18 listopada 2014

„Gwiazd naszych wina” (film)




Opis:
Hazel (Shailene Woodley) i Augustus (Ansel Elgort) to nastolatkowie. Oboje są dowcipni, inteligentni, ciekawi świata i zmagający się z chorobą nowotworową.  On jest w remisji, ona nie rusza się nigdzie bez zbiornika z tlenem. Poznają się przypadkowo podczas spotkania grupy wsparcia. Na przekór sytuacji, w której się znajdują, zakochują się w sobie i uczą nawzajem czerpać radość z życia.
(Filmweb.pl)

Zwiastun:


Recenzja:
Okay? Okay.

W moim przypadku istnieje zasadnicza różnica między wzruszeniem a łzami. Lubię różnorakie dramaty i historie, które dają bohaterom wycisk, więc wzruszam się naprawdę często. Niekiedy wzruszenie jest tak silne, że zmusza mnie do niekontrolowanego mrugania w celu przepędzenia złośliwych łez. Przeważnie nie mam większych problemów, by sobie z tym poradzić, jednak podczas oglądania „Gwiazd naszych wina” oczopląs nie zdał egzaminu i zamieniłam się w żywą fontannę chlipiącą bez przerwy nad losem bohaterów. Co ciekawe, takiego rezultatu nie osiągnął nawet wielbiony przeze mnie film „Zostań, jeśli kochasz”, choć w moim odczuciu był nawet lepszy. Co jest więc tak niesamowitego w tej produkcji?


FABUŁA
Główna bohaterka, Hazel, nie tylko pokazuje nam swoje życie, ale też o nim opowiada. Choć towarzyszy jej zawsze pewna doza ironii i humoru, nie da się ukryć, że nie jest to wcale szczęśliwa opowieść. Dziewczyna od wielu lat choruje na raka i tylko dzięki eksperymentalnej terapii wciąż chodzi po tej ziemi. Nie jest to niestety proste, gdyż każdy krok doprowadza na skraj wyczerpania jej ledwie funkcjonujące płuca, wspomagane przez taszczoną wszędzie butlę z tlenem. Lecz nagle dziewczyna spotyka na swej drodze Augustusa, któremu z powodu braku kończyny idzie się przez życie równie ciężko, co jej. Uczucie jest tylko kwestią czasu, jednak choroba nie śpi i jeszcze nie raz o sobie przypomni.



AKTORZY
Ponieważ zanim zabrałam się za książkę, wiedziałam od dawna o istnieniu filmu, aktorzy odegrali dużą rolę już w mojej wyobraźni. Nie miałoby to jednak miejsca, gdyby nie byli tak perfekcyjnie dopasowani do swoich bohaterów. Nie wyobrażam sobie, by którakolwiek aktorka zagrała Hazel lepiej niż Shailene Woodley. Choć aktorka nie zachwyciła mnie szczególnie w „Niezgodnej”, tak tu udowodniła, że jest prawdziwym kameleonem i idealnie dopasowała się do swojej książkowej postaci. Doceniam też jej poświęcenie, gdyż specjalnie do roli Hazel ścięła swoje piękne długie włosy. Również w kontynuacji „Niezgodnej” będziemy ją więc oglądać w krótkiej fryzurce, co jednak podobno jest wręcz wskazane ze względu na fabułę książki.  Ansel Elgort to z kolei wymarzony Augustus Waters. Choć miałam początkowo pewne obawy, czy odda całą wspaniałość książkowego bohatera, były to obawy całkowicie bezpodstawne. Był równie niedoskonały, uroczy i zabawny, co papierowy Augustus, ale prawdziwe mistrzostwo ukazał dopiero na koniec. Jego metaforyczne podejście do życia wyszło nawet wiarygodniej niż w książce, a wszystkie charakterystyczne cechy zostały pieczołowicie zachowane. Co ciekawe, Ansel Elgort wcale nie debiutował jako partner Shailene Woodley. Zagrali oni razem we wspomnianej wcześniej  „Niezgodnej”, z tą różnicą, że nie kochanków, a… rodzeństwo.
Jednym z ciekawszych książkowych bohaterów był Izaac, i choć w mojej wyobraźni wyglądał zupełnie inaczej niż w filmie, to muszę przyznać, że dzięki kreacji Nata Wolffea, zyskał jeszcze więcej mojej sympatii.
Bądźcie czujni podczas sceny rozgrywającej się na lotnisku, można tam bowiem spotkać samego Johna Greena, który „przemknął z tragarzami” jak mają w zwyczaju autorzy w ekranizacjach swoich książek. Ciekawostką jest fakt, że zagrał postać, która w dosłownej interpretacji, w książce była kobietą.



