8 czerwca 2017

„Willow”- Virginia C. Andrews

Wyd. Prószyński i S-ka | org. Willow | Saga De Beers tom I | 464 str. | 36 zł | Premiera: 10.01.2017 r.

Świat bogactwa i złudzeń,
wewnętrzne demony, tajemnice z przeszłości i muzyka serca,
którą nie wszyscy są w stanie usłyszeć

Willow De Beers od zawsze wiedziała, że jest adoptowana jednak nigdy nie marzyła o poszukiwaniach biologicznej matki. Wręcz przeciwnie, dorastała w przekonaniu, że mogła odziedziczyć po matce coś bardzo niepokojącego i niebezpiecznego. Willow urodziła się w szpitalu psychiatrycznym prowadzonym przez jej ojca, jako niechciane dziecko jednej z pacjentek. Dzięki dobremu sercu doktora De Beers znalazła jednak dom i odrobinę rodzicielskiej miłości.  Młoda dziewczyna całe dzieciństwo spędziła jednak niezdecydowana, co myśleć o samej sobie. Czy ukochana niania i ojciec mają rację twierdząc, że jest całkowicie normalną osobą? A może okrutna matka adopcyjna, której wzroku nie przesłania mgiełka uczuć i miłości widzi wyraźniej w zachowaniu dziewczyny zalążki choroby psychicznej?


„Prawda skrywana tak długo nie rozkwitnie jak piękny kwiat. Nie wszystkie nasiona powinny wzejść.”

Kiedy po latach, Willow będąc młodą kobietą, zostaje na świecie sama, w jej ręce trafia list od ojca i jego dziennik, które zburzą wszystko,w co dotychczas wierzyła. Wstrząśnięta zawartością tajemniczej przesyłki, dziewczyna postanawia odnaleźć biologiczną matkę. Los poniesie ją aż do odległego Palm Beach, gdzie będzie realizowała swój plan pod fałszywym pretekstem badań nad elitą i zmienionym nazwiskiem. Czy odnajdzie to czego szuka? Czy może świat luksusu, władzy, pieniędzy i zakazanych namiętności całkowicie ją zmieni?



Pod osłoną dymną znanego motywu poszukiwania biologicznych rodziców, autorka snuje kolejną godną swojego nazwiska historię o mrocznych zakamarkach ludzkiej duszy, pełną emocji, tajemnic, cierpienia i odrobiny gotyckiego klimatu, za który tak ją uwielbiam. „Willow” jest zdecydowanie mniej gotycka niż jej poprzednie sagi, ale znając autorkę, wszystko jeszcze przed nami. Pozostał bowiem wciąż niewykorzystany motyw szpitala psychiatrycznego i mrocznych przerażających obrazów pewnego malarza.

„Każdy ma swoje lęki. W każdym z nas są duchy; prawdy, które w nas buzują, domagając się ujścia, lecz tłumimy je w sobie z obawy, że wykipią i zatrują nas świadomością spraw, którym nie mamy ochoty stawiać czoła i z którymi nie chcemy żyć.”

Ponieważ zarówno ojciec Willow jak i ona sama wybrali karierę psychiatry, autorka skupia się głównie na analizowaniu ludzkiej psychiki. Materiału do analizowania nie zabraknie i to nie tylko za sprawą kilku tajemniczych, pełnych wewnętrznego bólu bohaterów. Fikcyjne badania Willow, dotyczące elit Palm Beach, choć mają być tylko przykrywką, stały się doskonałym pretekstem do ukazania prawdziwej brzydoty i zepsucia bogaczy. Temat może dosyć oczywisty, ale autorka jak nikt inny potrafi ubrać w słowa rzeczy, które nie zostały dotychczas wypowiedziane i robi to w sposób przyprawiający  dreszcze. Bajkowy świat elit, może i początkowo oszałamia blaskiem, ale szybko ujawnia swoje drugie, odrażające oblicze.

