10 czerwca 2014

„Troje” Sarah Lotz



Nie wszystko da się wyjaśnić…

Katastrofy samolotowe są jednymi najbardziej wstrząsających, ponieważ pochłaniają największą liczbę ofiar. Wszyscy chyba pamiętają o katastrofie w Smoleńsku, czy o zaginionym Boeingu 777. Sarah Lotz postanowiła iść właśnie tym tropem i zaprezentowała nam wstrząsającą wizję świata, który zmienia się nie do poznania po takiej właśnie katastrofie. A dokładniej- czterech…

12 stycznia 2012- ta data na zawsze zapisze się, jako najtragiczniejszy dzień w historii. Cztery samoloty, setki rodzin czekających na lotniskach na swoich bliskich, cztery wielkie katastrofy, których nikt nie miał prawa przeżyć… Cały świat nagle wstrzymuje oddech. Jak to możliwe? Rozpoczyna się śledztwo, nie tylko to oficjalne, ale również prywatne. Każdy chce wiedzieć, każdy ma swoją teorię. Zamach terrorystyczny, spisek, ufo, siły pozaziemskie, duchy, a może zapowiedź apokalipsy? Codziennie każda z teorii zdobywa nowych zwolenników, a świat pogrąża się w coraz większym chaosie. Sprawę dodatkowo zaognia fakt, że z katastrof ocalały trzy osoby. Trójka małych dzieci. Rozpoczyna się nagonka mediów i ataki fanatyków religijnych. Jednak kiedy świat usłyszy wiadomość nagraną przed śmiercią przez jedną z pasażerek, w której ostrzega ona ludzi przed ocalałym dzieckiem, nic już nie będzie takie jak dawniej.

Szczerze mówiąc nie miałam kompletnie pojęcia, czego spodziewać się po tej książce. Intrygujący, lecz niezdradzający zbyt wiele opis, emocjonujący fragment, tajemnice wydawnicze i czarne koperty, w których książki były rozsyłane narobiły wiele szumu i zamieszania wokół tej pozycji jeszcze przed premierą. W zasadzie wszyscy, nie wiedząc kompletnie nic o powieści, zapragnęli nagle ją mieć. O co tyle szumu i czy faktycznie książka jest aż takim fenomenem jak obiecuje wydawnictwo?

Zacznijmy może od kwestii technicznych. Mamy tu do czynienia nie tyle z jedną książką, co z dwiema. „Troje” skrywa w sobie bowiem drugą powieść „Czarny czwartek- od katastrofy do spisku”, której autorką jest fikcyjna bohaterka Elspeth Martins. Właśnie ta „książka w książce” jest centralnym punktem utworu i poza rozdziałem rozpoczynającym i kończącym dominuje całą treść. „Od katastrofy do spisku” to stylizowany na literaturę faktu zbiór wypowiedzi różnych osób mających związek z katastrofami. Wypowiadają się nie tylko rodziny ofiar, oraz ocalonych dzieci, ale także świadkowie ratownicy czy twórcy przeróżnych teorii spiskowych. Pierwszy raz miałam do czynienia z tak różnorodną formą narracji. Otrzymujemy nie tylko wypowiedzi, ale też wywiady, artykuły czy audycje. Słowem istny literacki misz-masz. Co ciekawe nie jest to ani nużąca ani trudna w odbiorze forma, okazała się bowiem zaskakująco ciekawa i pełna emocji. Dostajemy szeroki wachlarz różnych opinii i sami możemy decydować, w co uwierzyć, a w co nie.

Kolejnym plusem powieści są bohaterowie. Było ich, co prawda bardzo dużo i nie byłam nawet w stanie spamiętać wszystkich imion, ale autorka wykreowała ich tak wiarygodnie i z najmniejszymi detalami, że mamy wrażenie jakby byli żywymi ludźmi, którym faktycznie przydarzyło się coś strasznego. Największe wrażenie robi jednak trójka ocalałych dzieci. Ich zachowania i wypowiedzi są tak niejednoznaczne i tajemnicze, że każda teoria wydaje się prawdopodobna, co tylko potęguje konsternację czytelnika. Korzystając z okazji nie mogę też nie wspomnieć o fantastycznych miejscach, jakie wykreowała autorka. Skupię się jednak na tym istniejącym naprawdę, bo to właśnie ono przeraziło a zarazem zafascynowało mnie najbardziej. Mowa o japońskim lesie Aokiganara, zwanym też lasem samobójców. Jest to miejsce, gdzie dochodzi do największej liczby samobójstw, tam też autorka postanowiła umiejscowić jedną z katastrof.

