7 grudnia 2012

Sny zapisane na szkle

"Szklane księgi porywaczy snów"- Gordon Drahlquist
Wyd. Albatros


Po długim milczeniu przyszedł w końcu czas na kolejną recenzję. Mam nadzieję, że tak do końca nie zapomnieliście o „Krainie absurdu” , bo chcę  Wam dziś polecić wyjątkową książkę. Nie jest to typ literatury po jaki sięgam zazwyczaj, ale jestem pod ogromnym wrażeniem! Znalazłam na jej kartach dosłownie wszystko czego oczekiwałam od dobrej powieści. Naprawdę nie żałuję, że dałam się namówić wujkowi, który mi ją pożyczył. To była niesamowita podróż! Ale od początku.

XIX wiek. Duże miasto w wiktoriańskiej Anglii, spowite mgłą i kryjącymi się w niej sekretami. To właśnie w tej ponurej, mrocznej i tajemniczej atmosferze poznajemy trzy zupełnie różne postaci. Pierwszą z nich jest dwudziestopięcioletnia panna Temple, przybyła do Anglii z Wysp dziedziczka niewielkiej fortuny, wystarczającej jednak by żyć w luksusie. Poznajemy ją akurat w momencie, kiedy dostaje list od swojego narzeczonego, który bezceremonialnie zrywa z nią zaręczyny, nie podając powodu i prosząc, by nigdy więcej nie próbowała się z nim skontaktować. Rozpacz dziewczyny trwa jednak zaledwie chwilę i wkrótce przeradza się w głęboką pogardę ale też ciekawość. Celeste, bo tak jej na imię, to osoba bardzo uparta, inteligentna i twardo stąpająca po ziemi. Takie właśnie bohaterki lubię. Dziewczyna zna swoją wartość i nie chce pozwolić, by ktoś ją podważał. Dlatego decyduje się śledzić byłego narzeczonego i wyjaśnić całą sprawę. Jednak jej prywatne małe śledztwo nieoczekiwanie przybiera zupełnie nieoczekiwany obrót. Celeste trafia na bal, pełen zamaskowanych osób, i bierze udział w dziwnym widowisku, podczas którego kobiety są zmuszane do perwersyjnych aktów. Dziewczyna zostaje wplątana w niebezpieczną intrygę i wkrótce staje się ofiarą…

Kolejnym bohaterem jest Kardynał Chang. Nie jest to jego prawdziwe nazwisko, ponieważ profesja jaką się para wymaga tajemnicy. Chang jest płatnym mordercą i to jednym z najlepszych w mieście. Przydomek „Kardynała” zyskał dzięki czerwonemu płaszczowi, który zawsze nosi,  a „Chang” to żartobliwy odnośnik do jego wyglądu. Kiedy jeszcze prowadził inne życie, podczas bójki został raniony batem w twarz, zyskując w ten sposób paskudną bliznę przecinającą oczy, którą ukrywa pod ciemnymi okularami. Kardynał dostaje zlecenie morderstwa. By je wykonać udaje się na bal do wielkiej rezydencji. Na miejscu znajduje jednak człowieka, którego miał zabić jednak… już martwego. W dodatku z tajemniczymi bliznami wokół oczu…


W sieć intryg zostaje także wplątany kapitan chirurg  Svenson, opiekun macklenburskiego księcia. Jego podopieczny jest wyjątkowo kłopotliwym młodym człowiekiem, lubiącym zabawę, kobiety oraz kłopoty. Pewnego dnia zostaje porwany a kiedy Svensonowi udaje się go znaleźć, dostrzega, że książę ma wokół oczu wypalone blizny. Kiedy książę zostaje porwany ponownie, doktor stara się odnaleźć go za wszelką cenę. Jednak przypadkowo odkryte szkiełko, na którym „zapisana” jest pewna scena z udziałem księcia nieoczekiwanie rzuca doktora w wir niebezpiecznych intryg.

