochują
się w sobie i uczą nawzajem czerpać radość z życia.
(Filmweb.pl)
Zwiastun:
Recenzja:
Okay? Okay.
W moim przypadku istnieje zasadnicza różnica między
wzruszeniem a łzami. Lubię różnorakie dramaty i historie, które dają bohaterom
wycisk, więc wzruszam się naprawdę często. Niekiedy wzruszenie jest tak silne,
że zmusza mnie do niekontrolowanego mrugania w celu przepędzenia złośliwych
łez. Przeważnie nie mam większych problemów, by sobie z tym poradzić, jednak
podczas oglądania „Gwiazd naszych wina”
oczopląs nie zdał egzaminu i zamieniłam się w żywą fontannę chlipiącą bez
przerwy nad losem bohaterów. Co ciekawe, takiego rezultatu nie osiągnął nawet
wielbiony przeze mnie film „Zostań, jeśli kochasz”, choć
w moim odczuciu był nawet lepszy. Co jest więc tak niesamowitego w tej produkcji?
FABUŁA
Główna bohaterka, Hazel, nie tylko pokazuje nam swoje życie,
ale też o nim opowiada. Choć towarzyszy jej zawsze pewna doza ironii i humoru,
nie da się ukryć, że nie jest to wcale szczęśliwa opowieść. Dziewczyna od wielu
lat choruje na raka i tylko dzięki eksperymentalnej terapii wciąż chodzi po tej
ziemi. Nie jest to niestety proste, gdyż każdy krok doprowadza na skraj
wyczerpania jej ledwie funkcjonujące płuca, wspomagane przez taszczoną wszędzie
butlę z tlenem. Lecz nagle dziewczyna spotyka na swej drodze Augustusa, któremu
z powodu braku kończyny idzie się przez życie równie ciężko, co jej. Uczucie
jest tylko kwestią czasu, jednak choroba nie śpi i jeszcze nie raz o sobie
przypomni.
AKTORZY
Ponieważ zanim zabrałam się za książkę, wiedziałam od dawna
o istnieniu filmu, aktorzy odegrali dużą rolę już w mojej wyobraźni. Nie
miałoby to jednak miejsca, gdyby nie byli tak perfekcyjnie dopasowani do swoich
bohaterów. Nie wyobrażam sobie, by którakolwiek aktorka zagrała Hazel lepiej
niż Shailene Woodley. Choć aktorka nie
zachwyciła mnie szczególnie w „Niezgodnej”, tak
tu udowodniła, że jest prawdziwym kameleonem i idealnie dopasowała się do
swojej książkowej postaci. Doceniam też jej poświęcenie, gdyż specjalnie do
roli Hazel ścięła swoje piękne długie włosy. Również w kontynuacji „Niezgodnej”
będziemy ją więc oglądać w krótkiej fryzurce, co jednak podobno jest wręcz
wskazane ze względu na fabułę książki. Ansel Elgort to z kolei wymarzony Augustus Waters.
Choć miałam początkowo pewne obawy, czy odda całą wspaniałość książkowego
bohatera, były to obawy całkowicie bezpodstawne. Był równie niedoskonały,
uroczy i zabawny, co papierowy Augustus, ale prawdziwe mistrzostwo ukazał
dopiero na koniec. Jego metaforyczne podejście do życia wyszło nawet
wiarygodniej niż w książce, a wszystkie charakterystyczne cechy zostały
pieczołowicie zachowane. Co ciekawe, Ansel Elgort wcale
nie debiutował jako partner Shailene Woodley.
Zagrali oni razem we wspomnianej wcześniej
„Niezgodnej”, z tą różnicą, że nie kochanków, a… rodzeństwo.
Jednym z ciekawszych książkowych bohaterów był Izaac, i choć
w mojej wyobraźni wyglądał zupełnie inaczej niż w filmie, to muszę przyznać, że
dzięki kreacji Nata Wolffea, zyskał jeszcze
więcej mojej sympatii.
Bądźcie czujni podczas sceny rozgrywającej się na lotnisku,
można tam bowiem spotkać samego Johna Greena,
który „przemknął z tragarzami” jak mają w zwyczaju autorzy w ekranizacjach
swoich książek. Ciekawostką jest fakt, że zagrał postać, która w dosłownej
interpretacji, w książce była kobietą.
FILM vs KSIĄŻKA
Mam nadzieję, że osoby, które zdecydują się na obejrzenie
tego filmu, będą już zaznajomione z książką o takim samym tytule. Pomijam
oczywisty fakt, że książka jest kobietą, a kobiety zawsze mają pierwszeństwo.
Myślę, że osoby, które mają zamiar przeczytać książkę powinny to zrobić w
pierwszej kolejności, bo w innym przypadku nie czeka ich absolutnie żadne
zaskoczenie. Film stanowi perfekcyjne uzupełnienie papierowego pierwowzoru,
ponieważ jest jego niemal dosłownym odwzorowaniem. Dosłownie dosłownym, bo
nawet gdybym chciała wkleić tu kilka ciekawszych cytatów, mogłabym śmiało
kopiować je z książki, gdyż zostały włożone w usta bohaterów również w
ekranizacji. Bardzo ciekawym zagraniem okazały się chmurki, pojawiające się
obok postaci, zawierające treści przesyłanych sms-ów. Jest to bardzo chwytliwe
nawiązanie do znanych zapewne wszystkim grafik przedstawiających dwie chmurki z
najpopularniejszym cytatem z książki.
MUZYKA
Choć muzyka nie jest tu tak istotnym elementem jak w filmie „Zostań, jeśli kochasz” i nie odnajdziemy
tu tak wielkiego zaangażowania w oprawę muzyczną, produkcja może pochwalić się
jedną z lepszych ścieżek dźwiękowych, jakie ostatnio się ukazały. Jest to ten
typ filmu gdzie dominują znane głosy i niezapomniane utwory. Usłyszymy więc
między innymi Eda Sheerana, Birdy czy Charli XCX.
PODSUMOWUĄC
Film, podobnie jak książka, jest jednym z tych
niezapomnianych. Bardzo mocno zakorzenia się w sercu i wywołuje ogromne emocje.
Mnie osobiście doprowadził do rzewnych łez, co nie udało się nawet produkcji „Zostań, jeśli kochasz” (choć było
blisko!) mimo, że to właśnie ten film uważam za lepszy. W obu przypadkach mamy
do czynienia z bardzo powolną stateczną akcją i typowymi życiowymi problemami.
Rozwój wydarzeń zapewnia też masę wzruszeń i dostarcza tematów do rozmyślań.
Naprawdę warto zapoznać się z tą produkcją, nawet jeżeli nie macie w planach
lektury książki.
Ocena:
9/10
>>> RECENZJA KSIĄŻKI <<<