FILM vs KSIĄŻKA
Mam nadzieję, że osoby, które zdecydują się na obejrzenie tego filmu, będą już zaznajomione z książką o takim samym tytule. Pomijam oczywisty fakt, że książka jest kobietą, a kobiety zawsze mają pierwszeństwo. Myślę, że osoby, które mają zamiar przeczytać książkę powinny to zrobić w pierwszej kolejności, bo w innym przypadku nie czeka ich absolutnie żadne zaskoczenie. Film stanowi perfekcyjne uzupełnienie papierowego pierwowzoru, ponieważ jest jego niemal dosłownym odwzorowaniem. Dosłownie dosłownym, bo nawet gdybym chciała wkleić tu kilka ciekawszych cytatów, mogłabym śmiało kopiować je z książki, gdyż zostały włożone w usta bohaterów również w ekranizacji. Bardzo ciekawym zagraniem okazały się chmurki, pojawiające się obok postaci, zawierające treści przesyłanych sms-ów. Jest to bardzo chwytliwe nawiązanie do znanych zapewne wszystkim grafik przedstawiających dwie chmurki z najpopularniejszym cytatem z książki.


MUZYKA
Choć muzyka nie jest tu tak istotnym elementem jak w filmie „Zostań, jeśli kochasz” i nie odnajdziemy tu tak wielkiego zaangażowania w oprawę muzyczną, produkcja może pochwalić się jedną z lepszych ścieżek dźwiękowych, jakie ostatnio się ukazały. Jest to ten typ filmu gdzie dominują znane głosy i niezapomniane utwory. Usłyszymy więc między innymi Eda Sheerana, Birdy czy Charli XCX.



PODSUMOWUĄC
Film, podobnie jak książka, jest jednym z tych niezapomnianych. Bardzo mocno zakorzenia się w sercu i wywołuje ogromne emocje. Mnie osobiście doprowadził do rzewnych łez, co nie udało się nawet produkcji Zostań, jeśli kochasz” (choć było blisko!) mimo, że to właśnie ten film uważam za lepszy. W obu przypadkach mamy do czynienia z bardzo powolną stateczną akcją i typowymi życiowymi problemami. Rozwój wydarzeń zapewnia też masę wzruszeń i dostarcza tematów do rozmyślań. Naprawdę warto zapoznać się z tą produkcją, nawet jeżeli nie macie w planach lektury książki.

Ocena:
9/10









20 komentarzy:

  1. Nie czytałam książki i nie oglądałam filmu, ale obie te czynności mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz obowiązkowo i przeczytać i obejrzeć, bo warto! :-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Jakie wzruszenie?! Ja tam ryczałam przez większość czasu z rozpaczy, a nie wzruszenia ;). Film bardzo mi się podobał, choć książki nie przebije :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie poziom między książką a filmem jest bardzo wyrównany ;-) Ja jakoś dałam radę się powstrzymać, ale kiedy Hazel powiedziała ostatnie "Okay" łzy poleciały i płynęły przez całe napisy :-P
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Mi się bardziej podobał film od książki, choć książkę czytało mi się dobrze. Czekam na inne ekranizacje twórczości autora :)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prace nad "Papierowymi miastami" już trwają więc muszę czym prędzej nadrabiać zaległości w lekturze ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. JA na razie tylko obejrzałam film, na którym płakałam jak bóbr, tak samo moja mama musze nadrobić ją książką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Choć historia już Cię nie zaskoczy, to warto, bo Green ma naprawdę hipnotyzujący styl ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Miałam okazje przeczytać i ksiazkę i obejrzeć również film. Muszę przyznac, że jednak książka bardziej mi się spodobała od filmu. Sama nie wiem czemu tak się stało, ale dużo rzeczy w filmie mnie irytowało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O a co na przykład? Jak dla mnie był bardzo przyjemny i naprawdę podobny do książki ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Nie za bardzo mi się niestety film podobał, taki jakiś przesłodzony, przejaskrawiony, bardziej dla młodzieży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie dla młodzieży ;-) Wiadomo, życie takie nie jest, ale myślę, że problemy chorych nastolatków zostały przedstawione bardzo przystępnie dla grupy docelowej ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Film był WSPANIAŁY! Można było płakać i śmiać się na zmianę. Dla mnie najtrudniejsze było przyzwyczajenie się właśnie do tego, że znałam tych aktorów z Niezgodnej. Jednak jest roznica miedzy rodzenstwem a para zakochanych xd


    http://pokolenie-zaczytanych.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak to się dawało we znaki :-P I w sumie sama nie wiem, czy aktorzy nadawali się bardziej na kochanków czy na rodzeństwo ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. A ja nadal jestem obrażona na Greena. Na GNW, a teraz to nawet podwójnie. Mama przedwczoraj przyszła do mnie do pokoju i pokazuje mi GNW w tej nowej okładce, filmowej i pyta się mnie czy kojarzę tytuł. Ja spoglądam na nią z politowaniem i mówię, że nie dość, że kojarzę to jeszcze mam! A ona mi mówi, że pożyczyła jej koleżanka bo twierdzi, że to po prostu... coś niesamowitego. No więc spoko, Sherry wpada w typową dla siebie złość i znów robi wyrzuty Greenowi, wylewa swoje żale mamie, mówi jak bardzo liczyła na autora, jak wszyscy jej to polecali, jak upewniali ją w przekonaniu, że NA PEWNO ta powieść ją poruszy i Sherry wyleje nad nią mnóstwo łez. Mama pokiwała głową, poszła, Sherry zatopiła się w swoich żalach, a na następny dzień - czyli wczoraj, przychodzi ponownie z nowiną, że ona też powiedzmy nie płakała, ale uważa, że książka jest mądra, poruszająca i naprawdę piękna na swój sposób. I Sherry wpada w czarną rozpacz, bo nawet na mamie Sherry, GNW zrobiło większe wrażenie, niż na samej Sherry. :( W każdym razie, Sherry poleciła mamie "Cud chłopaka", który wzbudził w niej MASĘ emocji, w przeciwieństwie do GNW, a mama pokiwała głową i powiedziała, że kiedyś poczyta. Uch. A! I jeszcze się okazało, że tatuś ściągnął mamusi film i w związku z tym ona chce oglądnąć. A Sherry nie chce bo jest obrażona. I przewiduje, że nawet ekranizacja jej się nie spodoba. I będzie znów krytyka na Feniksie i znów powiedzą Sherry, że się nie zna. :(
    A tak poza tym, to mam trochę kijowy nastrój bo trochę podburzyłam swoją nauczycielkę od angielskiego, bo zrezygnowałam z tych dodatkowych lekcji angielskiego i z samych praktyk w Anglii, a najwidoczniej pani NIE ROZUMIE, że to nie JEJ sprawa, tylko sprawa Sherry. CO ZA LUDZIE.
    I jeszcze mi groziła! "Poskarżę wychowawcy!". A proszę cię bardzo.
    Rany. Ta depresja zaczyna mnie wkurzać. Nie dość, że chodzę ciągle smutna, zła, albo zrozpaczona lub w furii, to jeszcze niedługo będę mieć wojny ze wszystkimi ludźmi w szkole.
    Ale ok, Sherry już nie tyra, bo wie, że jak się rozkręci, to prawdopodobnie opisze każdy skrawek jej nudnego życia. A wiadomo, że książki są ciekawsze niż głupie komentarze Sherry, więc nie będę marnować czasu. Poza tym, odeszłam od tematu! ^^
    Film pewnie kiedyś obejrzę. KIEDYŚ. Najpierw pierwszeństwo ma "Zostań jeśli kochasz" <3
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę myślałam, że tylko między nami jest jakaś telepatia, a tymczasem okazuje się, że istnieje również między naszymi mamami :-D Mojej mamuśce koleżanka też polecała "Gwiazd naszych winę" więc pożyczyła ją ode mnie i właśnie czyta ;-P
      Szkoda, że Tobie ta historia nie przypadła do gustu, mam jednak nadzieję, że kiedyś dasz szansę filmowi, bo o ile książka tylko mnie wzruszyła tak film wywołał rzewne łzy i był po prostu piekny :-)