Wszystko co napisałam do tej pory wydaje się nie mieć sensu. Jednak w rzeczywistości, to bardzo sprawnie zbudowana opowieść. Autor splata ze sobą wątki tak że tworzą skomplikowaną sieć. Losy bohaterów splatają się ze sobą i historia nabiera rumieńców. Razem chcą stawić czoła tajemniczej organizacji, o której wiedzą bardzo niewiele, jednak wszyscy mają swoje powody, by chcieć ją zniszczyć.

Na okładce możemy przeczytać, że to „koktajl gatunków literackich”. Nie można się z tym nie zgodzić. Mamy tu kryminalne intrygi, tajemnicze morderstwa, przerażające doświadczenia, alchemię, magię, odrobinę romansu, tajemniczą organizację, która pozbawia ludzi wspomnień i zapisuje je w szklanych księgach. Książka jest przesycona scenami erotycznymi dlatego myślę, że powinny ją czytać raczej osoby w wieku + 18. Autorowi jednak udało się wszystko tak opisać, że zaniżyłabym jednak do +16 :P ale nie mniej naprawdę.
Ciężko mi napisać coś co by Was naprawdę przekonało do tej książki, a bardzo bym chciała, bo to naprawdę kawał dobrej literatury. Tomiszcze ma 780 stron, jednak akcja pędzi tam w zawrotnym tempie. Bohaterowie są ciągle w ruchu, stale dzieje się coś emocjonującego. Pościgi, zagadki, ciemne zaułki, przyjaźń, miłość, błękitne szkło, to wszystko odnajdziecie na kartach tej wspaniałej powieści. Warto też zwrócić uwagę na język, którym autor opisał całą historię: niezwykle plastyczny, barwny i poetycki. Osobiście nie miałam problemów z wyobrażeniem sobie wszystkiego. Nie bójcie się też objętości książki- dosłownie się przez nią płynie. No i zakończenie, a w zasadzie ostatnie 250 stron- totalny twist!

Komu mogę polecić? Hmm… na pewno nie wszystkim. To książka dla trochę starszych i poważniejszych czytelników, takich, którzy oczekują od książki „czegoś więcej”, chcą rozwiązać zagadkę i dać się porwać w wir tajemniczych niebezpiecznych intryg. Na pewno też dla tych, którzy lubią powieści historyczne, epokę wiktoriańską Sherlocka Holmesa, Jane Eyre I Juliusza  Verne’a.

Na koniec dodam, że na podstawie książki ma powstać film, którego produkcją ma się zająć Johnny Depp. Czekam z niecierpliwością.
9/10

27 stycznia 2012

Pragnienie miłości



Alex Flinn- "Bestia"
Wyd. Galeria Książki


Czasami kiedy idziesz ulicami Nowego Jorku – pewnie w innych miastach jest podobnie, ale w Nowym Jorku szczególnie, ponieważ jest bardzo zatłoczony – widzisz ludzi na wózkach inwalidzkich, z kikutami ledwie sięgającymi brzegu siedzenia, albo osoby z poparzeniami twarzy. Może stracili nogi na wojnie albo ktoś polał ich kwasem. Nigdy tak naprawdę o nich nie myślałem. Najwyżej zastanawiałem się, jak ich ominąć, żeby mnie nie dotknęli. Wydawani mi się obrzydliwi. Ale teraz myślałem o nich nieustannie. Jednego dnia można być zupełnie normalnym – a nawet pięknym – następnego wszystko się zmienia. Szkody są nieodwracalne. Stajesz się potworem. Ja nim byłem i jeśli miałem przed sobą pięćdziesiąt, sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt lat życia, musiałem przeżyć je jako bestia. A wszystko zmieniło się w tej jednej minucie, kiedy Kendra za karę rzuciła na mnie czar.*

