Opis:
Pan Peabody to
najmądrzejszy pies na świecie, naukowiec-geniusz, który wynalazł wehikuł czasu,
laureat nagrody Nobla i doradca głów państw. Gdy jego podopieczny, chłopiec o
imieniu Sherman wyrusza w podróż wehikułem czasu, najsłynniejsze wydarzenia z
historii wymykają się spod kontroli, a efektem jest wielka katastrofa i równie
wielka dawka humoru. Niezwykły pies i jego pan muszą załatać dziurę w czasie,
zanim nasz świat zmieni się raz na zawsze.
Zwiastun:
Recenzja:
„Każdy pies powinien mieć chłopca!”
Nadszedł w życiu Patki ten wiekopomny dzień, kiedy musiała
opuścić szkolne mury na zawsze. I choć przez ostatnie trzy lata marzyła o tym
każdego dnia, nie wiedzieć czemu w jej absurdalnym serduszku zagościł smutek. A
ponieważ Patka nie zna lepszego sposobu na depresję niż kupa śmiechu,
postanowiła uskutecznić swój plan i wybrała się do kina na komedię. Animowaną-
a jakże! Padło na animację „Pan Peabody
i Sherman”. Czy udało mu się przywrócić Patkę do stanu błogiego szczęścia?
Na początek skupmy się jednak na fabule. A dzieje się w niej
i to sporo! Twórcy bajki postawili na modny ostatnio temat jakim są podróże w czasie.
Kto z Was ich nie kocha? No właśnie. Wystarczy przypomnieć sobie „Trylogię czasu”, „Zaklętych w
czasie”, czy co tam z tej tematyki znacie. Temat jest tak szalenie
intrygujący, że zaczarował niemal każdego. A dzięki Panu Peabody, pokochacie go
jeszcze bardziej. Kim jest Pan Peabody? Cóż, to… pies. Ale nie byle jaki! To
istny geniusz, a przy tym biznesmen, szef kuchni, medalista olimpijski, laureat
nagrody nobla. Jego największym odkryciem jest jednak wehikuł czasu, którym
wraz ze swoim adoptowanym synem Shermanem przemierza wieki i udziela
niesamowitych lekcji historii. Choć przeszłość jest pełna niebezpieczeństw, o
czym nie raz się przekonamy, okazuje się, że to w teraźniejszości kryje się
największe zagrożenie. Opieka społeczna chce bowiem odebrać Shermana jego
niezwykłemu opiekunowi. Czy Pan Peabody zdoła udowodnić, że jest dobrym ojcem,
podczas gdy cały wszechświat dosłownie wali mu się na głowę?
Bajka, jak to generalnie bajki mają w zwyczaju, porusza
pewne problemy i podkreśla wartości. Tym razem padło na temat adopcji. Nie jest
to taka zupełna nowość, ponieważ wcześniej była obecna chociażby w animacji „Jak
ukraść księżyc”. Myślę, że tu jednak temat został wykorzystany lepiej.
Twórcy wielokrotnie podkreślają, że adopcyjny rodzic, kocha tak samo mocno jak
biologiczny i zrobi dla swojego dziecka wszystko. Ponadto pomaga dzieciom
zrozumieć istotę adopcji i uczy tolerancji wobec adoptowanych dzieci. Zostało
to przekazane bardzo wyraziście i przejrzyście i myślę, że żaden maluch nie
powinien mieć problemu ze zrozumieniem przesłania.
Inaczej ma się sprawa z humorem, na który tak liczyłam. Widać,
że twórcy postawili sobie za cel stworzenie produkcji odpowiedniej dla całej
rodziny, która mogła by konkurować z takimi bajkami jak „Shrek”, „Madagaskar” czy „Epoka
lodowcowa”. I choć wyszło im naprawdę fajnie, to przyznam szczerze, że
mogło być lepiej. Niektóre żarty są bowiem zbyt trudne do zrozumienia dla
dzieci, a zbyt mało zabawne dla dorosłych. Na sali częściej było słychać cichy
chichot niż salwy śmiechu, a szkoda, bo potencjał był duży. Myślę, że nie jest
to dobra bajka dla bardzo małych dzieci, bo które dziecko zrozumie, że oto
spotykamy się z Jerzym Waszyngtonem, przyszłym Faraonem, czy że za chwilę
wybuchnie wojna trojańska? Dlatego uważam, że bajka lepiej nada się dla dzieci
z podstawówki, które będą wiedziały już mniej więcej, o co chodzi, a może nauczą
się nawet czegoś ciekawego.
Podsumowując: „Pan
Peabody i Sherman” to sympatyczna animacja, na której wbrew moim narzekaniom
naprawdę można się pośmiać i dać
zaczarować magią przeszłych wieków. Były momenty wzruszeń, chwila refleksji i
morał na koniec. Choć mogło być jeszcze odrobinę lepiej, bawiłam się naprawdę
dobrze i w ostatecznym rozrachunku polecam.
Ocena:
7/10





