16 lipca 2013

„Uniwersytet potworny”


Każdy z nas jest w pewnym stopniu dzieckiem. Jedni mniej, inni bardziej. Jedni dosłownie, drudzy w przenośni. Każdy jednak kiedyś był dzieckiem, a tak się składa, że dzieciństwo kojarzy mi się w głównej mierze z bajkami. Mówią, że z wszystkiego prędzej czy później się wyrasta, ale to zamiłowanie do animacji pozostało we mnie równie silne jak wtedy, kiedy byłam dzieckiem. Od bajek nigdy nie stronię. Wręcz przeciwnie. Dlatego kiedy na ekrany wszedł preqel do kochanej przeze mnie w dzieciństwie animacji „Potwory i spółka”, czym prędzej pobiegłam do kina. Jak było? O tym za chwilę.

Każdy kiedyś był dzieckiem. Myślicie, że Potwory, które straszyły was w dzieciństwie zawsze były takie same? Wcale nie! One też kiedyś były dziećmi a potem nastolatkami. I zanim zostały pełnoetatowymi Straszakami, musiały chodzić do szkoły.

 Od kiedy w dzieciństwie, na szkolnej wycieczce Mike Wazowski zobaczył jak funkcjonuje Fabryka strachu, doskonale wiedział, ze odkrył swoje przeznaczenie. Chciał tak jak profesjonalni Straszacy, co noc otwierać drzwi do dziecięcych pokoi by straszyć maluchy i pozyskiwać w ten sposób energię niezbędną w świecie Potworów. Właśnie w tym celu wyrusza do Uniwersytetu Potwornego. Co więcej, Mike ma plan. Chce zawojować cały potworny świat i stać się najstraszniejszym z Potworów. Chce być najlepszym z najlepszych. Dlatego zapisuje się na Straszologię i zapałem bierze się do pracy, nie straszny mu żaden test, ani przerażająca mina. Wie, że jest świetny. Przed nim jednak najtrudniejszy test. Bo, czy mały zielony potworek z cyklopim okiem, przypominający wyglądem piłkę plażową, mimo całej swojej wiedzy może być naprawdę straszny?

Przewrotny los stawia przed Mikiem kolejne wyzwanie. Poznaje on bowiem Jamesa P. Sullivana, zwanego też Sulley, wielkiego, niebieskiego, zarozumiałego i cóż… niezaprzeczalnie strasznego. Sulley ma za nic naukę, uważa, że jego znane nazwisko, idealny wygląd i wrodzona potworność są same w sobie przepustką do kariery a Uniwersytet to tylko formalność i to w dodatku przyjemna, bo pełna imprez i dobrej zabawy. Nietrudno się domyślić, że Mike i Sulley nie przypadną sobie do gustu. Jednak ich konflikt pociągnie za sobą pewne bardzo nieprzyjemne konsekwencje. By ocalić swój honor i miejsce na Straszologii, będą oni musieli wystąpić w Straszatonie- turnieju, który ma wyłonić najstraszniejsze Potwory. Problem pierwszy: muszą zwyciężyć. Problem drugi: razem… Nie będzie łatwo, nie obędzie się bez złośliwości i zabawnych sytuacji. A co z tego wszystkiego wyniknie musicie odkryć już sami.

„Potwory i spółkę” jak już wspominałam, w dzieciństwie bardzo lubiłam. Widząc znajome potwory wprost nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który niestety gasł podczas oglądania. Animacja jest świetna- pełno tu kolorów, detali, naprawdę wiele działo się na ekranie, czasem nawet nie wszystko udawało mi się „uchwycić”. Zabrakło mi jednak tego „czegoś”.


Ogólnie bajkę ogląda się całkiem miło i przyjemnie. Co prawda okulary do 3D trochę mnie uwierały a i efekty zbytnio mnie nie zachwyciły, ale jestem w stanie to przeboleć. Jednak jako osoba, która wprost uwielbia się śmiać nie mogłam znieść faktu, że scenarzyści tak bardzo chcieli być śmieszni, ze aż… nie byli. Co tu dużo mówić. Było zwyczajnie drętwo. Owszem, bajka miała swoje lepsze momenty, raz czy dwa nawet szczerzyłam się jak głupia, ale oczekiwałam znacznie, znacznie więcej zabawy!

Jak każda bajka, tak i ta miała „ukryty” niezbyt głęboko morał. Wydaje mi się wręcz, że producenci postawili go ponad wszystko inne na piedestale tak by był doskonale widoczny. Historia zawarta w „Uniwersytecie potwornym” pokazuje jak ważna jest prawdziwa przyjaźń, uczy nie oceniać ludzi po pozorach, a także daje lekcję szacunku i tolerancji.