Kyle Kingsbury – zabójczo przystojny, obrzydliwie bogaty, potwornie zepsuty. Tymi słowami można w skrócie podsumować głównego bohatera. Jako syn słynnego prezentera telewizyjnego, Kyle był traktowany niemal jak król. Nic dziwnego więc, że w ekskluzywnym liceum do którego uczęszczał został nominowany na członka rodziny królewskiej. Jednak na lekcji podczas której odbywało się głosowanie stało się coś niespodziewanego. Jedna z uczennic wyraziła sprzeciw tej parodii elitaryzmu jak to ujęła. Była jedną z tych osób którymi Kyle się brzydził – brzydka, gruba, w nie markowych ciuchach. Dlatego postanowił w okrutny sposób dać jej nauczkę, zaprosił ja na bal po czym publicznie upokorzył. Nie wiedział jednak, że pierwsze wrażenie, kiedy to pomyślał o niej: wiedźma, było jak najbardziej słuszne. Za karę Kendra rzuciła na Kyle’a  czar, który sprawił, że stał się na zewnątrz równie brzydki jak był w środku. Futro, kły pazury. Dla chłopaka, dla którego wygląd był  wszystkim, cały świat legł w gruzach. Jednak dzięki pewnej małej dobrej rzeczy, którą zrobił podczas balu, dostał druga szansę. Dwa płatki róży – dwa lata by znaleźć miłość, której pocałunek zdejmie klątwę. Tylko jak znaleźć kogoś kto cię pokocha kiedy wygląda się jak bestia?

Przyznam szczerze, że początek niespecjalnie mi się podobał, głównie dlatego, że po prostu nie znoszę tego typu bohaterów. Nie musze zatem pewnie dodawać, że Kyle nie wzbudził mojej sympatii. Jednak ten zabieg był konieczny dla dalszego rozwoju fabuły i przemiany głównego bohatera. Z kartki na kartkę było coraz lepiej i ostatecznie muszę przyznać, że książka trafia do grona moich ulubieńców. Futro… na początku moja wyobraźnia trochę się buntowała i chciała złagodzić wizję potwora. Przystojny Kyle (tu oczywiście pojawia się obrazek Alexa Pettyfera, jakżeby inaczej, ech te zwiastuny…) który w ciągu kilku chwil staje się tak obrzydliwy, że nie można na niego patrzeć. Trudna sprawa. Ale w końcu poddałam się i pozwoliłam autorce wykreować w swojej głowie dokładnie taki obrazek jaki chciała nam przekazać. I wiecie co? Naprawdę pokochałam bestię mimo futra i pazurów!

Literatura paranormal romance przyzwyczaiła nas do pewnego bardzo wygodnego schematu: przeciętna dziewczyna spotyka „tajemniczego i zabójczo przystojnego” i od razu się w nim zakochuje, tak naprawdę w ogóle go nie znając. Po lekturze „Bestii” zaczęłam się jednak zastanawiać, czy jest to w ogóle możliwe. Prosty przykład: czy Bella pokochałaby Edwarda gdyby był porośnięty futrem? Szczerze wątpię. Albo czy jakakolwiek z naszych zakompleksionych brzydkich kaczątek zwróciłaby uwagę na kolesia, który ma kły i pazury? Z pewnością nie. I w tym tkwi cały problem, bo czy bohaterki kochają naprawdę swoich wybraków, czy tylko są zauroczone ich powłoką zewnętrzną? (mówię to głównie o początkach historii, absolutnie nie mam zamiaru obrażać, żadnego paranormalna!) Myślę, że to, co wyróżnia „Bestię” na tle gatunku, to przede wszystkim szczerość uczuć. Miłość która po prostu jest i nie prosi o nic w zamian.

Główny bohater jest za razem narratorem, dlatego jesteśmy świadkami ogromnej przemiany jaka w nim zachodzi już u samych podstaw. Każde jego słowo skłania do refleksji, jak drastycznie brzydota zmienia człowieka. Myślę, że dramat Kyle’a zaczął się na długo przed tym jak stał się bestią. Opuszczony przez matkę, niedostrzegany przez ojca, tak naprawdę nigdy nie zaznał miłości. Jak ktoś kto nigdy nie był kochany ma nauczyć się kochać innych ludzi? „Piękni są lepsi”- mawiał jego ojciec., Myślę, że Kyle obrał sobie zdecydowanie zły autorytet. I w końcu sam to zrozumiał.