„Niczym czytelnik. Przerażony tym, co czyta, bałam się odwrócić kartkę i czytać dalej. Ale wiedziałam, że nie mam wyboru. Teraz ta historia stała się moim udziałem i lektura była obowiązkowa. I tak wiedziałam już zbyt dużo, ale chorobliwy apetyt pchał mnie, aby pożerać tyle nowej prawdy ile tylko mogę strawić.”

O CZYM? „Willow”, to książka o dziewczynie, która by odnaleźć prawdziwą siebie, musi się nieco pogubić. Niezwykle szczera i smutna historia, choć nie tak okrutna jak poprzednie tej autorki, skupiająca się bardziej na ludzkiej psychice, a konkretnie na jej słabościach. Z właściwą sobie szczerością autorka wytyka wszystkie ludzkie wady i udowadnia, że nawet najpiękniejszy sen może okazać się zaledwie mydlaną bańką, a ludzie nawet ci najdoskonalsi skrywają wiele szpecących ich rys na obrazie perfekcji. Całość utrzymana jest w typowym dla autorki mocno refleksyjnym stylu z dużą ilością wplecionych w akcję retrospekcji i emocjonalnych pięknych sentencji. Fanom Andrews mogę obiecać, że historia Willow zawładnie Wami równie mocno, co poprzednie sagi autorki, a osobom, które wciąż nie znają tej gotyckiej czarodziejki polecam nie zastanawiać się długo tylko czytać wszystkie sagi po kolei. Jeśli obawiacie się mocno kontrowersyjnych „Kwiatów na poddaszu”, „Willow” okaże się perfekcyjnie stonowanym początkiem przygody z Panią Andrews.

Ocena: 8/10

Saga De Beers:
Willow | Mroczny las

Saga Dollangangerów:


12 komentarzy:

  1. Uwielbiam twórczość autorki. To jedna z niewielu pisarek, które czarują słowem na każdej stronie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również jeszcze nigdy nie zawiodła ♡
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Uwielbiam serię Kwiaty na poddaszu. Tak książka już od jakiegoś czasu mnie kusi, a niedługo wychodzi chyba drugi tom, więc nie będę pewnie już długo się jej opierać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak drugi tom już jest. Klimat co prawda o wiele mniej mroczny niż w "Kwiatach" ale i tak warto przeczytać:-)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Mnie autorka przeknała do siebie ksiażką pt'KWiaty na poddaszu". Niestety nie miałam okazji przeczytać dalszych ksiażek z tej serii, więc będę musiała to nadrobić. Tytuł zrecenzowanej przez ciebie ksiażki zapisze sobie, ponieważ zachęciła mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejne tomy Kwiatów mają pierwszeństwo, koniecznie musisz nadrobić zaległości :-)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Jeśli chodzi o twórczość tej autorki, to mam za sobą tylko "Kwiaty na poddaszu" i chciałabym w tym miesiącu sięgnąć w końcu po "Płatki na wietrze". "Willow" oraz "Mroczny las" czekają już na czytniku, więc wypadałoby szybko nadrobić zaległości z sagą o Dollangangerach, żeby poznać kolejne lektury Andrews.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to koniecznie! Autorka jeszcze nie raz Cię zaskoczy :-)
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Do tej pory myślałam, że mam dość powieści tej autorki (za mną cała Saga Dollangangerów), ale jak tak teraz czytam o "Willow"... Chyba jednak się przełamię i dam się znowu wciągnąć w wykreowany przez nią świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrews w dużej dawce faktycznie może przytoczyć, dlatego warto ją sobie dozowac :-)
      Pozdrawiam

      Usuń

Drogi czytelniku!
Bardzo dziękuję za przeczytanie mojego tekstu, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Znasz już mój punkt widzenia, będę bardzo wdzięczna jeśli podzielisz się również swoim. A jeśli zdecydujesz się do mnie wrócić, możesz być pewien, że najdziesz tu odpowiedź ;-)

Zobacz też:

.