      Zrezygnowałaś z praktyk? Kurczę, przyznam szczerze, że się nie spodziewałam. Może po cichu liczyłam na pocztówkę z Anglii :-P Jednak nie wydaje mi sie by zmuszanie Sherry do czegokolwiek było dobrym pomysłem. Czasem po prostu inni ludzie myślą, że wiedzą lepiej i chcą nas uszczęśliwiać na siłę, mimo, że z jakiś przyczyn mówimy nie. Niestety nie do każdego to "nie" dociera ;-) A depresja to moja dobra znajoma więc doskonale Cię rozumiem... Może jestem mało odporna, a może to życie jest beznadziejne, ale zawsze znajdzie się coś, co będzie mnie dręczyć (choć myślałam, że kiedy skończy się szkoła nie będę miała na co narzekać). Do tego aura raczej nie sprzyja optymizmowi... Niemniej jestem z Tobą i trzymam kciuki by ten kryzys szybko minął :-*
      Przyznam szczerze, że klimat "Zostań, jeśli kochasz" idealnie wpasowuje się w Twój nastrój, ale nie wiem, czy polecać Ci go akurat teraz, bo to dosyć przygnębiający film ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. O! KONIECZNIE zdaj relacje jakie wrażenie zrobi na mamie GNW :D
      Film obejrzę, bo wiesz, jak tak oglądnęłam "Zostać jeśli kochasz" i... zaczęłam wylewać z siebie swoje żale, to mi się lepiej na sercu zrobiło. :) Dlatego wzruszające filmy teraz bardzo chętnie przyjmę :D
      A no i jest jeszcze jeden powód do mojej radości! MAM ŚNIEG ZA OKNEM <3 Już dziś w nocy widziałam, że zaczął padać i nagle... Nie wiem. Zapomniałam, że mam tą głupią depresję i po prostu teraz świat wydaje się taki PIĘKNY! <3 :D
      I uświadamiam sobie, że skoro tak bardzo cieszę się ze śniegu (później będę pewnie na niego narzekać, typowe) to chyba mam wieczną duszę dziecka :D
      Odnośnie Anglii to zrezygnowałam z kilku powodów, niestety. :( Po pierwsze: nauka. Nie wyrabiam z tym wszystkim. Nie wyrabiam z zajętymi sobotami i tymi wszystkimi zrytymi przedmiotami. Ostatnimi czasy dostaję same jedynki, a najgorsze jest to, że na razie się tym nie przejmuję, a za trzy tygodnie wystawienie ocen. I będę mieć... Problem. Wielki. Po drugie: nie wiem co ze mną jest nie tak, ale jak idę do jakiegoś nowego miejsca, do ludzi, których nie znam, to mam takie momenty paniki. Histerii. Chciałam kupić tabletki uspokajające, ale tata wyraża wielkie oburzenie, że jestem za młoda i tak dalej. Anglia to moje marzenie, ale kurczę. Nawet teraz coś mi się w żołądku zaciska jak myślę, że miałabym pójść do jakiejś rodziny i zamieszkać z nimi całkiem sama. Albo, że miałabym iść do jakiejś firmy i z tymi swoimi marnymi (serio, marnymi) umiejętnościami grafika ośmieszyć się, bo NA PEWNO ktoś zleciłby mi coś, o czym nie mam pojęcia. :( No i trzeci powód: mam okrutnie słaby organizm. A zmiana klimatu na wyspiarski... Powiem tak: byłam parę lat temu w Irlandii u cioci, chyba na cztery dni. Na drugi dzień od przyjazdu zachorowałam. W dzień wyjazdu nie miałam sił się ruszyć z łóżka, tak wielką miałam gorączkę. Także obawiam się, że mógłby być z tym problem. :(
      No, ale. Nic nie jest stracone. Do Anglii się wybiorę po maturze na własną rękę i przynajmniej się nie będę stresować, że ode mnie i mojej pracy zależy wizerunek szkoły. :/
      Wmawiam sobie, że dobrze postępuję, rezygnując. Dając szansę komuś innemu, kto nie spanikuje i w ogóle, ale sama nie wiem. :(
      I przysięgam ci, że jak pojadę gdziekolwiek za granicę to ci przywiozę pocztówkę ^^ No może nie licząc Słowacji, do której mam 15 minut spacerkiem, od domu babci w moim mieście. Bo z mojej perspektywy Słowacja się wydaje nudna, skoro dorastałam na granicy ^^