Alex Flinn  czerpie pełnymi garściami z baśni o „Pięknej i Bestii” ale nie tylko. Pojawiają się tam również motywy znane z „Dzwonnika Z Notre Dame” czy  „Upiora z operze”. Naprawdę podobało mi się przeniesienie tego wszystkiego do współczesnego, nowoczesnego świata.  „Bestia” jako współczesna baśń niesie pewne przesłanie, jak każda baśń zresztą. Morał „Pięknej i Bestii” znają wszyscy, nawet dzieci. Jednak to, że „znamy”, nie znaczy wcale, że „akceptujemy” albo „kierujemy się nim w swoim życiu”. Myślę, że lektura zwróci choćby na chwilę uwagę wszystkich na problem nieakceptacji a wręcz tępienia ludzi, którzy są inni. Zmusza też do zastanowienia się który Kyle tak naprawdę był bestią: piękny i okrutny, czy ohydny i dobry? Jakie czynniki tak naprawdę mają prawo decydować o istocie człowieczeństwa?

Chciałabym polecić tą książkę wszystkim, bez względu na wiek. Porusza ona w baśniowy sposób pewne bardzo ważne kwestie, o których wspomniałam powyżej, ale również opisuje silną i desperacką potrzebę miłości i daje nadzieję, że bez względu na to kim jesteśmy, naprawdę możemy ją znaleźć.

Ocena: 8/10 


W 2010 roku na podstawie powieści Alex Flinn powstał film z Alexem Pettyferem, Vanessą Hudgens i Mary-Kate  Olsen w głównych rolach. Jak dla mnie Vanessa jako Linda to fatalny wybór... Nie lubię jej, ale trzeba przyznać, że jest bardzo ładna a Linda z powieści była przeciętna a do tego ruda... Alex za to pasuje do roli idealnie jednak to jak przedstawiono go po przemianie jest bardzo rozczarowujące. Zero futra i podobnych atrakcji z książki. Jestem z tych, którzy lubią wiernie odwzorowane filmy. No i Mary-Kate... Totalnie niepodobna do Kendry z książki, ale bądź co bądź na wiedźmę się nadaje ;) Filmu co prawda nie oglądałam, zrobię to już wkrótce, jednak już po zwiastunach przeczuwam, że nie przypadnie mi do gustu tak jak książka. Postanowiłam dać pierwszeństwo papierowej wersji ponieważ naprawdę nie znoszę kiedy film narzuca mi wizję przedstawionego świata. Czy ktoś z Was oglądał?

*********************************
* Fragment książki str. 98, 99

23 stycznia 2012

Przez mgłę i urok...

 

 Julie Kagawa- "Żelazny Król"
Wyd. Amber


Wierzycie w magię? Dobrze się zastanówcie nim odpowiecie na to pytanie. Meghan nie wierzy. Trudno jej się dziwić, w jej świecie nie było miejsca dla złudzeń. Kiedy miała sześć lat jej ojciec zniknął bez wieści a jedyne co po nim zostało to buty na brzegu jeziora. Chcąc uciec od wspomnień wyprowadziła się z matką na wieś by tam  prowadzić spokojne życie wraz z ojczymem i przyrodnim bratem. Jednak w oczach bohaterki wcale nie wygląda to tak kolorowo. Mieszka na farmie gdzie jej ojczym hoduje świnie i ,nawiasem mówiąc, sprawia wrażenie jakby nie miał pojęcia o jej istnieniu, w domu wiecznie brakuje pieniędzy, matka ciągle nie ma czasu zabrać jej do szkoły jazdy a młodszy braciszek nieustannie opowiada jej o potworach mieszkających w jego pokoju. Cały świat jednak stanie na głowie w dzień jej szesnastych urodzin, kiedy Meghan zacznie nagle dostrzegać rzeczy których z pewnością nie widzi nikt inny a wokół niej zaczną się dziać rzeczy które zdecydowanie nie powinny mieć miejsca. To tego najlepszy przyjaciel zdradzi jej pewien sekret… Na konsekwencje nie będzie trzeba długo czekać, wkrótce dziewczyna będzie zmuszona stawić czoła magicznemu, tajemniczemu światu, który tylko czekał na jej przybycie…

