„Czasem
nasze serca… trochę pękają.”*
Często zdarza nam się popełniać jakieś błędy. Jedne mniej,
drugie bardziej tragiczne. Jedna niewłaściwa decyzja może zmienić wszystko… Nikki Beckett pół roku temu podjęła najgorszą
możliwą decyzję. Wybrała łatwe rozwiązanie, a teraz musi za to zapłacić
najwyższą cenę.
Nikki znikła pół roku temu. Zupełnie niespodziewanie. Bez
pożegnania. Zostawiając po sobie tylko kilka bolesnych słów. Spędziła pół roku
w podziemiu nazywanym Podwiecznością, choć dla niej trwało to aż dekadę. Trwała tam w dziwnym, narkotycznym transie
będąc Karmicielką Cole’a- jednego z Wiecznych, czyli nieśmiertelnych. Żywiła go
swoimi emocjami by mógł żyć wiecznie. W zamian on zabierał to, czego nie
chciała czuć: bólu, cierpienia, rozpaczy… Ale z czasem zaczął zabierać coraz
więcej. Uczucia, wspomnienia, życie…
Zostawiał jedynie pustkę. Jednak jednego nie był w stanie jej zabrać: odległego
obrazu chłopca z brązowymi włosami i brązowymi oczami. Nikki trzymała się tego
obrazu jak ostatniego kawałka nadziei, który chronił ją przed utonięciem i
wiedziała, że dla niego musi jeszcze raz dostać się na powierzchnię. Choćby na
chwilę.
To właśnie dzięki niemu Nikki udało się Powrócić. Jednak
każdy grzech wymaga odkupienia. Dziewczyna ma zaledwie sześć miesięcy, by
wszystko naprawić i by się pożegnać. Potem Podwieczność się o nią upomni i
pochłonie ją już na zawsze.
Romanse paranormalne przyzwyczaiły nas do pewnego wygodnego
schematu: młoda, niezbyt atrakcyjna, nieśmiała dziewczyna poznaje „tajemniczego
i zabójczo przystojnego” natychmiast się w nim zakochuje, rzuca dla niego całe
swoje dotychczasowe życie i po wielu przeszkodach żyją ze sobą długo i
szczęśliwie. Dzięki ci Brodi, że nam tego
oszczędziłaś! Pani Ashton postanowiła bowiem zaserwować nam alternatywną wersję
tego schematu. Historia pokazuje konsekwencje takiego właśnie wyboru i
obrazuje, że obietnice o pięknym życiu nie zawsze mają pokrycie.
To, co wyróżnia powieść, to bardzo ciekawa wizja świata Pod. Mity zostają tu odrobinę
uwspółcześnione, przeplatają się ze sobą i tworzą coś bardzo intrygującego.
Szkoda tylko, że autorka tak pobieżnie potraktowała ten temat. Wierzę jednak,
że w kolejnych tomach, razem z Nikki, która jest również narratorką całej
historii, będziemy odkrywać kolejne warstwy tajemnic Podwieczności.
To, co jest jednak schematyczne w tej książce, to główne
postacie męskie. Mamy tu mrocznego, nieobliczalnego, tajemniczego Cole’a,
związanego z mitologicznym światem Podwieczności, oraz Jacka- zwykłego
nastolatka, czułego, kochającego chłopaka, który przeżył naprawdę wiele złych
rzeczy. Zazwyczaj to ten pierwszy typ bohaterów jest faworyzowany przez
autorów, bo nie od dziś wiadomo, że kobiety właśnie tacy mężczyźni pociągają.
Wybór między tymi dwoma panami pozostawiam Wam, ja jednak skłaniać się będę ku
temu bardziej ludzkiemu elementowi tej historii, gdyż ten drugi ostro grał mi
na nerwach. Mimo to obaj są bardzo ciekawymi postaciami o dokładnie
nakreślonych charakterach wybijających się na tle Edwardopodobnych klonów.
„Podwieczność” nie
jest jedynie kolejnym paranormalnym romansem. To także piękna, spokojna, nostalgiczna
opowieść o ucieczce przed bólem tego świata i o tym, że tak naprawdę ucieczki
nie ma, a prawdziwie walczyć z nim możemy jedynie stawiając mu czoło. Niezwykła
opowieść, w której desperacja miesza się z bólem, a czas ucieka przez palce. To
historia o potędze uczuć, wewnętrznej walce, trudnych wyborach, próbie naprawy
czegoś, co niemal doszczętnie się zniszczyło oraz o tym, jak trudno jest
powiedzieć „żegnaj”. Jeśli Wasze serca są otwarte na takie doznania i emocje
mogę jedynie zaprosić Was do lektury.
8/10
PREMIERA 22 MAJA!
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:




