28 lipca 2015

„Klucz do wieczności” (film)

org. "Self/ Less"/ reż. Tarsem Singh/ 116 min./ 2015 r.

Opis:
Wiekowy multimilioner dzięki osiągnięciom współczesnej medycyny przenosi swoją świadomość do ciała zdrowego, młodego człowieka. Choć operacja przebiega pomyślnie, mężczyznę zaczynają nawiedzać koszmarne wspomnienia związane z tajemniczą przeszłością dawcy. Musi odkryć jego tożsamość i dowiedzieć się dlaczego komuś tak bardzo zależy na jego śmierci.
(Filmweb.pl)


Zwiastun:

Recenzja:
A Ty, czujesz się nieśmiertelny?

Śmierć zawsze skłania do refleksji nad życiem. Czy wykorzystaliśmy wystarczająco podarowane nam bezcenne dni? Co zrobiliśmy źle? Czego żałujemy? Co jeszcze moglibyśmy osiągnąć  gdyby kres nie zbliżał się tak nieubłaganie? A jeśli te wszystkie pytania mogłyby pozostać bez odpowiedzi, a my otrzymalibyśmy szansę na drugą młodość? Kluczowe pytanie brzmi jednak, jaką cenę trzeba będzie zapłacić za nieśmiertelność…

Pieniądze to nie wszystko- słyszeliście to chyba milion razy. Zdrowia nie można kupić- to też na pewno obiło Wam się o uszy. Jednak okazuje się, że obie te mądrości to bujdy, bo za pieniądze można kupić nie tylko zdrowie, ale też życie i to w dodatku w nowym młodym ciele. Przekonujemy się o tym na przykładzie Damiana- miliardera, który ma wszystko od wyłożonego złotem apartamentu, po władzę i lojalnych sojuszników. Brakuje mu tylko odrobiny osobistego szczęścia, i co najważniejsze- zdrowia. Wedle rokowań Damian nie przeżyje nawet pół roku, zostało mu więc niewiele czasu, lecz choć nie jest już młodzieniaszkiem, nie może się pogodzić z nieuchronnym końcem. Pewnego dnia otrzymuje jednak dziwną wizytówkę z tajemniczym dopiskiem „Oni  ci pomogą”…



Wola przeżycia to pierwotny instynkt, być może właśnie dlatego Damian decyduje się na kontakt z tajemniczym naukowcem, twierdzącym, że potrafi on przenieść umysł i duszę schorowanego starca, do ciała młodego, zdrowego mężczyzny. Wizja wydaje się niezwykle kusząca i teoretycznie pozbawiano ryzyka. Bo cóż do stracenia ma człowiek stojący u progu śmierci? Tym bardziej, że proponowane mu ciało jest, jak to określa naukowiec, „pustym naczyniem na duszę” wyprodukowanym w laboratorium. Damian postanawia zaryzykować i korzysta w pełni z nowego życia. Wszystko do czasu, kiedy zaczynają dręczyć go dziwne wizje. Wtedy pojawiają się wątpliwości. Czy aby na pewno podjął dobrą decyzję? Czy ciało, które otrzymał, naprawdę nie należało wcześniej do nikogo innego?

Od kiedy zobaczyłam zapowiedź filmu, byłam ciekawa czy twórcy skłonią się bardziej ku jego psychologicznej stronie, czy może zostaną przy akcji. W trakcie seansu, to wahanie wcale jednak nie minęło, wręcz przeciwnie, coraz bardziej narastało. Reżyser postawił na coś pomiędzy akcją a psychologią i choć powinno to wypaść bardzo korzystnie dla produkcji, wcale tak nie było. Odniosłam wręcz wrażenie, że producenci nie wiedzieli, co wybrać. Akcja wykluczała refleksje, a refleksje wykluczały akcję i choć ani jednego ani drugiego tu nie brakowało, miałam wrażenie, że siedzę na wahadełku stale zmieniającym kierunek.



Skupmy się więc może osobno na jednym i drugim elemencie. Akcja zwalniała, by nagle drastycznie przyspieszyć, co akurat lubię, bo nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Kilka razy mocno się zdziwiłam rozwojem fabuły, choć nigdy na tyle bym czuła się wbita w fotel. Strona refleksyjna, wypada nieco gorzej, ponieważ została potraktowana bardziej powierzchownie. Dylematy moralne są oczywiste i zmierzają w jasnym dla wszystkich kierunku. Samo zakończenie również nie zaskakuje i jest banalnie proste do odgadnięcia, choć szczerze mówiąc, jest jedynym słusznym wyjściem i nie wyobrażam sobie innego.

Aktorzy są niewątpliwym atutem produkcji. Ben Kingsley, bez najmniejszego zgrzytu odegrał umierającego miliardera. Nie gorzej, a może nawet lepiej poradził sobie Ryan Reynolds z młodszą odsłoną Damiana. Miał bez wątpienia o wiele większe pole do popisu, bo jego rola obejmowała więcej niż jedną postać, co dawało mu możliwość czarowania widza całą paletą emocji. Nie da się jednak ukryć, że wszystko i wszystkich przyćmił nie kto inny jak Matthew Goode, wcielający się w tajemniczego naukowca i czarny charakter. Facet chwilami mnie przerażał, a chwilami fascynował. Jego postać była równie genialna, co pozbawiona ludzkich zachowań, a sam aktor zdecydowanie okazał się wart zapamiętania.



Wizja zaprezentowana w „Kluczu do wieczności” nie jest przesadnie oryginalna, ani nie wnosi do tematu nieśmiertelności nic co, nie zostałoby już kiedyś przedstawione. Mimo to robi świetne wrażenie i nie nuży nawet przez chwilę. Film skupia się na prostych, choć ważnych aspektach, takich jak godzenie się z własnym losem, czy wybieranie między własnym dobrem, a dobrem innych ludzi. Mimo iż spodziewałam się odrobinę lepszej produkcji i tak jestem usatysfakcjonowana na tyle, by ją Wam polecić, bez wahania czy mrugnięcia okiem, bo mimo wszystko, naprawdę warto.

Ocena:
7/10


12 komentarzy:

  1. Wydaje się być interesujący, muszę go obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest nawet bardzo interesujący. Polecam :-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Lubię takie kino, więc na pewno tego filmu nie przepuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem zadowolona z seansu ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. To coś dla mnie ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie z czystym sumieniem mogę polecić ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Ja również, gdy obejrzałam ten trailer, to wiedziałam, że muszę go zobaczyć :) Jestem ciekawa, czy mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję ;-) Koniecznie podziel się wrażeniami ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Mam w planach ten film odkąd zobaczyłam zwiastun ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co tu ukrywać: jest bardzo intrygujący podobnie jak cały film ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Film na 100% zobaczę, bo jakkolwiek nie wbijałby w fotel to tak:
    1. W filmie jest kochana Nathalie Martinez! A ja strasznie ją lubię, oczarowała mnie w "El Dorado". :)
    2. Jestem straaaaasznie ciekawa czarnego charakteru/doktorka. Ostatnio zauważyłam, że mam skłonności do zakochiwania się w psychopatach z książek/seriali, więc... podejrzewam, że mogę być oczarowana także doktorkiem. ;)
    3. Od początku coś mnie do tego filmu ciągnęło. Nie umiem tego sprecyzować, wiem tylko, że muszę zobaczyć tę produkcję. ;)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doktorek jest boski! Niby pałałam do niego nienawiścią, ale w jakiś chory sposób mnie fascynował :-P Myślę, że nie będziesz żałowała czasu poświęconego na oglądanie ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń

Drogi czytelniku!
Bardzo dziękuję za przeczytanie mojego tekstu, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Znasz już mój punkt widzenia, będę bardzo wdzięczna jeśli podzielisz się również swoim. A jeśli zdecydujesz się do mnie wrócić, możesz być pewien, że najdziesz tu odpowiedź ;-)

Zobacz też:

.