Korci mnie, żeby pisać dalej ale nie zrobię tego. A wiecie dlaczego? Bo ta książka jest jak tajemnica, którą trzeba odkrywać samemu kawałek po kawałku. Pozbawianie was tej przyjemności byłoby prawdziwą zbrodnią! Powiem Wam jednak, że książka naprawdę jest warta zachodu. Z każdej strony emanuje niezwykła energia i widać, że autorka bardzo wczuła się w opisywaną historię i co więcej, że odkrywanie magicznej krainy razem z Meghan sprawiało jej niekłamaną radość. Czytelnik to czuje i sam tego doznaje, to jedna z tych powieści, w których liczba stron nie ma znaczenia, bo i tak zawsze byłoby ich za mało. Słowa dosłownie się pochłania i to z ogromnym smakiem.

Oprócz niezwykle plastycznego świata dużym plusem powieści są bohaterowie. Główna bohaterka, pomijając fakt, że jest genialną narratorką i nie drażni czytelnika więc można się w nią całkowicie wczuć, jest bardzo ciekawą osobą. Zdecydowana, twarda, silna, konsekwentna. Podobało mi się to, że niczego nie udawała. Nie próbowała ukrywać, że się boi, bo się bała, ale nie przeszkodziło jej to w konsekwentnym dążeniu do celu. Kolejnym genialnym bohaterem był jej przyjaciel Robbie. Zabawny, szalony, istny wulkan, czasem trochę ciężko za nim nadążyć ale swoją barwną naturą nadaje opowieści kolorów. Jak by to powiedziała moja babcia: pocieszny chłopiec. Motyw najlepszego przyjaciela, który ma pewne sekrety jest bardzo popularny, jednak nie wiem jak Wy, ale ja mam do nich niesamowitą słabość. Czym jednak byłaby literatura tego typu bez gorącego amanta! Więc i taki się tu znalazł, i to nie byle jaki. Ash… mroczny, lodowato piękny, niebezpiecznie pociągający książę zimna który mimo swojej chłodnej natury rozgrzewa do czerwoności. No tak, czym byłby amant bez skrywanej w głębi serca tajemnicy. Tak więc, zdradzę Wam, że tajemnicę również posiada.

Naprawdę serdecznie polecam tą pozycję absolutnie wszystkim. Julie Kagawa stworzyła niebywałą magiczną opowieść, w której połączyła wątki znane z takich powieści jak „Alicja w krainie czarów”, „Opowieści z Narnii” czy „Sen nocy letniej” ale absolutnie nie chcę przez to powiedzieć, że kopiuje i powiela schematy. Co to, to nie! Mimo tych literackich odniesień historia jest niezwykle oryginalna a magiczny świat kryje całkowicie innowacyjny pomysł. Klasyka splata się z nowoczesnością  i tworzy coś naprawdę ciekawego. Polecam serdecznie. A i jeszcze jedno: uważajcie na pana z szafy,  tak na wszelki wypadek ;-)

Ocena 9/10

Już wkrótce kolejny tom trylogii:

"Żelazna Córka"

Nazywam się Meghan Chase.
Od jakiegoś czasu przebywam w pałacu zimowych elfów. Jak długo dokładnie? Nie wiem. W tym miejscu czas nie płynie normalnie. Od kiedy utknęłam w krainie Nigdynigdy, życie w świecie zewnętrznym, świecie śmiertelników, płynie beze mnie. Jeśli kiedykolwiek się stąd wydostanę, jeśli uda mi się wrócić do domu, może się okazać, że od mojego zniknięcia minęło sto lat, a cała moja rodzina i przyjaciele od dawna nie żyją.
Staram się nie myśleć o tym za często, ale czasami nie mogę się po prostu powstrzymać.
Zawarłam z zimowym księciem umowę – obiecałam, że jeśli on mi pomoże, pójdę z nim na Mroczny Dwór. Ale gdzieś tam, pośród upiornego pustkowia pyłu i żelaza, uświadomiłam sobie, że się w nim zakochałam…
***************************************
Trochę mnie nie było i naprawdę chciałabym powiedzieć, że wracam po długiej przerwie ale to nie byłaby do końca prawda. Na początku zwalałam wszystko na brak czasu i tym podobne, ale prawda jest taka, że w tym wszystkim trochę zwolniłam i czytanie przestało być na pierwszym miejscu. Blog jednak nie umarł i będę wstawiać recenzje jak tylko będę mogła. Trzymajcie się ciepło i życzę fantastycznych ferii, tym którzy już je mają bądź z niecierpliwością ich wypatrują :-)