      Usuń
    3. A ja czekam na relację jak Tobie spodobało się "Zostań, jeśli kochasz" ;-)
      Przyznam się, że ku mojemu zaskoczeniu i mnie śnieg jakoś ożywił. Może dlatego, że nie muszę chwilowo wychodzić z domu i śnieg kojarzy mi się ze świętami ;-) Jednak mimo wszytko śniegu (i zimy) nie lubię i nie polubię nigdy. Nie chodzi tu tylko o chłód, ale o mój paniczny strach przed jazdą samochodem w tą porę roku. Mam straszną traumę z tym związaną, a teraz tylko się pogłębiła bo sama mam prawo jazdy. tu należy zaznaczyć, że nie są to obawy nieuzasadnione bo jestem naprawdę kiepskim kierowcą i nie potrafię zachować zimnej krwi w kryzysowych sytuacjach ;-)
      Cóż, może i trochę skoda tego stażu, ale czasem trzeba uporządkować swoje priorytety. Skoro planujesz podróż do Anglii po maturze i masz taką możliwość, to myślę, że mądrze zdecydowałaś. Kiedy pokonasz wszystkie piętrzące się problemy przyjdzie czas i na podróż. Sama od kiedy skończyłam 9 lat jeździłam co lato na kolonie i później obozy młodzieżowe zupełnie sama więc znam to okropne uczucie kiedy uświadamiasz sobie, że wszyscy mają kogoś kogo znają, a ty nie masz nawet do kogo się odezwać. I mimo że zawsze zawierałam tam jakieś znajomości, nauczyłam się, że na ludziach, których znasz tylko chwilę nie można polegać ;-) Z resztą mam chyba pecha albo kompletnie nie znam sie na ludziach bo tak zwani "przyjaciele" też okazali się niewiele warci.
      Trzymam więc kciuki za poprawienie ocen (znam osobę, która w ciągu dwóch tygodni poprawiła dziewięć jedynek- i mówię tu o ocenach na koniec semestru- więc Ty z pewnością nie będziesz miała najmniejszych problemów, by przetrwać ten kryzys). I trzymam Cię za słowo odnośnie pocztówki ;-) Tak się składa, że teraz ja też mam Twój adres więc również możesz się w przyszłości jakiejś spodziewać ;-) Oczywiście pod warunkiem że znajdę pracę, bo póki co nie zasługuję na wakacje :-D

      Usuń
  9. Uwielbiam i tę książkę i film, te chmurki jako wiadomości sms, które towarzyszyły nam podczas filmu były rewelacyjne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie polecam również książkę i film "Zostań jeśli kochasz" (poprzedni tytuł książki "Jeśli zostanę") Tematyka jest podobna, a mi podobało się jeszcze bardziej niż GNW ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń

Drogi czytelniku!
Bardzo dziękuję za przeczytanie mojego tekstu, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Znasz już mój punkt widzenia, będę bardzo wdzięczna jeśli podzielisz się również swoim. A jeśli zdecydujesz się do mnie wrócić, możesz być pewien, że najdziesz tu odpowiedź ;-)

Zobacz też:

.