Wielki powrót do dzieciństwa
Książka Waldemara Cichonia trafiła do mnie najzupełniej
przez przypadek zamiast „W pewnym teatrze lalek”, którą chciałam
zrecenzować. Przyznam szczerze, że początkowo nie miałam zamiaru jej czytać,
ale słodki róż, uroczy kotek i tort, który przypomniał mi o moich niedawnych
urodzinach, ostatecznie sprawił, że zerknęłam do środka. Przeczytałam pierwsze
zdanie, potem kolejne i zanim się obejrzałam książeczka została przeze mnie
przeczytana w całości.
Książeczka opisuje perypetie pewnej sympatycznej rodziny z
perspektywy ich kota, Cukierka. Ponieważ jest to wybitnie nieposłuszny i psotny
kotek, akcja obfituje w masę zabawnych sytuacji i nieoczekiwanych katastrof.
Nie będę się wdawać za bardzo w treść, bo przy takiej objętości (60 stron),
łatwo było by zdradzić całą fabułę. Autor podzielił historię na dziewięć
krótkich rozdziałów, które nie mają większego związku, więc mogą być traktowane,
jako osobne historyjki idealne na dobranoc. Bohaterowie w inteligentny i
zabawny sposób przemycają do opowieści wiele informacji i ciekawostek, które z
pewnością zaintrygują małych odkrywców.
To, co przykuwa wzrok i czego nie da się absolutnie
przeoczyć, to przepiękna szata graficzna oraz barwne i przyjemne dla oka
ilustracje. Oprawa jest twarda, z tłoczonym napisem i obrazkiem, co dodaje
jeszcze książeczce uroku. Wydawnictwo Dreams jest znane z tworzenia świetnych
grafik i starannych wydań swoich książek, ale nie mogę się powstrzymać by po raz
kolejny Wam to przypomnieć.
Ci, którzy częściej zaglądają na mojego bloga, wiedzą, że
uwielbiam bajki. Nie wyobrażam sobie poranków bez „Scooby Doo” i wieczorów bez
„Pingwinów z Madagaskaru”, a do kina jeżdżę równie często na filmy fantasy, co
na animacje. Z bajkami pisanymi nie miałam dawno do czynienia, ale wierzcie mi
na słowo, że to fantastyczna sprawa powrócić na chwilę do dzieciństwa. W sumie
cieszę się więc, że książeczka do mnie trafiła, bo jest absolutnie
przesympatyczna i nawet ja, choć dzieckiem już nie jestem, przeczytałam ją z
przyjemnością. Na pewno przechowam tą książeczkę dla swojego ewentualnego
potomstwa, bo jeśli kiedyś będę takowe miała, chciałabym im czytać właśnie
takie urocze i mądre książki.
Nie bardzo wiem jak ocenić tą książkę, bo zdecydowanie nie
moja kategoria wiekowa, a z powodu braku młodszego rodzeństwa nie mogę „przetestować”
jej na kimś wiekowo odpowiedniejszym. Jako takiej oceny więc nie będę wystawiać,
jednak słuchając swojego wewnętrznego dziecka stwierdzam, że pomimo moich
dziewiętnastu lat, książka okazała się zaskakująco miła i przyjemna w odbiorze.
Jeśli więc macie w domu jakiegoś lubiącego książeczki szkraba możecie mu śmiało
podsunąć przygody Cukierka. Jestem pewna, że będzie zadowolony.
W serii:
„Cukierku,
ty łobuzie!”
„Nie
martw się, Cukierku”
„Popraw
się, Cukierku”
>„Jak
się masz, Cukierku?”<