16 października 2011

Ogień, który nie przestanie płonąć



Carlos Ruiz Zafon- "Pałac Północy"
Wyd. Muza


Północ. Kalkuta tonie w nocnej mgle. Wśród tej niepozornej, zmorzonej snem scenerii rozgrywa się prawdziwy dramat. Nie bacząc na zimno i świadomość rychłej śmierci, pewien mężczyzna ucieka przed złem. Maleńkie bliźnięta płaczą z głodu i zimna na jego łodzi, ale mężczyzna nie może się teraz zatrzymać. Dziś to nie jego życie jest ważne, musi ocalić dzieci. Dla Niej. Ale prześladowca jest coraz bliżej i nie spocznie dopóki nie dostanie tego czego szuka. Pragnąc za wszelką cenę nie dopuścić do tragedii, nie licząc się z ceną, mężczyźnie udaje się zanieść dzieci ich babci i choć chwilę potem historia owego mężczyzny się kończy, to dla wszystkich innych w tej właśnie chwili koszmar dopiero się zaczyna. Gra już się rozpoczęła. Teraz można tylko odwlekać nieuniknione. Kobieta postanawia rozdzielić bliźnięta dla ich bezpieczeństwa, jednak jak się pewnie domyślacie, losy dej dwójki jeszcze się przetną. 16 lat później, w pewnym bardzo tajemniczym miejscu…

Zanim opowiem wam o tym spotkaniu, przenieśmy się o wspomniane 16 lat w przyszłość, do miejsca, które większości z was kojarzy się głównie ze smutkiem i wielką samotnością. Sierociniec St. Patrick’s, to tu, Ben spędził całe swoje życie. Nie ma innego domu ani innej rodziny niż ta, którą dostał od tego miejsca. Teraz jednak, kiedy według prawa jest już dorosły, musi opuścić sierociniec, podobnie jak szóstka jego przyjaciół.  Razem z owymi przyjaciółmi, Ben stworzył przed laty sekretne stowarzyszenie, Chowbar Society, mające na celu bezwarunkową pomoc wszystkim swoim członkom i wspólne zbieranie wiedzy, która przyszłości mogła pomóc im przetrwać w tajemniczym i okrutnym świecie. Przyjaciele spotykają się w starej, zrujnowanej rezydencji nazwanej przez nich Pałacem Północy, miejscu w którym łącza się ich historie, bo to właśnie opowieść jest ceną za członkostwo w Chowbar Society. W nocy kiedy miało odbyć się ostatnie spotkanie, stowarzyszenie zyskało niespodziewanie nowego członka. Sheere, bo tak jej na imię, to tajemnicza dziewczyna, którą z wychowankami sierocińca łączy więcej niż mogłoby się wydawać. Podobnie jak oni, nigdy nie miała prawdziwego domu. Wychowana przez surową babcię, która nie pozwoliła nigdzie zagrzać im miejsca na dłużej, zupełnie jakby przed czymś uciekała… I posiada historię, którą może wkupić się do stowarzyszenia. Historię, która stanie się początkiem wielkiej przygody i wielkiego niebezpieczeństwa. Domyślacie się pewnie kim jest owa dziewczyna. I macie rację. W tym momencie krucha bariera bezpieczeństwa zapewniona bliźniętom przez babcię roztrzaskała się na milion raniących części. Nadszedł czas na finał gry, która nie może dobrze się skończyć.