Najważniejsze jest jednak to, że na dobrą sprawę książka ukazuje nie tyle wizję katastrof, co dramatycznych zachowań ludzi, którzy dają się porwać fali paniki. Jest to też opowieść o bezwzględnym wyścigu po sensację i o tym jak media potrafią zniszczyć człowieka, nie zwracając kompletnie uwagi na jego stan emocjonalny. Najważniejsze przesłanie książki ujawnia się jednak wobec wizji rychłego końca świata. Morał jest prosty: wystarczy dać ludziom jeden maleńki znak, by sami rozpoczęli apokalipsę. Nie ma znaczenia, co za nią stoi- i tak doprowadzimy do zagłady sami.

Jest to powieść nie tylko ponura i brutalna, ale także dająca silnie do myślenia. Czytając słowa „czarny czwartek”, które są przecież dobrze znane, oraz wczuwając się w opowieść można odnieść mylne wrażenie, że ta historia, przynajmniej po części wydarzyła się naprawdę. Nic bardziej mylnego. Jednak właśnie ten fakt udowadnia jak niezwykłą lekturą jest „Troje”. Powieść z gatunku „co by było gdyby”, jakby alternatywna wizja naszego świata, ale tak realistyczna, że bez problemu można wyobrazić sobie, ze jest prawdziwa. Jedną z trudniejszych kwestii jest też zakończenie, które musiałam czytać kilkakrotnie i analizować jeszcze długo po zakończeniu lektury. Jest dosyć otwarte i niejednoznaczne. Nie dostajemy gotowej odpowiedzi, a jedynie pytanie, na które musimy odpowiedzieć sobie sami, a jestem pewna, że nie wszyscy odpowiedzą tak samo. Jednak bezapelacyjnie wbija ono w fotel i wzbudza szacunek.

Nie mogę powiedzieć, że jest to powieść łatwa, bo pomimo lekkiego stylu, wymaga ona niezwykłego zaangażowania. Nie mogę też obiecać, że spodoba się wszystkim, bo jest bardzo specyficzna, zagadkowa i niejednoznaczna. Z całą szczerością mogę jednak powiedzieć, że zasługuje na miano fenomenu, bo autorka stworzyła coś całkowicie nowego i niezwykłego. Ja jestem zachwycona, ale jednocześnie wciąż nie wszystko rozumiem. Czy to więc książka dla Was? Na to pytanie musicie już odpowiedzieć sobie sami.

Ocena:
8/10
(ale nie sugerujcie się nią zbytnio, w tym wypadku ciężko było wystawić jakąkolwiek ocenę)

Za możliwość przeżycia ekscytującej przygody z powieścią „Troje”,

serdecznie dziękuję Wydawnictwu Akurat!


19 komentarzy:

  1. Kurczę. Teraz to ja nie wiem co o tym wszystkim myśleć... Byłam pewna, że chcę kupić tą książkę, ale czytam twoją recenzję... I dochodzę do wniosku, że na razie powinnam się powstrzymać z kupnem. Nadal chcę mieć "Troje" na półce, ale... czy ja wiem? Chyba nie jest to odpowiedni czas na tak ciężką tematykę. A raczej... tak brutalną i inną. Myślę, że może za parę miesięcy... kiedy szum o tej powieści nieco zamilknie... może. Może... Kto wie. Ale na razie... Chyba zrezygnuję z zakupu. :)
    Niemniej, strasznie się cieszę, że jednak udało ci się napisać recenzję :) Czekałam właśnie na taki impuls, który pomoże mi zdecydować czy JUŻ TERAZ W TEJ CHWILI zamawiać "Troje", czy też może nieco poczekać... Tym razem, zdecyduję się na wyjście drugie, z wiarą, że kiedyś książka wyląduje w moich rękach :)
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka ma właśnie to do siebie, że zostawia z czytelnika miazgę :-P Ja siedziałam ładny kawałek czasu nad zakończeniem- tak mnie zadziwiło. Mimo wszystko mam nadzieję, że kiedyś zdobędziesz tą książkę, bardzo chciałabym przeczytać Twoją recenzję ;-)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ciesze się, że książka Ci się przypodobała, bo właśnie do mnie jedzie. Przez Ciebie nie mogę się już doczekać! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I prawidłowo ;-) Starałam się, żeby recenzja była uniwersalna, nie chciałam jednoznacznie polecać ani odradzać bo książka jest bardzo specyficzna. Mam nadzieję, że Ci się spodoba ;-)

      Usuń
  3. Nadal chcę przeczytać tą powieść. Troje jako specyficzna, brutalna i ponura powieść...? Ja jestem na tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie jak najbardziej zachęcam do przeczytania :-)

      Usuń
  4. Podzielam Twoje zdanie na temat tej książki. Dość specyficzna lektura, a szczególnie jej konstrukcja. Trochę miałam obawy. gdy do niej zasiadałam, na szczęście okazały się one bezpodstawne. Tematyka dość ciężka, dużo niejasności, jednak wydaje mi się, że większości 'Troje' powinni się spodobać.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że recenzja wyszła tak jak chciałam. To było naprawdę duże wyzwanie ;-) Myślę, że za jakiś czas przeczytam książkę znowu bo jestem pewna, że wiele mi umknęło :-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Bardzo lubię tego typu książki i aż chyba się skuszę. Swoją drogą jestem chyba jedyną osobą, która uchowała się przed tym szumem i szczerze mówiąc wcześniej nie miałam pojęcia o istnieniu tej książki, a tu proszę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie ta aura tajemniczości była świetnym pomysłem na promocję, ale jak widać miała jedną istotną wadę;-) Jeżeli lubisz książki tego typu, musisz koniecznie przeczytać "Troje" bo autorka naprawdę się postarała :-)

      Usuń
  6. A ja z przyjemnością sięgnę po książkę, ponieważ bardzo lubię książki katastroficzne. Tym bardziej jeżeli dotyczą katastrofy lotniczej. Twoja precyzyjna recenzja tylko dodatkowo zachęciła mnie do zapoznania się z powieścią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplement ;-) Jest naprawdę ciekawie, a dla fanów gatunku to prawdziwa gratka ;-)
      Polecam:-)

      Usuń
  7. Bardzo lubię książki katastroficzne, tym bardziej jeżeli dotyczą katastrofy lotniczej. Wiadomo, że taka książka nie spodoba się każdemu czytelnikowi i momentami może być trudna, jednak ja jestem na "tak". Twoja precyzyjna recenzja dodatkowo zachęciła mnie do zapoznania się z książką :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna recenzja ;) Ja mam podobne wrażenia po lekturze. A świadomość istnienia "innej formy życia" jest lekko przerażająca, nie sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest strasznie przerażająca moim zdaniem. Głównie dlatego, że te "inne formy życia" są zawsze przedstawiane jako przerastające nas inteligencją o całe lata świetlne. Dorze to przedstawiono w książce- cały świat przeciw trójce dzieci i w gruncie rzeczy robiąc bardzo niewiele, to one wygrały. A zakończenie... Brr :-P Wyszła nam z tego niejako pętla czasowa ;-)

      Usuń
  9. Mam na nią wielką ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zachęcam do lektury! ;-)

      Usuń

Drogi czytelniku!
Bardzo dziękuję za przeczytanie mojego tekstu, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Znasz już mój punkt widzenia, będę bardzo wdzięczna jeśli podzielisz się również swoim. A jeśli zdecydujesz się do mnie wrócić, możesz być pewien, że najdziesz tu odpowiedź ;-)

Zobacz też:

.