Podsumowując: bajka wypada dosyć blado na tle poprzedniej części (choć może nie powinnam się wypowiadać, bo „Potwory i spółkę” oglądałam ładnych parę lat temu jako mała dziewczynka)  prawdopodobnie dlatego, że miałam względem niej dosyć duże wymagania. Zaczęło się całkiem całkiem a potem całkiem się schrzaniło… Nie wiem też czy zabieranie maluchów na tą bajkę będzie dobrym rozwiązaniem. Mniej więcej sześcioletni chłopiec, który siedział obok mnie tak podsumował ten film (zaznaczmy: 20 minut przed końcem): „Mamo, ja chcę już do domu…” Cóż… to chyba mówi wszystko ;)

Teraz będzie P.S ;)
Podobają Wam się recenzje filmów/bajek? Chciałabym poznać Wasze zdanie. Jeśli tak, dajcie znać. Postaram się wrzucać takie częściej. Jeśli nie, też dajcie znać J Nie będę Was męczyć.
Pozdrawiam!

12 komentarzy:

  1. Recenzji chcę więcej :)

    A co do Uniwersytetu potwornego, też oglądałam go niedawno i nie chwycił. Był tak do bólu schematyczny, typowa komedia dla młodszych nastolatków. Studio Disneya wypuściło takich historii na pęczki, klasyczne od zera do bohatera: zrobić coś by innym pokazać, że się potrafi. Na dobrą sprawę fakt, że postacie to były potwory nic nie wnosił- ot inne kierunki zajęć i tyle. Pierwsza część zachwycała niesamowicie oryginalną wizją świata za drzwiami szafy, pełna była uroczych detali. Tu mimo wysokiej jakości wykonania (oglądałam wersję 2D) nie było nic co by urzekało- no może poza dwugłowym gołąbkiem na początku. Stanowczo oczekiwałam czegoś więcej, jakiejś oryginalnej rysy w kolejnym spotkaniu w świecie potworów. Na to nie ma co w tym filmie liczyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie postaram się odwiedzić jeszcze kino w te wakacje ;)

      Gołąbek faktycznie był niezły, ale reszta... No cóż, chyba wszytko jest wyżej.

      Jeśli chcesz obejrzeć jakąś naprawdę ciekawą bajkę to polecam animację "Krudowie"- bawiłam się na niej wyśmienicie! :)

      Usuń
  2. Jestem pewna, ze mojemu mlodszemu bratu sie spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawaj dalej takie recenzje :P! Ostatnio nie wiem co obejrzeć... a w szczególności nie mam pojęcia o premierach nowych bajek, więc fajnie by było jakbyś dodawała takie notki ;3.

    "Potwory i spółka" oglądałem, niezmiernie przypadły mi do gustu, dlatego i ta produkcja będzie cieszyć moje oczy w najbliższej przyszłości :P. Na pewno :).

    Pozdrawiam serdecznie :*!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowe bajki mówisz... Teraz puszczają "Munionki rozrabiają" (kontynuacja "Jak ukraść księżyc", mogę się podzielić wrażeniami z pierwszej części jeśli będzie takie życzenie, bo ją posiadam), Jeśli podobały Ci się "Auta" to teraz nadlatują... "Samoloty" :D Serio sama nie wiem co o tym myśleć, ale mój chłopak uwielbia "Auta" więc pewnie zawlecze mnie też na to do kina :P Będą też "Smerfy 2" w sierpniu

      Z filmów czekam na "Morze potworów" i "Miasto kości". A już w piątek wychodzi bardzo intrygujący "Jeździec znikąd" ;)

      A co mi tam! Może walnę o tym notkę, jak myślisz? ;)

      Usuń
    2. Jak chcesz to dawaj recenzję, ale ja już oglądałem "Jak ukraść księżyc" :P. Uwielbiam te małe dzieci jedzące z miski :D.

      Oj nie, za dzisiejsze Smerfy podziękuję. Gówniane to to i takie nazbyt plastikowe... aż rzygać się chce.

      Z miłą chęcią przeczytałbym coś takiego, dawaj :p!

      Usuń
  4. Uwielbiam pierwszą część, przez co nie mogę się doczekać kiedy zobaczę tą. Choć jestem za stara już na bajki ;d
    Bardzo chętnie przeczytam kolejne Twoje recenzje bajek i filmów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam za stara! Nikt nie jest za stary na bajki :D

      Usuń
  5. Nie oglądałam, ale jakoś nigdy nie była fanką tych Potworów. Nie wiem sama dlaczego... Pomyślałabym, że jestem już za staram, ale mój starszy brat to ogląda, więc chyba to nie to... ;] Swoją drogą - mówię tak na recenzje filmów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem coś o tym ;) Mój brat ma 24 lata a i tak dalej uwielbia oglądać bajki ;) Ja z resztą też a mam już pełne 18 ;)

      Usuń
  6. Z chęcią obejrzę :) pierwsza część była genialna i zabawna, więc cieszę się z tego, że znowu można obejrzeć je w kinie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam ogromną ochotę iść na to do kina, ale tak jakoś wyszło, że przegapiłam :D W każdy razie na pewno obejrzę, bo pierwszą część ubóstwiam :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku!
Bardzo dziękuję za przeczytanie mojego tekstu, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Znasz już mój punkt widzenia, będę bardzo wdzięczna jeśli podzielisz się również swoim. A jeśli zdecydujesz się do mnie wrócić, możesz być pewien, że najdziesz tu odpowiedź ;-)

Zobacz też:

.