Zarówno Ben, jak i wszyscy członkowie Chowbar Society, to tak niesamowicie wyraziste i pełne życia postaci, że chciałabym każdemu z nich poświęcić osobny akapit. Są niczym barwny witraż: każdy element jest zachwycający i wyjątkowy, choć tak naprawdę dopiero razem tworzą kompletną całość. Są niczym jeden organizm, idealnie zsynchronizowany, zbudowany z uzupełniających się elementów. Choć jest to historia Bena i Sheere, opowiada ją ich przyjaciel Ian. Dlaczego cichy, spokojny, cierpiący na bezsenność, marzący o karierze lekarza chłopiec, jest narratorem a nie ten, kogo opowieść bezpośrednio dotyczy? Nie odpowiem wam na to pytanie, ale zadam kolejne: kto widzi więcej? Narracja Iana ma formę wtrąceń między rozdziałami opisywanymi w trzeciej osobie. Przyznam, że ten pomysł był trafiony, przynajmniej w moim odczuciu.

Skupiłam się na bohaterach zupełnie pomijając po drodze tajemnicę z jaką muszą się zmierzyć. Mamy tu więc czarny charakter, tajemniczego Jawahala, którego losy niegdyś skrzyżowały się z losami ojca bliźniąt, pociąg w płomieniach, owiane tajemnicą zbrodnie i miejsca w które lepiej nie zapuszczać się po zmroku. Podsumowując: Carlos jak zwykle nie zawodzi i nie oszczędza bohaterów. Mimo iż historia nie dorównuje jego późniejszym dziełom, czuć w niej już ten klimat i niepowtarzalność, charakterystyczny dla autora. Zastanawiałam się czy Zafon nie ma przypadkiem jakichś zadatków na piromana, ponieważ w każdej ze swoich książek, podpala coś lub kogoś, jednak w tej powieści było chyba jak dotąd najwięcej ognia. Nie zabrakło też elementów wywołujących przerażenie, a końcówka jak zwykle wbiła mnie w fotel. Tym razem udało mi się znaleźć jednak dwa minusy, które dla was wcale minusami być nie muszą. Pierwszy: bardzo częste używanie słowa „fantasmagoria”. Denerwowało mnie to niesamowicie bo nie dość, że ciężko się je wymawia, to jeszcze, a może przede wszystkim, miałam ledwie nikłe pojęcie co może oznaczać. Plus z tego minusa jest taki, że wzbogaciłam swój słownik o to pojęcie. Dzięki ciociu Wikipedio! I drugi minus, tym razem na poważnie. Czytałam wcześniej „Księcia Mgły”, czyli rzekomo poprzednią część i wyobraźcie sobie jakie było moje rozczarowanie kiedy okazało się, że te dwie powieści nie mają, żadnego związku! Moje oburzenie na pewno zrozumieją ci, którzy czytali „Księcia…” i znają jego zakończenie. W pewnym momencie miałam wrażenie, że już wiem na czym polega związek między tymi powieściami i byłam niesamowicie dumna, że to rozgryzłam, aż tu nagle… No właśnie, zero związku. Jednak i w tym minusie znajduje się pewien znaczący plus: obie książki można czytać bez znajomości tej drugiej. Polecam jednak przeczytać obie, bo uwierzcie mi- naprawdę warto! Zobaczymy co przyniesie ze sobą kolejna powieść autora, czyli „Światła Września”, która niedługo będzie miała swoja premierę. Już nie mogę się doczekać!

Ocena
9/10


1 października 2011

Stos wrześniowy :)

Nie mam ostatnio zbyt wiele czasu na czytanie, ale potrzeba kupowania nowych pozycji jest silniejsza ode mnie :-) Ludzie którzy mnie otaczają nie są w stanie do końca zaakceptować tej małej obsesji, przecież można wydać pieniądze na coś bardziej przydatnego, prawda? Nie było łatwo, były kłamstwa, prośby i groźby ale udało mi się zdobyć aż 11 pozycji i jestem z tego niezmiernie dumna. Dodam tylko, że wszystkie kupiłam w promocyjnych cenach, chociaż tyle w kwestii oszczędzania...

Od góry:
1. "Norwegian Wood"- Haruki Murakami
Całkowicie spontaniczny zakup. Byłam akurat w biedronce i po przeczytaniu opisu wprost nie mogłam się oprzeć. Cena też kusząca, bo jedyne 11.99 :-)
2. "Gra Anioła"- Carlos RJuiz Zafon
Mój mistrz literatury! Obiecałam sobie, że kupię wszystkie jego książki i jak na razie nieźle mi idzie. Chwilowo brakuje tylko jednej. Jest to też kolejny biedronkowy zakup, również za 11.99.
3. "Wilczy amulet"- S. A. Swann
Pierwsza część całkowicie mnie oczarowała więc nie mogłam odmówić sobie również drugiego tomu tej cudnej dylogii.  (TU znajdziecie recenzję pierwszego tomu) Książkę kupiłam w ramach promocji 3 za 2  na empik.com "Wilczy amulet" kosztował mnie jedyne 2 grosze :-) Muszę w tym miejscu jednak serdecznie podziękować mojemu cudownemu bratu, który nie tylko odebrał paczkę z salonu, ale również za nią zapłacił! Dziękuję!
4. "Wilczy szlak"- Bear Gryls
Tu całkowite zaskoczenie. Wygrana w konkursie zorganizowanym na Bravo.pl. Serdecznie dziękuję!
5. "Przebudzenie Jenny Fox"- Mary E. Pearson
Uwielbiam promocje, to żadna tajemnica. Tą pozycję udało mi się upolować za jedyne 8 zł, niby lekko uszkodzona ale ja żadnych uszkodzeń nie zauważyłam :-) Kolejne 4 pozycje również z tej samej promocji na nk.com.pl
6. "Jeśli zostanę"- Gayle Forman
Słyszałam o niej wiele dobrego i postanowiłam przekonać się na własnej skórze czy faktycznie jest dobra. Podejrzewam, że jednak będzie. Dramaty są cudowne!
7. "Przyrzeczeni"- Beth Fantaskey
Nie znalazłam bodaj jednej negatywnej oceny tej książki i choć sam opis szczególnie nie przekonuje, muszę przeczytać i dowiedzieć się o co tyle szumu :-)
8. "Wybrańcy"- Kristin Cashore
Fantastykę kocham od zawsze. Ostatnio jednak  zaniedbałam trochę ten gatunek na rzecz paranormali, którym po prostu nie mogę się oprzeć. Czas nadrobić zaległości, pozycja podobno warta uwagi.
9. "Przysięga krwi"- Richelle Mead
 Jeśli ktoś jeszcze nie zna przygód Rose musi to koniecznie zmienić! Seria jest po prostu cudowna i bije na głowę wszystkie inne akademie z jakimi spotkałam się do tej pory w literaturze. Oprócz Hogwartu oczywiście :-)
10. "Zew księżyca"- Patricia Briggs
Książka napisana przez moją imienniczkę :-) Od dawna ciągnęło mnie w kierunku urban fantasy i w końcu dałam się skusić. Ciekawe co z tego wyniknie
11. "Dwie wojowniczki"- Licia Troisi
Ostatnia, co wcale nie oznacza, że najgorsza.  Pierwszy tom całkowicie mnie zachwycił i nie mogę się doczekać kolejnych przygód młodej wojowniczki Dubhe!

                                                    *****************

Ostatnio zamieszczam recenzje rzadziej niż na początku, ale liczę na wyrozumiałość. Dopadło mnie coś co wszyscy znamy- szkoła. Pobudki o 5 rano, 3 km z domu na przystanek i 2 km od kolejnego przystanku o szkoły, bieganie z budynku do budynku, jedzenie drugiego śniadania w biegu... Kiedy wracam do domu nie mam na nic siły, raca domowa to zło konieczne i czasami po prostu nie mam siły czytać. Częściej jednak nie mam czasu. Jednak jeszcze trochę, złapię rytm i wszystko wróci do normy. Tymczasem dziękuję, że mnie odwiedzacie i  komentujecie posty. To Wy motywujecie mnie do ciągłego pisania. Dzięki!

Pozdrawiam serdecznie wszystkich-
Patka

Zobacz też:

.